To był mecz! [4] Włókniarz Częstochowa – Unia Leszno 01.07.2018

W czwartym artykule z cyklu “To był mecz!” wrócimy ponownie do Częstochowy, lecz tym razem do roku 2018. 1. lipca rozgrywany był mecz w ramach 10. kolejki PGE Ekstraligi pomiędzy Włókniarzem a Unią Leszno. Gospodarze po wygranej na własnym obiekcie ze Stalą Gorzów chcieli podtrzymać status niepokonanej drużyny przy ul. Olsztyńskiej. Goście natomiast rozbili na stadionie im. Alfreda Smoczyka toruńskie anioły 54:36 i przyjechali do Częstochowy jako lider rozgrywek. W dniu meczu pogoda w województwie Śląskim była niepewna. Duże zachmurzenie, zaledwie 15 stopni Celsjusza w lipcu budziły obawy wśród kibiców. Na szczęście tego wieczora udało się rozegrać mecz, który zapowiadany był hitem PGE Ekstraligi. Czy był również hitem na torze?

1. lipca, stadion Arena Częstochowa, 19:30. Tego dnia zaskakująco nie stawiło się tylu kibiców na stadionie, ile mogliśmy się spodziewać. Z pewnością warunki atmosferyczne miały na to wpływ. Na trybunach zasiadło około 9 tysięcy sympatyków czarnego sportu. Po próbie toru, która została skrócona do jednej serii przez awarię czerwonego światła oraz uczczeniu minutą ciszy zmarłą dwa dni wcześniej Irenę Szewińską wszyscy byli gotowi do rozpoczęcia arcyciekawego spotkania. Sędzią zawodów był Krzysztof Meyze.

Awizowane składy na hit 10. kolejki:

Włókniarz Częstochowa:
9. Leon Madsen
10. Tobiasz Musielak
11. Adrian Miedziński
12. Matej Żagar
13. Fredrik Lindgren
14. Bartosz Świącik
15. Michał Gruchalski
16. Andreas Lyager

Unia Leszno:
1. Jarosław Hampel
2. Janusz Kołodziej
3. Piotr Pawlicki
4. Brady Kurtz
5. Emil Sajftutdinow
6. Bartosz Smektała
7. Dominik Kubera

Już w pierwszym wyścigu, na pierwszym okrążeniu, na pierwszym łuku upadł, na szczęście niegroźnie Tobiasz Musielak. Zawodnik gospodarzy chciał przyciąć do krawężnika, lecz nadział się na motocykl Janusza Kołodzieja i został wykluczony z powtórki. W drugim podejściu do pierwszej gonitwy… w taśmę wjechał Janusz Kołodziej, którego zastąpił Bartosz Smektała. Trzecia odsłona wreszcie okazała się tą ostatnią. Dla miejscowych kibiców jednak nie zaczęła się dobrze, ponieważ już na starcie podniosło motocykl Leona Madsena. Duńczyk na trzecim okrążeniu uporał się z Jarosławem Hampelem atakiem po zewnętrznej i zmniejszył rozmiary porażki do dwóch punktów. Starcie młodzieżowców obu ekip zakończyło się tak, jak każdy się spodziewał. Para Smektała-Kubera przegrała jednak start z Michałem Gruchalskim, ale wychowanek Włókniarza już na pierwszym okrążeniu stracił prowadzenie. Utrzymywał drugą lokatę przez pozostałą część biegu, ale na ostatniej prostej Kubera ściął do krawężnika i na linii mety był odrobinę przed Gruchalskim. Popularny Smyk ponownie wygrał wyścig z ogromną przewagą i dał do zrozumienia, że tego dnia będzie solidnym punktem Unii. Gonitwa 3. rozpoczęła się od bardzo dobrego rozegrania pierwszego łuku przez Adriana Miedzińskiego. Wychowanek Apatora Toruń wysunął się na zewnętrzną, wypychając dwójkę gości, dzięki czemu zostawił miejsce przy krawężniku Matejowi Żagarowi, który jednak tego nie wykorzystał i nie ukończył wyścigu z powodu defektu motocykla. Zanotowaliśmy pierwszy biegowy remis w tym spotkaniu. Na zakończenie pierwszej serii startów ujrzeliśmy fantastyczną walkę pomiędzy Gruchalskim a Sajfutdinowem. Młodzieżowiec wygrał start i dzielnie bronił się przez półtora okrążenia, jednak musiał uznać wyższość Rosjanina. Moment zawahania Gruchalskiego chciał również wykorzystać Kubera, który ostro zaatakował zawodnika gospodarzy. Wychowanek Włókniarza upadł na tor. Nie było jednak kontaktu między zawodnikami i to właśnie Gruchalski został wykluczony z powtórki, w której ponownie słabo wystartował Lindgren. Szwed był na końcu stawki, jednak na początku trzeciego okrążenia ściął do krawężnika i jednym atakiem wyprzedził dwóch rywali! Na przeciwległej prostej napędził się po zewnętrznej i pomknął do mety po trzy punkty. Kibice na stadionie nieco się ożywili i nagrodzili gromkimi brawami Lindgrena. Przed pierwszą kosmetyką toru Włókniarz przegrywał 9:15.

