bstv 1536x162 4 1024x108 1
Skrawki toru (2): Żużel z ludzką twarzą 4

Skrawki toru (2): Żużel z ludzką twarzą

Niby zaczęło się Euro 2020 (i ustawicznie myli mi, który mamy rok), niby piłka kopana zawładnęła sercami, duszami i oczami, ale czy myślicie, że to powód, by w żużlu działo się mniej? A gdzie tam! W tym tygodniu Skrawki Toru to ponownie subiektywny wybór kilku wydarzeń spośród jakichś gigantycznych ilości dostępnych opcji.

Tam, gdzie rodzi się sport

Zaczynamy od dobrych wiadomości, bo dobre wiadomości są dobre, rzadkie i pożądane. Wieści o śmierci Żużla są mocno przesadzone. Geografia tego sportu nieśmiało bo nieśmiało, ale wychodzi poza Polskę. Chcecie namacalny dowód? To, co się działo w eliminacjach Indywidualnych Mistrzostw Świata Juniorów w Daugavpils. Do finałów przeszła historyczna liczba aż trzech Łotyszy: Francis Gust (o którym marzy pewnie niemal cała Ekstraliga), Daniił Kołodinski (który swego czasu miał zostać Polakiem pod bydgoską flagą, ale pomysł upadł) i Ernest Matiuszonok (znany z tego, że do Dauga dojeżdża na treningi pierwszym porannym autobusem, a wychodzi ze stadionu mocno po zmroku).

Co łączy tych chłopaków? Rozwijają się praktycznie w jednym ośrodku. Gust wprawdzie pochodzi z Rygi, ale żużlowo dorasta właśnie w Daugavpils. Jeden klub, bez ogromnego budżetu, ale z wielkim sercem do sportu, taśmowo wypuszcza zdolnych chłopaków. Łotysze zostawiający w pokonanym polu Duńczyków w DPŚ 2017? Zasługa dyneburskiego „Kolejarza”. Mistrzostwo Europy Andrzeja Lebiediewa? Tak samo. Medal Olega Michaiłowa w IMŚJ 2020? Jak wyżej. Trzech Łotyszy w finałach IMŚJ 2021? No, zgadnijcie! A przed nami rundy eliminacyjne do Grand Prix 2022 i widzę tam parę interesujących nazwisk: Andrzej Lebiediew, Oleg Michaiłow, a i Jewgienij Kostygow nie stoi na straconej pozycji… Nie zapominajmy też o wielkim pechowcu – Maksimie Bogdanowie, który miał wszelkie dane, by zrobić wielką karierę.

Serio, Łotwa to żużlowy fenomen. Bierzcie przykład z Łotwy.

Dobrosąsiedzkie wsparcie zawsze w cenie

Skoro już jesteśmy przy IMŚJ – warto wspomnieć o innym walecznym chłopaku. Jewgienij Sajdullin, który niedawno jak diabeł z pudełka wyskoczył w szeregach bydgoskiej Polonii, robił, co mógł, by awansować do finałów. Dla niego to ostatni dzwonek. Sajdullin, wychowanek Mega Łady Togliatti, przed tym sezonem zdecydował, że wybiera letni żużel zamiast ice racingu, w którym też miał wyniki (startował nawet w Grand Prix) – i na pewno chce pokazać całemu światu, że wybrał dobrze. Do awansu zabrakło jednej pozycji w biegu dodatkowym i mam cichą nadzieję, że temu walecznemu, widowiskowo jeżdżącemu dzieciaków włodarze cyklu przyznają mimo wszystko „dzikusa”.

Ci, którzy oglądali transmisję z rundy eliminacyjnej w Daugavpils, na pewno zauważyli w boksie Sajdullina postać znaną niekoniecznie z mechanickiej działalności. Oto na kilka dni przed zawodami okazało się, że Rosjaninowi brakuje mechanika w szeroko pojętej Europie. W środowisku wieść rozprzestrzeniła się lotem błyskawicy i już po kilku godzinach mechanik się znalazł. Do pomocy podczas sobotnich kwalifikacji i niedzielnego meczu Abramczyk Polonii Bydgoszcz ze Startem Gniezno (ostatecznie odwołanego) zgłosił się… wychowanek bydgoskiego klubu, Tomasz Orwat. Młody bydgoszczanin, obecnie reprezentujący opolski „Kolejarz”, zrobił kawał dobrej roboty i za to, że wsparł kolegę po żużlowym fachu, należą mu się gratulacje. Takie zachowania lubimy, takie zachowania trzeba promować!

Formułowanie żużla

Wreszcie wiemy, kiedy będzie można w kinach obejrzeć nieco speedwaya. Film „Żużel” w reżyserii Doroty Kędzierzawskiej wejdzie na srebrne ekrany 16 lipca, i to jeszcze tego roku! Ujrzeliśmy też plakat tego obrazu. Z jednej strony jest on miły dla oka, na zasadzie „znana kompozycja, ale dobrze się patrzy”. Z drugiej – nieco mnie niepokoją sylwetki żużlowców i stadion w tle. Może to po prostu niefortunne ujęcie, ale mam flashbacki z Wietna… znaczy się, z filmu Driven (w Polsce pod mylącym tytułem Wyścig), który opowiada bodaj o Formule 1, bodaj o IndyCar… w każdym razie o czymś od żużla dalekim. Ktoś słusznie skomentował, że bohaterowie wyglądają wypisz-wymaluj jak Lewis Hamilton.

