bstv 1536x162 4 1024x108 1

Szara eminencja polskiego żużla czy po prostu człowiek zasad?

Autor: Konrad Marcin Piechota Data: 26-05-2021

To nie były najlepsze dni Zooleszcz DPV Logistic GKMu Grudziądz. Najpierw w piątkowy wieczór, 21 maja grudziądzanie ponieśli dość zdecydowaną porażkę z mistrzami Polski. Sami mieli nadzieję na zwycięstwo, wielu ekspertów liczyło na zaciętą walkę, a skończyło się na 39-51. Jednak to w sobotę 22 maja wybuchła prawdziwa bomba, a jej bohaterem była jedna z najważniejszych postaci polskiego żużla, nie będąca zawodnikiem, działaczem, a nawet dziennikarzem. Ba! Dla osób, które żużel oglądają wyłącznie przy okazji weekendowych spotkań ligowych może to być osoba zupełnie anonimowa. Jednak dla GKMu Grudziądz decyzja tunera Ryszarda Kowalskiego, bo o nim mowa, była prawdziwym szokiem, a być może nawet wbiciem noża w plecy.

O zerwaniu współpracy pomiędzy RK, a GKMem wkrótce wiedział cały żużlowy światek, natomiast szczegółów nie znał nikt, bo informacje były oparte wyłącznie na lakonicznym komunikacie umieszczonym przez Kowalskiego na portalu społecznościowym –

„W związku ze złamaniem warunków umowy, współpraca firmy RK Racing z jednym z klubów PGE Ekstraligi została zerwana”.

Wkrótce potem okazało się, że chodzi o GKM Grudziądz, wreszcie wyszedł na jaw powód decyzji Kowalskiego – z silnika przygotowanego dla juniorów korzystał senior, Przemysław Pawlicki.

Warto tu się zatrzymać i przypomnieć, jak ważną postacią w PGE Ekstralidze jest pan Ryszard (wraz z synem Danielem) i kto korzysta z usług zakladu w Cierpicach. Oto kilka nazwisk zawodników, którzy jeżdżą na silnikach przygotowanych przez RK Racing: mistrzowie świata – Jason Doyle, Bartosz Zmarzlik, Tai Woffinden, Nicki Pedersen, Chris Holder; czołowi ligowcy – Artiom Łaguta, Maciej Janowski, Patryk Dudek, Szymon Woźniak, Jack Holder; juniorzy – Przemysław Liszka, Jakub Miśkowiak, Wiktor Lampart, Mateusz Cierniak, Karol Żupiński, Krzysztof Lewandowski, wreszcie solidni ligowcy i zawodnicy o sporym potencjale – Gleb Czugunow, Daniel Bewley, Kacper Woryna, Bartosz Smektała,  Dominik Kubera, Krzysztof Buczkowski, Piotr Protasiewicz, Paweł Przedpełski czy Adrian Miedziński oraz… Przemysław Pawlicki.

Zaraz, zaraz – przecież to Przemo jest ‘winien’ całego tego zamieszania, bo to on używał silników przeznaczonych dla juniorów. Czy zatem jeden zawodnik nie może już pożyczyć silnika drugiemu zawodnikowi? Czy dobro drużyny nie jest najważniejsze? Tak zapewne pomyślano w Grudziądzu, ale przecież nie tylko, bo powszechnie wiadomo, że np. Woffinden pożycza silników młodszemu koledze z klubu i reprezentacji, Danowi Bewleyowi. A czy przeciwnego zdania jest pan Ryszard? W przypadku Spartan wyraził zgodę. W przypadku zawodników Janusza Ślączki – już nie. A może nie zapytali?

Wkrótce pojawiło się więcej informacji i Kowalscy wyjaśnili dokładnie, na czym polegało złamanie umowy przez Grudziądzan: 

„Współpraca naszego teamu z klubami jest jasna i klarowna. Nie przygotowujemy silników dla seniorów, a jedynie dla juniorów. Powód nr 1: seniorzy podpisując umowę z klubem i otrzymując pieniądze na przygotowanie powinni być zobowiązani, aby samodzielnie zorganizować sobie silniki dostosowane do ich możliwości. Powód nr 2: chcemy wspierać młodych zawodników, którzy zwyczajnie nie są w stanie zapewnić sobie z własnych środków nowych jednostek i ułatwić im dostęp również do sprzętu wychodzącego spod naszej ręki”.

Potwierdzono również, że chodzi o Pawlickiego oraz Krzysztofa Kasprzaka oraz na fakt korzystania przez nich z jednostek przeznaczonych dla juniorów.

Kowalscy podkreślają, że chodzi o zasady i przestrzeganie zapisów umownych:

„mamy swoje zasady i mocno się ich trzymamy”

 oraz tłumaczą, że chodzi przede wszystkim o dobro zawodników i wysoki poziom świadczonych przez siebie usług:

„Stawiamy w naszej pracy na dobry kontakt z zawodnikiem i bieżący feedback z jazdy żeby sprostać ich oczekiwaniom i dopasować silniki pod ich indywidualne preferencje. Jednocześnie chcemy zapewnić zawodnikom dostęp do ograniczonej ilości silników, które są przez nas przygotowywane”.

Wreszcie na koniec jednocześnie skromnie piszą, że to nie tunerzy decydują o wynikach, a jednocześnie dość wyraźnie grożą palcem:

„Nasz post nie miał na celu wszczęcia medialnej burzy, a jedynie miał być informacją dla osób, które chciałyby pójść za tym przykładem. Poskutkowałoby to całkowitym zakończeniem współpracy z klubami i wspierania rozwoju młodzieży. Nie jesteśmy jedyną firmą, która zajmuje się tuningiem silników. To nie silnikami wygrywa się mecze, a profesjonalnym zespołem, który sam jest w stanie odpowiednio przygotować się do sezonu”.

Wiadomo, że jedną z zasad Kowalskiego jest to, że w niedzielę nie pracuje. Nie złamał tej zasady 23.05, kiedy to chyba wszyscy zawodnicy z Grudziądza (może bez Nickiego, bo to jednak inna skala zawodnika) starali się do niego dodzwonić i dowiedzieć się, czy będą mogli korzystać z jego silników. Czy w takiej sytuacji dobro zawodników nie powinno stać jednak wyżej od sztywnych zasad? Czy juniorzy, którzy tak chwalili sobie współpracę z RK nie ucierpieli najbardziej?

Kowalscy mówią, że traktują wszystkich równo. Czy jednak tak nagła decyzja nie będzie miała decydującego znaczenia na wyniki ligowe? Czy GKM na nowych jednostkach, być może przygotowanych naprędce, będzie w stanie sprostać ekstraligowym rywalom. Może to być trudne, szczególnie w najbliższych kolejkach, a w PGE Ekstralidze nie ma mało ważnych meczy – pięć zespołów walczy o play-off, a trzy o utrzymanie i każde spotkanie, a nawet każdy bieg może mieć kapitalne znaczenie. Czy zatem zerwanie umowy w takich warunkach nie jest tak naprawdę pokazaniem, kto ma prawdziwą władzę?

Oczywiście są inni tunerzy. Co prawda wielu zawodników, również w naszych Magazynach (ostatnio np. Szymon Woźniak i Denis Zieliński) bardzo chwali sobie współpracę i jednostki dostarczane przez RK Racing, ale inni, jak Kacper Woryna, powoli wchodzą na właściwe tory, albo, jak Dominik Kubera czy Bartosz Smektała, wciąż szukają swojej drogi. Z drugiej strony na silnikach Ashleya Hollowaya świetnie radzą sobie Emil Sajfutdinow, Piotr Pawlicki, Martin Vaculik, Anders Thomsen, Robert Lambert, Jason Doyle (zamiennie z RK), a są jeszcze Flemming Graversen (m.in. Fredrik Lindgren, Mateusz Świdnicki, Leon Madsen, Matej Zagar, Max Fricke, Kenneth Bjerre) i Peter Johns (Jonas Jeppesen), który może jeszcze wróci na szczyt czy też nawet Finn Rune Jensen i Siergiej Mikułow (z osamotnionym Grigorijem Łagutą).

Zatem prawdą jest, że z pewnej perspektywy zawodnicy GKMu nie zostali na lodzie i mają jakieś możliwości działania. Będzie to jednak wyłącznie wyjście awaryjne. Niewykluczone, że Holloway czy Graversen przygotują im świetne jednostki, które drużynie z Grudziądza pomogą utrzymać się w najlepszej lidze świata. Śmiemy wątpić jednak, czy pan Ryszard będzie wtedy zadowolony, bo nie mamy wcale pewności, że jego działania w tej sytuacji są podyktowane wyłącznie troską o dobro wszystkich żużlowców, którymi się opiekuje i oburzeniem, że nie zostały dotrzymane warunki umowne.

Według RK Racing GKM złamał umowę i z oświadczenia wynika, że działanie trwało od początku sezonu. Nawet jednak jeśli było to celowe działanie GKMu , co zasługuje na naganę, czy konieczne jest karanie również (a może przede wszystkim) grudziądzkiej młodzieży? Z jednej strony staramy się zrozumieć pana Ryszarda i jego syna (choć sami przyznają, że ich zasady mogą być trudne do zrozumienia), z drugiej nie możemy się jednak oprzeć wrażeniu, że w całej sprawie jest drugie dno.

Daleko nam od twierdzenia, że działania tunera mają na celu pomoc w walce o utrzymanie macierzystego klubu pana Ryszarda – Apatora, chociaż z Cierpic bliżej do Torunia niż do Grudziądza. Podejrzenia, że chodzi o kwestie personalne (o których zresztą mowa w oświadczeniu RK Racing) brzmią nieco bardziej prawdopodobnie, ale nie chce nam się wierzyć, że człowiek z takimi zasadami i wiedzą mógłby być tak małostkowy. Z pewnością w całej sprawie nadal jest więcej pytań niż odpowiedzi.

Bardzo dziwi milczenie klubu z Grudziądza. Kowalscy mówią, że starali się załatwić sprawę polubownie, GKM nie odpowiada, dlaczego proceder trwał, mając świadomość, czym grozi. Być może teraz pora na ruch działaczy (zawodników?) z Grudziądza – jaki jest ich punkt widzenia na cały problem. Obawiamy się, że to może sprawę jeszcze bardziej zagmatwać, ale oczekujemy jakiejkolwiek reakcji z Hallera 4.

Co będzie dalej? GKM Grudziądz jest skazany na porażkę w kolejnych ligowych meczach, na wyjeździe z rozpędzającą się drużyną z Częstochowy i mocarzami z Wrocławia. Nie można wykluczyć niespodzianki, ale czy zawodnicy nie będą starać się oszczędzać swoich silników nie wiedząc, kiedy i jakie będą następne? Paradoksalnie, może to dobrze dla Grudziądzan, że przed nimi dwie ‘planowe’ porażki – potem będzie walka o utrzymanie z bezpośrednimi zainteresowanymi i być może będą już nowe silniki i być może będzie się na nich dobrze jeździło. “Być może” jest tu kluczowe – jak będzie, zobaczymy.

Co dalej w dłuższej perspektywie? Zgadzamy się z RK Racing, że to nie silniki i nie tunerzy decydują o tym, kto będzie mistrzem, a kto spadnie z ligi. Ale może właśnie o takie przeciągnięcie liny chodzi? Jeśli teraz okaże się, że GKM zajmie ostatnie miejsce, to wiara w moc inżynierów spod Torunia jeszcze bardziej wzrośnie, co na pewno nie będzie zdrową sytuacją, w której, teoretycznie, inżynier będzie dyktował warunki współpracy i podejmował decyzję, z kim współpracować, a z kim zerwać umowę według własnego widzimisię.

Z drugiej strony, od dziecka uczymy się, że należy uważnie czytać umowy i je przestrzegać, bo konsekwencje mogą być poważne… Tak zagmatwanej sytuacji chyba dawno nie było w świecie polskiego żużla, który co chwilę przecież jest targany wszelkiego typu kontrowersjami. Kto zwycięży w tym sporze? Niech zwycięży sport. Niech wygra żużel.

fot. Emilia Hamerska – Lengas

bst2 1 1024x171 1

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *