Przejdź do treści
Artykuły

Kontrowersja w Rybniku i absurdalne przepisy. Wilki Krosno zostały pokrzywdzone

Wilki Krosno
Fot. Cellfast Wilki Krosno

Autor: Dawid Ociepa

Kontrowersja w Rybniku i absurdalne przepisy. Wilki Krosno zostały pokrzywdzone

Rywalizacja między Innpro ROW-em Rybnik i Cellfast Wilkami Krosno, wysoko wygrana przez gospodarzy w stosunku 56:34, pozostawiła na językach kibiców dosyć gorzki posmak. Dmitri Berge dosyć szybko skończył jazdę w niedzielnym meczu Metalkas 2. Ekstraligi, po tym, kiedy wpadł z niego Brady Kurtz. Francuz po tym zdarzeniu złapał uraz obojczyka i nie był w stanie kontynuować meczu. Fakt, że krośnieński lider nie mógł pomóc już swojej drużynie, a prowodyr wypadku radośnie uczestniczył w reszcie rywalizacji, rozsierdził podkarpackich kibiców (oraz Ireneusza Kwiecińskiego – trenera Wilków). Po części się z nimi zgadzam.

Ekstraligowy arbiter nie miał innego wyjścia?

Na początku musimy wyjaśnić sobie jedną rzecz. Zupełnie abstrahując od efektu zdarzenia, czyli kontuzji lidera spadkowicza z PGE Ekstraligi, atak Brady’ego Kurtza nie zasłużył na czerwoną kartkę. Trudno było tam dostrzec brutalny atak – co najwyżej nierozważny. Gdyby przenieść całe zdarzenie do realiów piłki nożnej, najpewniej Australijczyk zostałby utemperowany żółtym „kartonikiem”. Żużlowe przepisy mówią podobnie, wszak regulamin sportu żużlowego pozwala wykluczyć żużlowca do końca zawodów, gdy:

W przypadku szczególnie nagannej niesportowej lub niebezpiecznej jazdy zawodnika oraz w przypadku szczególnie nagannego zachowania się lub postępowania zawodnika sędzia wykluczy zawodnika do końca zawodów, przy czym, jeżeli to zachowanie lub postępowanie ma miejsce w czasie innym niż podczas trwania biegu, wykluczenie do końca zawodów jest skuteczne od momentu decyzji sędziego i nie oznacza wykluczenia
z zakończonego biegu. W każdym przypadku, o którym mowa powyżej, wykluczenie jest równoznaczne z ukaraniem zawodnika „czerwoną kartką”.

Art. 88 ust. 4 Regulaminu Zawodów Motocyklowych na Torach Żużlowych

Sędzia Artur Kuśnierz musiałby naprawdę nadinterpretować zamiary żużlowca lidera Metalkas 2. Ekstraligi, żeby odesłać go do szatni. Ponadto ten sam regulamin wskazuje na to, że atak Kurtza musiałby być „niebezpieczny” (a nie nierozważny!), aby w ogóle pomyśleć o napomnieniu zawodnika czarno-zielonych. Był on brzydki, to nie ulega wątpliwości. Nie ma jednak pewności, czy spełniał interpretację regulaminową. Jednak był on na tyle brutalny, że zabrał Francuzowi trzy miesiące z żużlowego życia. Dlatego w całości rozumem decyzję sędziego. Tak samo, jak rozumiem perspektywę kibiców Wilków Krosno, którzy po prostu poczuli się skrzywdzeni.

Przepisy są niedorzeczne

Też to uważam za skrajne nieporozumienie. W meczu żużlowym udział bierze de facto siedmiu żużlowców, z czego dwóch to juniorzy. A jeżeli nie traci się co najmniej sześciu punktów do przeciwników, to oni zastępują kontuzjowanego kolegę! Nie liczę „ósemki”, gdyż z reguły jest to albo rezerwowy junior, albo żużlowiec dołączony do składu „na doczepkę”. O ile numer 8/16 jest w ogóle zajmowany przez kogokolwiek. Drodzy czytelnicy, ile znacie przypadków, w których rezerwowy zrobił realną różnicę (nie licząc zastępujących „kevlar” tak jak Fricke regularnie zmieniający Dróżdża w 2018)?

A w międzyczasie – faulujący po okrojeniu składu rywala, nadal w meczu startuje i zdobywa punkty! Mecz mocno traci na emocjach, nagle wyrasta jeden faworyt. To jest nagroda za faul! To stan niebywale niesprawiedliwy, absurdalny. Nie do końca nawet nie obchodzi mnie to, że w czarnym sporcie było tak od zawsze. To patologia, którą powinno się wyplenić, nawet jeśli faulujący nie miał złych intencji. Trzeba pochylić się nad tym faktem. Według mnie żużlowiec powodujący kontuzję innego zawodnika powinien kończyć swój udział w meczu.

A takie sytuacje przecież powtarzają się regularnie. Pamiętają to doskonale kibice z Torunia, szczególnie dlatego, że zdarzyło się to w ich sezonie „spadkowym” – czyli 2019. Włókniarz Częstochowa przyjechał wtedy do grodu aniołów. Apator zaliczył wtedy beznadziejne wejście w sezon i potrzebował punktów „na gwałt”. Częstochowianie do siódmego biegu nadawali rytm zawodom, gdyż prowadzili ówcześnie 14:22. Nadszedł wyścig kończący drugą serię, pod taśmą stają Matej Zagar (ówcześnie Włókniarz) i Jason Doyle (Apator). Słoweniec ostro sfaulował Australijczyka, po czym ten nie mógł dokończyć już rywalizacji. Chyba nie muszę mówić, co było jedyną karą Mateja Zagara? A Apator boleśnie przegrał, rywalizując bez swojego najlepszego lidera.

Jaki sens mają w żużlu kartki?

Pochylmy się jeszcze nad sensem kar indywidualnych w naszej ukochanej dyscyplinie. Wprowadzenie kartek do żużla ponad dekadę temu miało dawać większe pole do manewru arbitrom. Wcześniej sędzia miał w zasadzie dwie możliwości: wykluczyć winowajcę i ewentualnie wykluczyć go do końca sezonu. Po prostu zamysł był, aby żużlowcy jeździli rozważniej, mając w głowie ewentualne konsekwencje. I w stanie początkowym, choć surowym, miało to sens. Czerwona kartka? Kończysz mecz i pauzujesz w następnym. Druga żółta kartka w sezonie? W następnym boju twoja drużyna musiała radzić sobie bez ciebie. Kara surowa – w końcu drużyny żużlowe nie mają praktycznie żadnej ławki rezerwowych, ale zrozumiała (w szczególnych przypadkach).

W obecnym kształcie widzę jednak jej tylko jeden cel. Niezbyt szczytny, gdyż ukarany opryszek z każdą kartką jest również karany finansowo. I to w zasadzie jedyna kara. Żółta kartka zmienia niewiele w kontekście meczu. Żeby zostać zawieszonym za kartki, trzeba się bardzo postarać. Trzeba odpowiednio dołożyć do kolekcji drugi czerwony lub czwarty żółty „kartonik”. A w takim kształcie wolałbym powrót do starych przepisów, gdyż wtedy przynajmniej przestalibyśmy mydlić oczy kibicom.

440607332 7446173872137233 8944864698318995563 n 1
Fot. Arkadiusz Siwek
Dimitri Berge
Fot. Cellfast Wilki Krosno

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *