bstv 1536x162 1
Skrawki toru (4): Ani słowa o oponach 4

Skrawki toru (4): Ani słowa o oponach

Upał daje się we znaki żużlowcom, motocyklom i oponom. Tym ostatnim zwłaszcza, i nie tylko on – ale umówmy się, niech chociaż jeden skrawek internetu będzie dziś wolny od dyskusji o wyższości Anlasów nad Mitasami bądź na odwrót. Co wy na to?

Zobacz także:


Skrawki toru (3): Sąd sądem…

Polish Speedway Horror Show

Nie da się ukryć, że miniony weekend pod wieloma względami był weekendem meczów-horrorów. Największe przeżyli chyba kibice z Rybnika i ci z Zielonej Góry. Pierwsi z niedowierzaniem obserwowali, jak faworyt do zwycięstwa w pierwszej lidze jest na własnym torze bezlitośnie temperowany przez chimeryczną Ostrovię. Drudzy do samego końca wierzyli, że Falubazowi uda się na własnym torze pokonać częstochowskiego Włókniarza. Czego zabrakło?

Zwykle w takich sytuacjach brakuje jednego z dwojga: prędkości albo zapału. Ale nie tym razem. Woli walki „Myszkom Miki” nie można odmówić, podobnie jak szybkości pod tyłkami. Zawiodła jednak komunikacja i Patryk Dudek z Piotrem Protasiewiczem zamiast rywalami zajęli się… sobą. Ups. Na razie to ups, ale gorzej, jak te stracone punkty zaważą na pozycji Falubazu w tabeli, albo nawet… na utrzymaniu?

W końcu Grudziądz (czyli kandydat do spadku, według ekspertów niemal tak murowany jak Rybnik do awansu, a Wrocław do tytułu DMP) na torze w Gorzowie postawił się miejscowym w zaskakującym stylu. Czyżby „Gołębie” zamierzały jeszcze wystrzelić w końcówce rundy zasadniczej? Dlaczego nie, w końcu lubimy niespodzianki, nie tylko te na Euro 2020.

Piotr II Zmartwychwstały

Jeżeli chodzi o brak komunikacji, to nie tylko w Zielonej Górze (a tydzień temu w Gorzowie) bywają z tym problemy. Piotr Pawlicki też nie pozostawił złudzeń – ani miejsca – Emilowi Sajfutdinowowi w piętnastym biegu meczu Torunia z Lesznem. Tyle dobrego, że spotkanie było już rozstrzygnięte.

Ale o ile nieporozumienia między leszczyńskimi bykami to dość niecodzienne zjawisko, o tyle w tym konkretnym przypadku zrozumiałe: kapitan Unii sam wydawał się zaskoczony szybkością swoich motocykli i chyba nie do końca wiedział, co z tym fantem zrobić. Ja podpowiem: cieszyć się, Piotrze. I wykorzystać w dobrej intencji, na przykład w celu zostania pierwszym od wprowadzenia cyklu SEC Indywidualnym Mistrzem Europy made in Poland.

Myślę, że nawet ci kibice, którzy Piotra nie lubią, przystaliby na taki układ. Części z nich Pawlicki już zaimponował w Toruniu, „osadzając” chamskiego kibica drużyny gospodarzy.

…w sumie nie. Nie nazywajmy kibicem jednostki, która przychodzi tylko wszczynać burdy i wyzywać zawodników, mniejsza już o to, których…

Jak dla mnie Pawlicki dobrze zrobił. Do takich ludzi trzeba przemówić ich językiem, bo innego nie zrozumieją.

W Danii odstrzelili ostatniego dzika

To fakt! Oficjalnym powodem jest obawa, że zwierzęta będą roznosić choroby zagrażające również domowym świniom, a zatem i całemu rolnictwu. Nie wiem, co na to lokalny ekosystem, ale tego dowiemy się zapewne w przyszłości.

No dobra, a co ten news ma wspólnego z żużlem? Wiecie, na żużlu też mamy naszego dzika, udomowionego, rzekłabym. Tego, co to niegdyś był dziki i zły, a ostatnio coraz częściej daje się pogłaskać po szczecinie, choć i kłem niekiedy błyśnie.

Czasy się zmieniają i Dzik też się zmienia. Kiedyś potrafił w środku sezonu wziąć wolne od polskiej ligi, żeby przejść operację i zdążyć na kolejne Grand Prix. Dzisiaj po ligowym meczu odpuszcza turniej SEC z powodu bolącego kolana. Oczywiście, ci, którzy w czyste intencje Nickiego Pedersena nie wierzą, powiedzą zapewne: i tak po wypadku w pierwszej rundzie cyklu nie ma szans na żadne sensowne miejsce. Ale powiedzcie, z ręką na sercu: czy tego dawnego Nickiego taka drobnostka powstrzymałaby przed biciem się o pierwsze miejsce choćby w pojedynczym turnieju?