Kolejna seria zmagań przyniosła ponownie wiele emocji. Już w 5. wyścigu częstochowianie odrobili cztery punkty, za sprawą bardzo dobrego startu pary Miedziński-Żagar. Kołodziej nękał atakami przy krawężniku Miedziaka, ale ten był napędzony i nie dał się wyprzedzić. Gospodarze zmniejszyli stratę do zaledwie dwóch punktów! Kibice skandowali “Włókniarz, Włókniarz!” na cześć swoich zawodników. Gonitwa 6. to ponownie świetne widowisko! Zaskakująco dobrym momentem startowym popisał się Bartosz Świącik, który znalazł się przed Bradym Kurtzem na pierwszym łuku. Australijczyk poradził sobie jednak z młodzieżowcem gospodarzy jeszcze na pierwszym okrążeniu. Z przodu natomiast bój toczyli Lindgren i Pawlicki. Szwed napędzał się po zewnętrznej, ale Piotr skutecznie zablokował jego atak, co wykorzystał Kurtz i goście objęli podwójne prowadzenie! Nie trwało to jednak długo, bo już kilkanaście metrów później Lindgren wszedł pomiędzy dwóch zawodników Unii Leszno i wysunął się na pierwsze miejsce! Dzięki temu fantastycznemu atakowi zawodnika z Örebro status quo w meczu zostało zachowane. W biegu siódmym Tobiasza Musielaka zastąpił Andreas Lyager, dla którego była to pierwsza szansa na pokazanie swoich umiejętności przed własną publicznością w tamtym sezonie. Leon Madsen z pierwszego pola wygrał start, ale w drodze po trzy punkty przeszkadzał mu Bartosz Smektała, który nawet przez chwilę objął prowadzenie atakiem po wewnętrznej. Duńczyk jednak szybko odbił pierwszą pozycję. Ponownie zanotowaliśmy biegowy remis i ujrzeliśmy na tablicy świetlnej 20:22. Z czystym sumieniem można powiedzieć, że po siedmiu wyścigach hit PGE Ekstraligi nie zawodził. Fantastyczne ściganie i wynik trzymający w napięciu. W tym meczu było wszystko, czego życzyliby sobie kibice najlepszej ligi świata.

Ósme starcie rozpoczęło się od atomowego wyjścia spod taśmy Jarosława Hampela z czwartego pola. Zawodnik gości znalazł chyba odpowiednie ustawienia, ponieważ po jednym punkcie w dwóch startach zanotował zwycięstwo, mimo że cały czas naciskał go Fredrik Lindgren. Byki powiększyły przewagę do czterech punktów. Na trybunach po tym biegu można było ujrzeć… rozkładane parasole. Niestety w Częstochowie zaczął padać deszcz, ale z racji, że zostały już odbyte regulaminowe osiem wyścigów, mecz mógłby się zakończyć z uwzględnieniem dotychczasowego wyniku. Nikt jednak nie myślał, aby w tym momencie kończyć zawody. Gonitwa 9. była kolejną szansą dla Andreasa Lyagera od Marka Cieślaka. Duńska para Włókniarza dobrze wyszła spod taśmy, ale na pierwszym łuku musiała uznać wyższość Kurtza. Madsen jednak na drugim okrążeniu uporał się z Australijczykiem, lecz nie było to łatwe zadanie. O 1 punkt natomiast fantastyczną batalię stoczyli Lyager z Pawlickim. Polak długo próbował wyprzedzić młodego Duńczyka, aż w końcu udało mu się to na ostatnim okrążeniu po zewnętrznej. To był kolejny cudowny akt tego spektaklu. W 10. rozdaniu punktowym, jak w poprzednich biegach emocji nie brakowało! Matej Żagar przegrał start, ale przez pierwsze okrążenie skutecznie napędzał się po zewnętrznej. W pierwszym łuku drugiego okrążenia ściął do krawężnika i wyprzedził dwójkę rywali! Goście atakowali Słoweńca raz po wewnętrznej, raz po zewnętrznej, ale Żagar dobrze się bronił. Do walki o punkty włączył się także Adrian Miedziński. Na ostatniej prostej Sajfutdinow zbliżył się do liderującego Słoweńca, ale to jednak reprezentant Włókniarza o pół koła wygrał wyścig! Zanotowaliśmy szósty biegowy remis w meczu. Przed kosmetyką toru goście wciąż prowadzili czterema punktami.

W przerwie zawodów deszcz przestał padać, więc już nic nie stało na przeszkodzie, aby dokończyć te wspaniałe zawody. W biegu 11. w miejsce bezbarwnego tego dnia Janusza Kołodzieja w ramach rezerwy zwykłej wystąpił Bartosz Smektała. Tym razem jednak junior Unii Leszno źle rozegrał pierwszy łuk i przyjechał do mety ostatni. Mimo to fani biało-niebieskich nie mieli powodów do zmartwień, ponieważ Piotr Pawlicki zdobył trzy punkty, dzięki szarży po zewnętrznej na przeciwległej prostej pierwszego okrążenia. Był to dopiero drugi triumf jakiegokolwiek seniora gości w tym spotkaniu. Wyścig 12. to świetna postawa Adriana Miedzińskiego! Bartosz Smektała wygrał start, ale już na drugim łuku pierwszego okrążenia wychowanek Apatora Toruń po zewnętrznej napędził się na tyle, że bez problemu minął juniora drużyny przeciwnej. Z racji, że Hampel przyjechał na trzeciej pozycji zanotowaliśmy czwarty remis z rzędu. Unia Leszno w tym momencie zapewniła sobie punkt bonusowy, ale walka o dwa, meczowe punkty trwała w najlepsze. Ostatnie starcie przed biegami nominowanymi przyniosło kolejną dawkę emocji. Moment startowy należał do Mateja Żagara, ale Sajftutdinow jeszcze na pierwszym okrążeniu wyniósł się bardzo szeroko i przemknął obok Słoweńca. Z tyłu natomiast Madsen wyprzedził Kurtza i ponownie zawodnicy jechali na remis. Duńczyk rzucił się w pogoń za Sajfutdinowem. Z kolei Żagar musiał bronić się przed atakami Kurtza, który momentami był już na trzeciej pozycji, ale pięciokrotny zwycięzca Grand Prix za każdym razem odwdzięczał się tym samym. Remisowy wynik tej gonitwy oznaczał, że przed dwoma, ostatnimi wyścigami goście wciąż prowadzili różnicą czterech punktów!

W biegu 14. moment startowy należał do leszczynian, ale świetnym zmysłem taktycznym wykazał się Żagar. Podopieczny Marka Cieślaka wyniósł się lekko na zewnętrzną, aby jak najszybciej wyprostować motocykl. Ten manewr pozwolił mu przemknąć między dwoma zawodnika Unii! Słoweniec objął prowadzenie i już go nie oddał do końca wyścigu. Kolejny remis to jednak było zbyt mało dla częstochowian, jeżeli chcieli wygrać w tym meczu. Wiedział o tym Adrian Miedziński i na przeciwległej prostej drugiego okrążenia minął Jarosława Hampela, a już na drugim łuku napędził się po zewnętrznej i wyprzedził także Kurtza! Zawodnicy Włókniarza dowieźli podwójne zwycięstwo do mety i mieliśmy pierwszy remis w całym spotkaniu. Miejscowi kibice ponownie dali o sobie znać nagradzając gromkimi brawami oraz skandowaniem nazwisk swoich żużlowców. W decydującym starciu od krawężnika startowali: Madsen, Pawlicki, Lindgren, Sajfutdinow. Najlepiej wystrzelił Duńczyk z pierwszego pola. Lindgren od razu wyniósł się na zewnętrzną szukając prędkości. W wejściu w drugi łuk pierwszego okrążenia Szwed mocno wszedł pod łokieć Pawlickiego i zameldował się na drugiej pozycji! Leszczynianie próbowali gonić drużynowego mistrz świata z 2015 roku, ale nie byli w stanie mu zagrozić. Włókniarz wygrywa ostatni wyścig 5:1, tym samym triumfuje w całym spotkaniu 47:43! Zawodnicy długo jeszcze dziękowali kibicom za wsparcie a zarówno Madsen, jak i Lindgren byli podrzucani przez resztę zawodników i cały sztab Lwów. Wszyscy, którzy tego dnia przybyli na stadion w Częstochowie oraz oglądali transmisję telewizyjną mogli być zadowoleni z poziomu sportowego, ale także dramaturgii, która towarzyszyła do ostatniego biegu. Hit kolejki faktycznie okazał się hitem, tak powinno się robić żużel!

Kluczowym momentem meczu były wyścigi nominowane. Gospodarze dwukrotnie triumfowali podwójnie, co doprowadziło do odwrócenia losów spotkania. W ekipie biało-zielonych triumf zapewniła czwórka seniorów: Leon Madsen (13), Adrian Miedziński (10+2), Matej Żagar (10+1) oraz Fredrik Lindgren (12+1). Ze strony gości z bardzo dobrej pokazali się po raz kolejny młodzieżowcy, zdobywając łącznie 15 punktów i 2 bonusy. Najbardziej brakowało punktów Janusza Kołodzieja (2) oraz Jarosława Hampela (5+1).

Ciekawostka:
Gdyby wziąć pod uwagę tylko zdobycze seniorów to Włókniarz wygrałby w stosunku 46:28! To pokazuje, jak ważną rolę w tamtym okresie w Unii Leszno pełniła formacja juniorska, którą stanowili Bartosz Smektała i Dominik Kubera.

fot. Jacek Winiarski

0Shares

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *