Przejdź do treści
Aktualności/Turnieje Indywidualne

Żużel. Powrót do skandalu w Krośnie. Były wiceprzewodniczący GKSŻ oskarża klub o sabotaż

żużel
Fot. Paweł Wilczyński

Autor: Jakub Bielak

Żużel. Powrót do skandalu w Krośnie. Były wiceprzewodniczący GKSŻ oskarża klub o sabotaż

Odwołany w atmosferze ogromnego skandalu finał indywidualnych mistrzostw Polski w Krośnie był zdecydowanie najtrudniejszym momentem polskiego żużla w 2023 roku. Zaraz po sukcesie reprezentacji w Drużynowym Pucharze Świata wszyscy rozpoczęli obrzucanie się winą za skandaliczne wydarzenia z Podkarpacia. Teraz do sprawy odniósł się były już wiceprzewodniczący GKSŻ, Zbigniew Fiałkowski.

Finał IMP, który nigdy nie doszedł do skutku

29 lipca 2023 mogliśmy oglądać finał Drużynowego Pucharu Świata na żużlu, podczas którego Polacy wywalczyli złoto. Dzień później miał odbyć się trzeci finał Indywidualnych Mistrzostw Polski w Krośnie, jednak nie doszedł on do skutku i został przełożony na następny dzień. Niestety w poniedziałek 31 lipca również nie udało się rozegrać zawodów. Dużo się wtedy mówiło o nieprzygotowaniu toru czy dziwnej postawie zawodników, którzy mieli odmawiać jazdy, mimo że tor przechodził próby. Ostatecznie 3. Finał Indywidualnych Mistrzostw Polski odbył się w Łodzi.

Sabotaż klubu z Krosna?

Zbigniew Fiałkowski obszernie skomentował wydarzenia z samej końcówki lipca ubiegłego roku w rozmowie z WP SportoweFakty. Były przedstawiciel GKSŻ nie pozostawił suchej nitki na gospodarzach z Krosna, których wprost oskarżył o sabotaż. Oberwało się również zawodnikom, a konkretnie Bartoszowi Zmarzlikowi oraz Dominikowi Kuberze.

Przede wszystkim doszło do sabotażu ze strony klubu z Krosna, na co są dowody w postaci maili, zdjęć i filmów. Zaznaczam, że wszystkiego można było uniknąć, gdyby zawody zostały przełożone z odpowiednim wyprzedzeniem. Istotne w tej sprawie jest również zachowanie zawodników, na czele z Bartoszem Zmarzlikiem i Dominikiem Kuberą, którzy najpierw podali rękę przewodniczącemu GKSŻ, a później wycofali się ze wszystkich ustaleń. Wreszcie kibice powinni mieć świadomość, że ponad połowa odszkodowania, które ma zapłacić telewizji Canal+ Polski Związek Motorowy, w pewnym sensie pójdzie na ten cel z kieszeni mojej i mojego kolegi.

Fiałkowski przekazuje, że kluczowe błędy w sztuce zostały popełnione 26 lipca, a więc na cztery dni przed planowanym turniejem. Wówczas bowiem w Krośnie doszło do prac torowych, które były wiceprzewodniczący GKSŻ uważa za skandaliczne.

24 lipca poprosiłem mojego znajomego z Krosna, by co godzinę podjeżdżał na stadion i robił zdjęcia, jeśli będą prowadzone jakieś prace. Dwa dni później otrzymałem od niego bardzo niepokojące materiały. Okazało się, że na tor w godzinach porannych, a więc przed największymi opadami, wjechał sprzęt, który zbronował go na głębokość około 30, może 40 centymetrów. Około godziny 13:00 tuż przed największymi opadami deszczu zaczęto nawierzchnię bardzo niechlujnie ubijać – mówi Zbigniew Fiałkowski dla WP SportoweFakty.

Zawodnicy kręcili

Czystego sumienia nie mają rzekomo także zawodnicy. O ich postawie zresztą sporo mówiło się od samego początku. Według Fiałkowskiego żużlowcy początkowo “zatwierdzili” tor, mimo niełatwych warunków na nim panujących i zapewnili, że pojadą w zawodach.

Podczas rozmów indywidualnych zawodnicy mówili, że tor nie jest łatwy, ale pojadą. Większość z nich była przebrana i gotowa do startu. O 19:00 sędzia Krzysztof Meyze miał udać się na wieżyczkę, ale zawodnicy odmówili jazdy. Wtedy pojawił się nawet pomysł, by nie ulegać presji ze strony żużlowców i włączyć zielone światło, co oznaczałoby początek rywalizacji. Ostatecznie postanowiono jednak, że nie będziemy nakręcać złej atmosfery i odstąpiono od takiego ruchu. Odbyliśmy z żużlowcami jeszcze jedno spotkanie i zapadła decyzja o ponownym zbronowaniu i ułożenie toru, a także przełożeniu zawodów na poniedziałek. Telewizja Canal+ wyraziła na to zgodę – tłumaczy Fiałkowski.

W Krośnie odbyły się najpierw testy z udziałem Marko Lewiszyna, który zgłosił się do sprawdzenia nawierzchni. Ukrainiec jeździł na niej dość pewnie, a żużlowcy mieli być zadowoleni z jego jazdy. Później jednak podobno zmienili zdanie i argumentowali, że Lewiszyn jeździł na starej oponie i obierał jedynie korzystne ścieżki, tak aby tor wypadł pozytywnie. Na prawdziwej już próbie toru przeznaczonej dla zawodników startujących w IMP sytuacja wyglądała o wiele gorzej. Część zawodników pokonywała łuki normalnie, jednak pozostali zdecydowanie odpuszczali gaz. Zbigniew Fiałkowski nazywa tę jazdę jej symulowaniem

Zawodnicy już przed próbą toru, o którą ich prosiliśmy, odmawiali jazdy. Próba toru się odbyła. Kibice zapewne doskonale pamiętają, jak wyglądała. Sześciu żużlowców jechało normalnie z gazem, a reszta symulowała jazdę. Dopiero wtedy zaczęły pojawiać się też sugestie, że wcześniejszych testów Marko Lewiszyna nie można brać pod uwagę, bo jechał na starej oponie, bo jeździł po zewnętrznej itd.

Minęło już pół roku od skandalicznych dwóch dni w Krośnie, podczas których ucierpiała reputacja całego sportu żużlowego. Oczywiście najbardziej ucierpieli na tym kibice z Krosna, którzy musieli oglądać tę parodię sportu. Po czasie jednak ciężko będzie już dojść do prawdy. Wydaje się, że każda ze stron sporu ma już swoją określoną wersję i trudno wyobrazić sobie, by po wielu miesiącach coś się zmieniło. Pewne jest jednak to, że w klubie z Podkarpacia chcieliby, by cały temat zakończył się raz na zawsze, bo nie służy to dobremu imieniu klubu, nawet jeśli w praktyce do żadnego sabotażu podnoszonego przez Zbigniewa Fiałkowskiego nie doszło.

imp malec
Fot. Jakub Malec
imp zmarzlik
Fot. Jakub Malec

MAGAZYN ŻUŻLOWY Best Speedway TV

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Nasi partnerzy

×