Przejdź do treści
Aktualności/PGE EKSTRALIGA

Żużel. Kibice w Toruniu wrócili dla Ząbika? To on to odmienił!

Żużel. Kibice w Toruniu wrócili dla Ząbika? To on to odmienił!
Fot. Kazimierz Kożuch

Autor: Krzysztof Choroszy

Żużel. Kibice w Toruniu wrócili dla Ząbika? To on to odmienił!

Ostatni mecz w niedzielę tegorocznego sezonu PGE Ekstraligi były bardzo udane dla zespołu For Nature Solutions Apatora Toruń. Nawet pomimo wstydliwej porażki we Wrocławiu, torunianie mogą uznać ten okres za dobry, a zwieńczeniem tego był brązowy medal. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie legendarny menadżer „Aniołów”

Jan Ząbik, gdyż to o nim mowa, został szkoleniowcem Apatora już w trakcie sezonu, kiedy na początku sierpnia oficjalnie zastąpił na tym stanowisku Roberta Sawinę. 77-latek już w kilku meczach wcześniej pojawiał się zamiast Sawiny, co miało związek z jego zawieszeniem przez władze PGE Ekstraligi z racji fatalnie przygotowanego toru na domowe spotkanie z Tauron Włókniarzem Częstochowa. Decyzja o objęciu sterów Ząbika nad zespołem okazała się być strzałem w dziesiątke.

For Nature Solutions z Robertem Sawiną jako menadżerem jechał znacznie poniżej oczekiwań. O skali problemu może świadczyć to, że w pewnym momencie możliwe było nawet wypadnięcie „Aniołów” z fazy play-off. Torunianie przegrali między innymi w Krośnie czy Grudziądzu. Poszczególni zawodnicy, tacy jak Patryk Dudek prezentowali się znacznie gorzej, niż wskazywałyby na to ich umiejętności. Widać było, że atmosfera w klubie nie jest za ciekawa, a sam ówczesny menadżer był wyraźnie pogubiony i nie radził sobie z ciężką sytuacją, o czym świadczy fakt, że już na początku w wywiadzie dla Canal+ podawał się do dyspozycji zarządu. Sami kibice z Torunia nie szczędzili słów krytyki, a nastroje wśród społeczności żużlowej w tamtym mieście idealnie obrazowała świecąca pustkami MotoArena.

Wszystko odżyło, kiedy klub poinformował, że w miejsce zawieszonego Sawiny zespół poprowadzi Jan Ząbik. Torunianie wygrali tamto spotkanie, prezentując się już lepiej. Do końca rundy zasadniczej pokonali jeszcze u siebie Cellfast Wilki Krosno, jednak prawdziwy przełom nastąpił w ostatniej kolejce, kiedy zremisowali oni arcytrudne spotkanie w Gorzowie. W tamtym momencie zdawało się, że trener Ząbik poukładał bałagan, jaki panował w klubie. Najlepsze dla torunian miało dopiero nadejść.

W ćwierćfinale Apator trafił na drużynę Motoru Lublin. Praktycznie całe środowisko żużlowe przewidywało, że nie ma tutaj szans na żadną niespodziankę, a „Aniołom” zabraknie również do tego, aby wywalczyć sobie pozycję „lucky loosera” i awansować do finału. Stało się inaczej, gdyż z racji na kontuzję Andersa Thomsena i świetny dwumecz Apatora z Motorem, torunianie jako czwarta drużyna zameldowali się w półfinale.

Wśród kibiców z Torunia wróciła wtedy wiara w ich zespół, który w kolejnym spotkaniu mierzył się z kolejnym faworytem, Betard Spartą Wrocław. W pierwszym meczu na MotoArenie wypełnionej szczelnie toruńskimi fanami, padł remis, wywalczony przez wrocławian w dwóch ostatnich wyścigach. We Wrocławiu doznali oni bolesnej porażki z bardzo osłabioną partą.. Jan Ząbik zdążył jednak podnieść zespół, który w meczu o brąz z Włókniarzem Częstochowa okazał się lepszy, stając na trzecim miejscu całej PGE Ekstraligi.

Bohaterem „Aniołów”, oprócz fantastycznie jadącego Wiktora Lamparta, był oczywiście Jan Ząbik. Z pewnością to właśnie jemu w dużej mierze kibice Apatora zawdzięczają sukces i dobrą końcówkę sezonu. Wiele osób również uważa, że to właśnie 77-latek zasłużył najbardziej na tytuł najlepszego menadżera tego sezonu. Czy tak właśnie będzie? Przekonamy się na oficjalnej gali PGE Ekstraligi.

Magazyn Żużlowy – kliknij TUTAJ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

×