Bartosz Zmarzlik próbował uniknąć dyskwalifikacji w Vojens. Dzwonił do najwyższego przedstawiciela federacji
Bartosz Zmarzlik próbował uniknąć dyskwalifikacji w Vojens. Dzwonił do najwyższego przedstawiciela federacji
Podczas ostatniej rundy tegorocznego cyklu Grand Prix w Toruniu czwarty tytuł mistrzowski zdobył Bartosz Zmarzlik. Polak w świetnym stylu przypieczętował kolejny swój triumf. Historia mogła potoczyć się kompletnie inaczej przez to, co wydarzyło się kilka tygodni wcześniej w Vojens. Wtedy to sukces Polaka stanął pod wielkim znakiem zapytania.
Wszystko przez dyskwalifikację z zawodów Zmarzlika, który w kwalifikacjach wystąpił w nieodpowiednim kevlarze. Taką karę przewidziano za przewinienie, jakiego dopuścił się czterokrotny mistrz świata. Została ona wprowadzona na wniosek nowego organizatora cyklu Grand Prix przed jego przejęciem.
Bartosz Zmarzlik wraz ze swoim teamem walczył jednak do samego końca o prawo jazdy w duńskiej rundzie. Jak podczas turnieju w Toruniu zdradzili dziennikarze Eurosportu, zapłakany Polak dzwonił nawet do Jorge Viegasa, Prezydenta FIM. Z Portugalczykiem kontaktowali się również polscy działacze. Nie mógł on jednak nic zrobić, gdyż nie ma on żadnego wpływu na decyzję jury zawodów, która brzmiała jasno.
Taka sytuacja, kiedy zawodnik jest dyskwalifikowany, za takie przewinienie ma się już więcej nie powtórzyć, a zająć ma się tym sam Viegas, który nie chcę, by żaden zawodnik był pokrzywdzony w związku z nieadekwatnie przyznaną w regulaminie karą. Możemy więc spodziewać się zmiany obowiązujących przepisów i przyjrzenia się tym, które zdecydowanie wypadałoby zmienić.
Magazyn Żużlowy – kliknij TUTAJ
- Żużel. Stal Gorzów rozbiła GKM Grudziądz! Pewne zwycięstwo i trzy punkty do tabeli [Relacja]
- Franciszek Szczyrba mistrzem świata SGP3. Polak najlepszy we Wrocławiu
- Włókniarz Częstochowa – Unia Leszno. Pewne zwycięstwo gości i dramat Janusza Kołodzieja
- Żużel. Janusz Kołodziej upadł w Częstochowie. W Unii Leszno obawiają się złamania obojczyka
- Żużel. Stal Gorzów broni przepisu o „kevlarach”. Wróbel: wydaliśmy ogromne pieniądze