Starzeje się ta nasza stara gwardia. Jeszcze wczoraj chłopcy urodzeni w 2000 roku nieśmiało sadzili się na mikromotorki, dzisiaj kończą wiek juniorski i czają się na miejsca dinozaurów. Starość, proszę państwa, starość.

Po co w Rosji druga liga…

…a właściwie to pierwsza, bo tak się nazywa. Najwyższa rosyjska liga ma iście kadłubową obsadę (cztery drużyny), ale to nie sprawia, że pozostaje jedyna. Wprowadzone jeszcze przez byłego szefa rosyjskiego żużla (zmarłego pod koniec 2019 roku Andrieja Sawina) zmagania pierwszej ligi to szansa dla mniejszych ośrodków, które nie mogą wystawić pełnej drużyny ani opłacić dalekich podróży, na przykład do Władywostoku.

Rozgrywane w formie turniejów parowych zawody pierwszej ligi sprawiają, że żużel wciąż żyje albo odżywa w Nowosybirsku (w tym roku dwa zespoły), Sterlitamaku i Saławacie (gdzie od śmierci Damira Sajfutdinowa rokrocznie brak kropki nad i, by zgłosić zespół do rozgrywek – choć nie brak zdolnych wychowanków). W tym roku do pierwszoligowych zmagań przystąpią także reprezentacje Krasnokamska, Tary, podmoskowskich Lubierców oraz drugi zespół Togliatti. Do rozgrywek nie zgłosiła się natomiast reprezentacja Petersburga, która jednak pojawia się na przykład w Baltic Speedway League.

Pierwsza runda pierwszej ligi już 31 lipca w Saławacie – i, co ważne, prawdopodobnie z transmisją w internecie. Rosjanie bardzo dbają o to, by ich żużel mogła zobaczyć nie tylko garstka kibiców na stadionie.

Przejściowe mistrzostwa świata, odcinek 4

Zgodnie z przewidywaniami Kai Huckenbeck już w swoim pierwszym biegu drugiego finału Tauron SEC stracił tytuł Przejściowego Mistrza Świata. Nowym czempionem został Bartosz Smektała (nie po raz pierwszy), ale i on długo nie nacieszył się tym zaszczytem. W drugiej serii startów odebrał mu go Vaclav Milik. Czech był Przejściowym Mistrzem świata przez dwie serie, po czym tytuł przeszedł na rzecz Patryka Dudka. Ten z kolei w ostatnim wyścigu serii zasadniczej oddał trofeum Leonowi Madsenowi.

Po fatalnym starcie Duńczyka w biegu barażowym wydawało się, że Madsen nie zakończy kolejnego turnieju w glorii Przejściowego Mistrza Świata. On jednak po raz kolejny pokazał, że sytuacje podbramkowe to jego specjalność. Konsekwentnymi atakami wywalczył sobie pierwsze miejsce, udział w barażu i szansę na zachowanie tytułu. Lecz w finale wyrósł potężny kontrkandydat: Piotr Pawlicki ze świeżo odnalezioną prędkością i wolą walki. Wygrywając, Polak nie tylko umocnił się na prowadzeniu klasyfikacji przejściowej cyklu SEC, ale też zdobył tytuł Przejściowego Mistrza Świata.

Bronić trofeum Pawlickiemu przyszło na ziemi szwedzkiej, gdy jego Masarna Avesta mierzyła się z Lejonen Gislaved. Nie był to bój łatwy. W swoim trzecim starcie młodszy z braci stracił tytuł na rzecz Olivera Berntzona. W kolejnym spotkaniu ze Szwedem odzyskał mistrzostwo, by zgubić je w przedostatnim starcie, kiedy przyjechał… za swoim bratem. Przykro mi, Przejściowe Mistrzostwo Świata to trofeum indywidualne i wszystkie wyścigi liczą się tak, jakby człowiek miał w nich trzech przeciwników. Krótko jednak Przemysław Pawlicki cieszył się z tytułu, ponieważ zaledwie od 11 do 15 biegu. W ostatniej gonitwie dnia ponownie przekazał pałeczkę bratu. W taki oto sposób Piotr Pawlicki w sobotni wieczór w Gdańsku bronić będzie nie tylko przewagi w cyklu SEC…

fot. Emilia Hamerska – Lengas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *