Żużel - Ekscytujące Aktualności

Przejdź do treści
Artykuły

Żużel. Porównanie liderów drużyn walczących o utrzymanie. To od nich najwięcej się oczekuje

żużel
Fot. Czarny Productions

Autor: Jakub Bielak

Oceń Wpis

Żużel. Porównanie liderów drużyn walczących o utrzymanie. To od nich najwięcej się oczekuje

Nie można nikogo przedwcześnie skazywać na walkę o utrzymanie, a jednocześnie innym wieszać już medale na szyjach. Rzeczywistość jest jednak taka, że w sezon każda drużyna sportowa wchodzi z określonymi oczekiwaniami. Decyduje o tym w dużej mierze potencjał poszczególnych zawodników. W żużlu jest to widoczne jeszcze bardziej – przecież trener nie wymyśli nowoczesnej taktyki, dzięki której jego podopieczni będą regularnie wygrywać z lepszymi od siebie.

Jedni o medale, drudzy o utrzymanie

PGE Ekstraliga w sezonie 2024 naturalnie w oczach wielu obserwatorów (nie tylko sławnych “ekspertów”, których dokładnej tożsamości nikt tak naprawdę nie zna, ale również zwykłych kibiców) dzieli się na dwie części. Mamy pięć zespołów, które nie wyobrażają sobie braku awansu do fazy play-off, a niektóre z nich sezon zakończony poza podium potraktują wręcz jak porażkę. Te drużyny to Platinum Motor Lublin, Betard Sparta Wrocław, ebut.pl Stal Gorzów, Apator Toruń oraz Tauron Włókniarz Częstochowa.

Do drugiej części ligi zaliczają się rzecz jasna trzy pozostałe zespoły: Fogo Unia Leszno, ZOOleszcz GKM Grudziądz oraz beniaminek – Enea Falubaz Zielona Góra. Każda z tych ekip może awansować do fazy play-off i w niej namieszać, ale również w każdym z wymienionych wyżej miast o utrzymaniu myśli się zdecydowanie częściej niż w przypadku pozostałych uczestników najlepszej żużlowej ligi świata. Możemy silić się na populizmy traktujące o tym, że 12 kwietnia rano wszystkie osiem zespołów będzie miało dokładnie taką samą szansę na złoty medal, ale tak po prostu nie jest. Krzysztof Sadurski nie jest Wiktorem Przyjemskim, a Jason Doyle to nie Bartosz Zmarzlik. Te zestawienia są losowe – doskonale wszyscy wiemy, o co chodzi.

Na wynik końcowy składa się siedmiu (ośmiu) zawodników, ale…

Żużel to prosty sport. Zdobycz całej drużyny to suma punktów wszystkich jej zawodników. Od lat drużyny żużlowe rozkłada się na trzy główne części: liderzy, druga linia oraz juniorzy. Tak naprawdę tylko jedna z tych kategorii jest niezaprzeczalna i bezdyskusyjna w każdych warunkach, o każdej porze dnia i nocy. Mowa oczywiście o młodzieżowcach, którzy startują z pod numerów 14/15 oraz 6/7 i podczas sezonu mają rocznikowo maksymalnie 21 lat.

W każdej mocnej drużynie potrzebni są jednak liderzy, a więc żużlowcy, którzy zdobędą najwięcej punktów w spotkaniu, ale przede wszystkim będą w stanie wygrywać najważniejsze wyścigi, tym samym pokonując liderów z ekipy przeciwnej. Najlepsze drużyny szczycą się tym, że takich właśnie liderów mają dwóch, a niekiedy nawet trzech. Od biedy oczywiście w każdym zespole można by wskazać trójkę takich zawodników, którzy są po prostu najlepsi z najgorszych. Z reguły jednak wśród tych walczących o utrzymanie jeden zawodnik wybija się ponad cały zespół i to na nim ciąży największa presja, jeśli chodzi o zdobywanie punktów. Przyjrzyjmy się zatem tym zawodników ze wszystkich trzech potencjalnie zamieszanych w “walkę o spadek” zespołów.

Unia Leszno – Janusz Kołodziej

W drużynie Fogo Unii Leszno lider jest jeden: Janusz Kołodziej. Wychowanek tarnowskiej Unii to niezaprzeczalnie najlepszy żużlowiec “Byków”. Ba, wydaje się, że w sezonie 2024 różnica poziomów (choćby średniej punktu na bieg) między Kołodziejem a pozostałymi zawodnikami może być większa niż zwykle. 39-latek to ścisła czołówka PGE Ekstraligi od wielu lat, ale dwa ostatnie sezony były szczególnie udane. “Koldi” w obu przypadkach kończył sezon jako trzeci najlepszy zawodnik ligi pod względem średniej. W ubiegłym roku średnia ta wynosiła 2,333 punktu na bieg, a rok wcześniej była jeszcze lepsza – 2,427.

Kołodziej jako lider zespołu ma jeszcze kilka cech wyróżniających, go spośród “maszynek do robienia punktów”. Po pierwsze świetnie jeździ on parą i często ogląda się (w miarę możliwości) za wolniejszym kolegą na torze. Ponadto służy często radą młodym zawodnikom, co może przełożyć się na dokonany przez nich postęp i większą zdobycz punktową do dorobku całej drużyny. “Koldi” ma również dużo do powiedzenia w sprawie przygotowania nawierzchni na leszczyńskim owalu – może przełożyć preferencje swoich kolegów na końcowy stan toru.

GKM Grudziądz – Jason Doyle

ZOOleszcz GKM Grudziądz przed sezonem 2024 postanowił sięgnąć po nowego lidera. Z klubu odszedł Nicki Pedersen, na którym do tej pory opierały się nadzieje miejscowych kibiców na zdobycie upragnionego awansu do fazy play-off. Można śmiało powiedzieć, że jego miejsce zajął Jason Doyle. Trudno bowiem kategoryzować Australijczyka w inny sposób, niż właśnie “wkładając” w szufladkę z napisem “lider”.

Dla indywidualnego mistrza świata na żużlu z 2017 roku ostatnie lata nie były w pełni udane. W środowisku krąży powszechna opinia mówiąca o tym, że po zdobyciu upragnionego złotego medalu w cyklu Speedway Grand Prix Jason Doyle przestał już być zawodnikiem ze ścisłej światowej czołówki. I faktycznie – od tamtego momentu w czołowej dziesiątce PGE Ekstraligi na koniec sezonu pod względem średniej znalazł się tylko dwukrotnie: w 2019 (2,280/6. miejsce) oraz w 2021 (2,253/4 miejsce). Poprzedni rok w barwach beniaminka z Krosna to już średnia poniżej dwóch “oczek” na bieg, co nie przystoi liderowi i tak naprawdę zdecydowanie najlepszemu na papierze zawodnikowi krośnieńskiej drużyny.

W Grudziądzu liczą na to, że Doyle nawiąże wynikami do swoich najlepszych lat. W drużynie jest również Max Fricke, który w indywidualnej klasyfikacji sezonu 2023 uplasował się nawet miejsce nad Jasonem Doylem. Można więc zakładać, że obaj panowie ponownie mogą zaliczyć podobny sezon. Jeśli jednak GKM ma powalczyć o coś więcej niż tylko utrzymanie, dobrze by było, gdyby Doyle powrócił do takiego poziomu, kiedy będzie można go bezpsprzecznie nazywać liderem zespołu.

Falubaz Zielona Góra – Hampel czy Pawlicki? Który?

No i mamy beniaminka z Zielonej Góry. W tym przypadku rozważania na temat lidera jest najbardziej problematyczne. Zwyczajnie ciężko bowiem wskazać jednego zawodnika, który powinien w każdym spotkaniu ciągnąć drużynę i otwierać listę najwyższych zdobyczy punktowych. Ba, wiele wskazuje na to, że zielonogórzanie mogą się tym mianem bardzo płynnie wymieniać. Jest to jednocześnie zaleta, ale i wada drużyny.

Jeśli jednak mamy wskazać jednego lidera, to zdecydowanie wyboru należy dokonać z polskiej trójki seniorów: Jarosław Hampel, Piotr Pawlicki oraz Przemysław Pawlicki. Zaskoczyć może Rasmus Jensen, jednak chyba nie aż na takim poziomie. Starszy z braci Pawlickich powraca do elity po przerwie, więc też trudno sobie wyobrazić, by od razu liderował swojej ekipie. Duży potencjał drzemie w Piotrze Pawlickim, który jednak ostatnich trzech lat nie może zaliczyć do udanych. Wystarczy powiedzieć, że po raz ostatni w czołowej “dwudziestce” PGE Ekstraligi był w sezonie 2020!

Najwięcej zielonogórscy kibice oczekiwać więc będą zapewne od Jarosława Hampela. Dwukrotny indywidualny wicemistrz świata. “Mały” rozbudził apetyty kibiców podczas fazy play-off, gdzie prezentował się wprost znakomicie. To właśnie wtedy wyśrubował swoją średnią, która niemal dobiła do poziomu dwóch “oczek” na wyścig. Czy 41-latek jest w stanie się jednak wspiąć na jeszcze wyższy poziom i regularnie dostarczać drużynie 12-13 punktów w meczu? Odpowiedzi na to pytanie nie zna zapewne póki co nawet sam zainteresowany.

Żużel
Fot. Sandra Rejzner
Falubaz Unia
Fot. Michał Szmyd

MAGAZYN ŻUŻLOWY Best Speedway TV

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Nasi partnerzy

×