Nie przenoście nam żużelka do Formuły!

Ale na film czekam. Miałam kiedyś ambicje, żeby napisać scenariusz serialu o prowincjonalnym klubie żużlowym, ostatecznie poprzestałam na książkach, ale żużel w filmie? Bierę! (bynajmniej nie Kenneth, wybaczcie suchy żart)

Cuda, cuda ogłaszają!

Sławy żużlowcom pozazdrościli najwyraźniej kierownicy startu. O tych cichych bohaterach zazwyczaj słyszy się mało, a jak już się słyszy, to dlatego, że coś odwalą. I odwalili. Najpierw w Gnieźnie podczas półfinału Indywidualnych Mistrzostw Polski. Podprowadzającym liga chyba weszła za mocno, bo zamiast w kolejności czerwona – niebieska – biała – żółta, weszły w kolejności czerwona – biała – niebieska – żółta.

W efekcie Oskar Fajfer i Norbert Kościuch, zapewne też odruchowo, ustawili się nie tak, jak powinni. Co zrobili kierownik i sędzia? Zamiast zwrócić uwagę męskiej i damskiej części towarzystwa, że coś tu jest nie tak, odczekali przepisowe dwie minuty, po czym wyekspediowali precz dwóch nieszczęśników za brak gotowości do startu na właściwym polu. A potem sędzia wyekspediował precz też kierownika startu za niedopilnowanie obowiązków. Ale wykluczenia nie cofnął, bo przecież sędziowie tego nigdy… no dobra, prawie nigdy. Raz się zdarzyło, chyba tylko dlatego, żebyśmy przestali mówić, że sędziowie nigdy nie zmieniają decyzji.

W każdym razie kierownik startu w Gnieźnie zainspirował innego kierownika, tego w Grudziądzu, który w ostatnim, decydującym biegu meczu na dolnym szczycie tabeli narobił szumu. Co takiego uczynił? Ano zamiast stanąć między zawodnikami rozstawionymi nieco szerzej, wcisnął się między ustawionych na środkowych polach Nickiego Pedersena i Patryka Dudka… i nie mógł wyjść jak należy. Błąd ludzki, bo kto nigdy nie przeszacował odległości? Mój kot też czasem myśli, że bez problemu przeleci z jednego regału na drugi, a potem rozlega się głośne ŁUBUDU! Tyle dobrego, że w tym konkretnym przypadku nic strasznego się nie stało, tylko zawodnicy się trochę zaniepokoili, a pechowy kierownik startu został Gwiazdą Tygodnia i bohaterem kilku memów. Niezbyt to miłe, ale na szczęście nie śmiertelne.

Empatia od kuchni

Chyba w żużlu działo się nie dość, bo nagle wszyscy przejmują się tym, że Fogo Unia Leszno nieco osadziła telewizję pragnącą pokazywać kuchnię meczu z Eltroxem Włókniarzem Częstochowa. Niby mistrzowi Polski nie przystoi przeszkadzać kamerzystom w pełnieniu obowiązków. Ale ja bym temat odwróciła: czy kamerzyści mogą przeszkadzać żużlowcom i trenerom w ich pracy? Przypominam, że ta praca to odpowiednio jeżdżenie i pilnowanie, żeby podopieczni dobrze jeździli. Ani słowa o ładnym ustawianiu się pod mikrofon, by ten jakiegoś bon mota wyłapał.

Ktoś powie, że kontrakty telewizyjne wyniosły żużel na nowy poziom. Ale telewizja charytatywnie tych kontraktów nie zaproponowała, tylko też ma niezły biznes na polskim sporcie narodowym – to raz. A dwa – minęły czasy, kiedy można było sobie legalnie kupić człowieka wraz z przyległościami. Fajnie by było po prostu się dogadać, żeby wszyscy mogli swoją pracę wykonywać bez przeszkód. Tylko że jeżeli jedna strona stawia sprawę tak, że „płacimy i wymagamy”, trudno o dążenie do kompromisu. Zamiast dialogu mamy „dialogi głuchych”, jak u Czechowa – znaczy się, nikt nikogo nie słucha i każden jeden gada do siebie. Nie polecam.

Przejściowe mistrzostwa świata, odcinek 2

Ponieważ mecz Motoru Lublin z Moje Bermudy Stalą Gorzów został przełożony na kolejną niedzielę, Przejściowym Mistrzem Świata pozostaje Martin Vaculik. Słowacja, rzekłabym, jest mocna na wszystkich pozycjach. Przepraszam kibiców reprezentacji Polski w piłkę nożną za otwieranie nie-tak-starych ran!

ZOBACZ TEŻ: Skrawki toru (1): Nie liczy się do średniej

fot. Emila Hamerska – Lengas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *