To wyglądało jak trening. Włókniarz został kompletnie rozebrany
Gezet Stal Gorzów rozbiła Włókniarza. Holder i Thomsen kompletnie zdominowali mecz
Gezet Stal Gorzów przyjechała do Częstochowy jako drużyna pod ogromną presją, ale już po kilku biegach było jasne, że gospodarze mogą mieć gigantyczny problem. Włókniarz praktycznie od początku nie był w stanie odpowiedzieć na tempo rywali, a kolejne wyścigi wyglądały momentami brutalnie dla miejscowych kibiców. Stal jechała jak zespół walczący o coś znacznie więcej niż pierwsze zwycięstwo w sezonie.
Już pierwszy bieg ustawił ton całego spotkania. Problemy Jaimona Lidseya z taśmą, późniejszy upadek Szymona Ludwiczaka i pewne 5:1 dla gości sprawiły, że na Krono-Plast Arenie bardzo szybko zrobiło się nerwowo. Chwilę później juniorzy Stali ponownie rozbili gospodarzy i po dwóch wyścigach było już 10:2.
Najgorsze dla Włókniarza było jednak to, że przewaga gości wyglądała całkowicie naturalnie. Jack Holder był piekielnie szybki, Anders Thomsen po powrocie po kontuzji wyglądał znakomicie, a Adam Bednar i Oskar Paluch momentami robili z częstochowian tło. Kolejne biegi wyglądały niemal identycznie — świetny start Stali, kontrola pierwszego łuku i spokojny odjazd.
Włókniarz próbował odpowiadać głównie dzięki Jakubowi Miśkowiakowi. To właśnie on przerwał fatalną serię gospodarzy i wygrał piąty bieg po znakomitej walce z Holderem. Problem polegał jednak na tym, że były to pojedyncze momenty. Gdy tylko gospodarze łapali oddech, Stal natychmiast odpowiadała kolejnym mocnym ciosem.
Kapitalne zawody pojechał również Mathias Pollestad. Norweg wygrał dziewiąty bieg po świetnym napędzeniu się po szerokiej i kompletnie odebrał gospodarzom resztki nadziei na powrót do meczu. Chwilę później Holder i Thomsen w trzynastym wyścigu pokazali prawdziwy pokaz siły. Para Stali błyskawicznie odjechała rywalom i właściwie zakończyła całe widowisko.
Najbardziej niepokojące dla Włókniarza było jednak to, że drużyna wyglądała na kompletnie sparaliżowaną. Już w trakcie transmisji Marek Cieślak mówił wprost, że problem nie tkwi wyłącznie w sprzęcie, ale przede wszystkim w psychice zespołu. Trudno było się z tym nie zgodzić, bo częstochowianie momentami sprawiali wrażenie drużyny kompletnie pozbawionej wiary.
Końcówka była już tylko formalnością. Stal Gorzów wygrała aż 59:31 i odniosła pierwsze zwycięstwo w sezonie w naprawdę imponującym stylu. W Częstochowie natomiast zaczyna robić się bardzo nerwowo, bo po pięciu kolejkach Włókniarz nadal pozostaje bez punktów i coraz trudniej znaleźć argumenty dające kibicom nadzieję na szybkie odbicie.
Lider GKM-u kończy dobrze, ale wskazuje źródło słabego początku
Żużel. Nazar Parnicki przyznał się do błędu. „Motor był za mocny”
W Rybniku zaczęło pachnieć sensacją. Końcówka była brutalna dla gospodarzy
Krono-Plast Włókniarz Częstochowa 31
9. Jaimon Lidsey (t,1,2,3,3) 9
10. Sebastian Szostak (0,0,0) 0
11. Jakub Miśkowiak (1,3,1,3,2) 10
12. Mads Hansen (0,1,0,2*,1) 5
13. Rohan Tungate (1,3,1,0,1,0) 6
14. Szymon Ludwiczak (0,1,1,0) 2
15. Franciszek Karczewski (0,0,0) 0
16. Alan Ciurzyński
Gezet Stal Gorzów 59
1. Paweł Przedpełski (2*,2,1,1,2) 8+1
2. Marcel Szymko (-)
3. Jack Holder (3,2,3,3,3) 14
4. Oskar Chatłas (0) 0
5. Anders Thomsen (2*,3,3,2*,-) 10+2
6. Oskar Paluch (2*,3,0,2*,0) 5
7. Adam Bednar (3,2*,2*,2*,2) 11+3
8. Mathias Pollestad (3,1*,3,1*,1) 9+2



- To wyglądało jak trening. Włókniarz został kompletnie rozebrany
- Lider GKM-u kończy dobrze, ale wskazuje źródło słabego początku
- Żużel. Nazar Parnicki przyznał się do błędu. „Motor był za mocny”
- W Rybniku zaczęło pachnieć sensacją. Końcówka była brutalna dla gospodarzy
- Nie było żadnych złudzeń. Bydgoszcz przejęła ten mecz błyskawicznie