bstv 1536x162 1

Skrawki toru (6): Dobry, zły i taki sobie

Znacie ten żart o PKP? Który, zapytacie? No, ten „PKP uruchomiły nową promocję: kup bilet na dwugodzinną podróż, kolejne dwie godziny podróży otrzymasz gratis”. Mam wrażenie, że podobną „promocję” uskutecznia aktualnie polski żużel. Niby minęły już dawno czasy niekończących się Grand Prix roku Pańskiego 2008 (tam nie tylko Göteborg, choć najsłynniejszy, był maratonem, ale i kończące się już po północy Cardiff), a tu w ciągu kilku dni mieliśmy aż trzy „żużle długodystansowe”: spotkanie „Wilków” z Wittstocka z 7R Stolaro Stalą Rzeszów, starcie Kolejarza Opole z „Diabłami” z Landshut oraz „małe derby Pomorza i Kujaw” (czy jakkolwiek obecnie się nazywają mecze Grudziądza z Toruniem, bo co i rusz słyszę nowy wariant).

ZOBACZ TAKŻE: Skrawki toru (5): Kto zamawiał dziczyznę?

Teoretycznie kibica powinno to cieszyć, w końcu dłuższe mecze to więcej żużla. Ale umówmy się: chyba każdy w środowisku wolałby bardziej skondensowane spotkania, bo tego speedwaya i tak jest dużo. Momentami nawet zbyt dużo?


Polska klątwa

W ramach przyzwoitości natomiast zmieścił się czwarty finał SEC. Przyznaję, nie cały miałam okazję obejrzeć, ale to, co widziałam, było budujące. Interesujące wyścigi, nieoczekiwane rozstrzygnięcia, dobra walka na sprawiedliwym i bezpiecznym torze. Można? Można! One Sport nie pierwszy raz robi dobrą robotę.

Nie wiem tylko, kto wybierał „tych zawodników”, znaczy dziką kartę, znaczy wiecznie młodego i perspektywicznego Runego Holtę. Rune już swoje zrobił (wygrał we wspomnianym Göteborgu 2008, gdzie Ullevi było nie tylko nazwą stadionu! To jak mistrzostwo świata!), a dobrze by było pokazać na torze kogoś, mimo wszystko, młodszego i bez doświadczenia w SEC-ach czy i-em-esiach. Wiktora Trofimowa? Albo Kacpra Gomólskiego, który coś tam już liznął wielkiego żużla, ale zawsze może liznąć więcej.

Media wyżywały się po zawodach na Piotrze Pawlickim, który przyjeżdżał do Rybnika bronić pozycji (współ)lidera, a skończył bez medalu. Bo to pierwsze takie rozstrzygnięcie w odświeżonych Mistrzostwach Europy? SEC w tym jest piękny, że niemal rokrocznie zaskakuje. Tylko dziwna sprawa, te zaskoczenia uparcie nie dają polskiego złota. Hm, może powinniśmy się niepokoić, że One Sport od przyszłego sezonu położy ręce także na cyklu Grand Prix? Czy może w Grand Prix polska klątwa nagle się rozpłynie?

Muszę przyznać, że sezon 2022 zaczyna mnie intrygować bardziej niż 2021…

Grand Niewiadoma

Ten 2021 to jakiś taki niepokojący, jeśli chodzi o walkę o mistrzostwo świata. Niby cykl rusza za dwa dni, a tak właściwie nie do końca wiadomo, jak będzie wyglądał kalendarz. Co z tym Grand Prix Rosji w Togliatti – czy w finałowym sezonie kurateli nad cyklem BSI będzie się opłacało rozszerzenie geografii?

Czy nie wejdzie jeszcze jakaś podwójna runda, skoro piątkowe zawody w Toruniu i w Lublinie BSI obnażyło dopiero co? Współczuję zawodnikom tej zawieruchy: zamiast się skupiać na ściganiu, zastanawiają się, jak tu ułożyć budżet na to ściganie. A co na to Armando Castagna, który chyba powinien rozumieć żużlowców jako były żużlowiec? „Nie sądzę, żeby profesjonaliści mieli problem z przystosowywaniem się do zmian, ponieważ to część ich funkcjonowania jako sportowców”, twierdził, kiedy wiadomo było jeszcze mniej.

Ciśnie się na usta jedno: zapomniał wół, jak cielęciem był…

Dobry, zły i taki sobie

A skoro mówimy o mistrzostwach, to pomówmy też o Mistrzu Świata Bartoszu Zmarzliku (ten mistrz świata to już przyległ do nazwiska jak drugie imię). O tym mistrzu świata, który w końcu został też Indywidualnym Mistrzem Polski i czuje się już zawodnikiem kompletnym (a SEC to co, ja się pytam?!). I o jego czyżby-nemezis, czyli Macieju Janowskim. Temat ich dziwnej rozmowy po wyścigu w rundzie zasadniczej został już, tak mi się wydaje, przemaglowany na wszystkie strony, a świat i tak nadal nie wie, dlaczego Zmarzlik podjechał do Janowskiego i dlaczego Janowski oszprycował Zmarzlika. Trudno, to ich biznes.

Ale niezależnie od tego, co się stało, trudno mi wyobrazić sobie usprawiedliwienie dla zachowania „Magica” na podium, kiedy praktycznie z niego uciekł, a liczne aparaty zarejestrowały zawodników dwóch oraz porzuconą puszkę Red Bulla. Oczywiście, żaden przepis nie precyzuje, ile czasu zawodnik ma na tym podium spędzić, ale oprócz przepisów istnieje jakaś niepisana etykieta, a jej naruszanie pachnie brakiem szacunku.

Przypomnijmy sobie starcia Nickiego Pedersena z Jasonem Crumpem, zawodników, którzy, jak sami przyznali „nie wysyłali sobie kartek na święta”. Czy widać to po nich, kiedy stoją wspólnie na podium? Nie. No właśnie. Rozumiem taki gest, kiedy jest demonstracją czegoś więcej – ale kiedy sam zawodnik odmawia komentarza, to taka sobie demonstracja.

A to, że mieliśmy na tym podium tego „dobrego” Zmarzlika, „złego” Janowskiego i „takiego sobie” Kołodzieja, to już temat na zupełnie inną historię. Może kiedyś, przy okazji, i o niej porozmawiamy.

Może już wystarczy?

Mimo wszystko zachowanie sportowca, działającego pod wpływem silnych emocji, da się uzasadnić, nawet jeżeli budzi oburzenie. A co powiedzieć o zachowaniu działaczy, którzy nierzadko w meczach o tak zwaną stawkę przekraczają wszelkie granice, nawet granice zdrowego rozsądku, byleby tylko wszyscy zawodnicy byli gotowi do jazdy. Dlatego wielkie brawa dla lekarza „małych derbów”, który twardo powiedział: ani Nicki Pedersen, ani Jack Holder już nie pojadą. „Dzwon” zaliczyli potężny,

Pedersen stracił przytomność na chwilę, a potem ponoć rwał się do jazdy. Nie wiem, czy działacze GKM-u chcieliby skorzystać z tej możliwości, ale chyba lepiej nie sprawdzać. Najważniejsze, że kontuzjowani pojechali do szpitala, czyli dokładnie tak, jak być powinno. Aż dziw, swoją drogą, że tego meczu nie przerwano. Ale cóż, terminarz z gumy nie jest, prawda?

Raz (wice)mistrz – zawsze (wice)mistrz

Jeżeli miałabym odnaleźć coś pozytywnego w meczu między GKM-em Grudziądz a Apatorem Toruń, to z pewnością byłyby to dwa punkciki na grudziądzkiej mapie.

Pierwszy nazywa się Norbert Krakowiak i coraz ładniej sobie poczyna w ligowym speedwayu. Pamiętam Krakowiaka, jak jeszcze jeździł w Gnieźnie i człowiek się śmiał „a czy on ma koników… yyy… motocykli siedem?”. A tu już nie ma z czego się śmiać, wyrósł stabilny i sensowny jeździec. Że w biegu czternastym nie wyszło? Zdarza się. Nie takim jak on już nie wychodziło. Ale w obliczu braku Nickiego Pedersena to Krakowiak stanął na wysokości zadania i trochę szkoda, że los nie nagrodził go dwoma punktami dla drużyny. Cóż, na razie musi młodemu Polakowi wystarczyć tytuł rajdera meczu. Zawsze coś!

Drugim jasnym punktem jest Krzysztof Kasprzak, który wyraźnie coraz lepiej dogaduje się ze sprzętem. Nie wiem, gdzie są ci, co zapewniali, że „KejKej” będzie głównym dostarczycielem punktów dla rywali w Grand Prix, ale pewnie już się tak głośno nie śmieją. Kasprzak jeździć umie, w końcu medalu Indywidualnych Mistrzostw Świata nie zdobywa się na ładne oczy, a jazdy na żużlu – nie zapomina. Mam przeczucie, że ten gość jeszcze nas zaskoczy.

Przejściowe mistrzostwa świata, odcinek 5

Patrzcie państwo tylko! Mikkel Michelsen wprawdzie został Indywidualnym Mistrzem Europy, a przed finałowym biegiem czwartej rundy Tauron SEC w Rybniku był (ponownie) Przejściowym Mistrzem Świata, ale nawet to nie pozwoliło mu zachować korony. 

Ale od początku. W siódmym wyścigu rybnickiej rundy, czyli w swoim drugim starcie, Mikkel Michelsen oddał koronę Leonowi Madsenowi. Ale na chwilę, ponieważ już w kolejnej serii Madsen miał problemy z obroną drugiego miejsca przed zakusami Nickiego Pedersena, a odjechał mu w wyścigu Patryk Dudek. Polak jednak nie nacieszył się długo tytułem Przejściowego Mistrza Świata. W czwartej serii startów uległ między innymi… Siergiejowi Łogaczowowi!

Rosjanin był bardzo zaskakującym przejściowym mistrzem świata. Równie zdumiewający okazał się kolejny mistrz – David Bellego. Co więcej, zwycięstwo dało Francuzowi możliwość startu w barażu – w przeciwnym razie z dalszym ciągiem rywalizacji o Przejściowe Mistrzostwo świata czekalibyśmy do meczu Abramczyk Polonii Bydgoszcz z Aforti Startem Gniezno.

Nic takiego się jednak nie stało, a zaskoczenia ustąpiły miejsca rutynie. W biegu barażowym Mikkel Michelsen nie dał szans rywalom i tym samym odbił także tytuł. Z kolei w finale pewny już triumfu Duńczyk oddał to niezwykłe trofeum rywalowi i rodakowi, Leonowi Madsenowi. Takim sposobem to Madsen aktualnie dzierży tytuł Przejściowo Najlepszego Zawodnika Globu. Co więcej – dalszy ciąg walki przypadnie w inauguracyjnych rundach Grand Prix!

Tymczasem raporty z mistrzowskiej rywalizacji robią sobie przerwę razem ze Skrawkami Toru. Kolejne doniesienia pojawią się 28 lipca. Stay tuned, jak mawiają rodacy wicemistrzów Europy w piłce nożnej.

fot. Emilia Hamerska – Lengas


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *