Rafał Lewicki: „Nigdy od Artioma nie słyszałem narzekania na stan toru”

W czwartkowy wieczór w magazynie BEST SPEEDWAY TV gościem programu był Rafał Lewicki.

W żużlowych kręgach raczej nie ma osoby, która nie wiedziałaby, kim jest Rafał Lewicki. Menadżer Artioma Łaguty to człowiek, który połączył swoją wiedzę o czarnym sporcie ze swoją pracą.

Bardzo lubię opowiadać o żużlu, to jest moja pasja. Czuję się dużym szczęściarzem przez to, że mogę przy żużlu pracować, bo to od dziecka była moja pasja. To jest praca która, bardzo lubię, to są emocje pozytywne. W moim przypadku jest to też fajne, bo moja cała rodzina jest zaangażowana w żużel.

Moją żonę poznałem na żużlu i ona też bardzo mnie wpiera, to jest bardzo dużo zwłaszcza w tej rodzinnej sferze. Dzieci nasze też się interesują. Nawet nasza najmłodsza córka, która w maju skończyła dwa lata. Bardzo dużo wie. Była na zawodach w Pradze i w Lublinie to tak pozytywnie nakręca. Zdaję sobie z tego sprawę, że jestem szczęściarzem, że mogę być częścią tej dyscypliny.

Jak wygląda praca w zespole lidera klasyfikacji cyklu Grand Prix – Artioma Łaguty?

Trudno powiedzieć czego Artiom nauczył się ode mnie, ponieważ każdy z nas i Marcin i Adrian coś do tego teamu wnoszą. To też, że Artiom zmienił otoczenie w PGE Ekstralidze i podpatruje bardzo dobrych zawodników, jakimi są Tai Woffinden, Maciej Janowski czy Greg Hancock. Myślę, że i te osoby i te różne elementy pozwalają się Artiomowi rozwijać. Artiom też podpatruje zawodników na Motocrossie. To czyni go takim bardziej dojrzałym. Moja rola w teamie jest związana głównie ze sprzętem i z regulacją jego.

Dużo rozmawiamy na ten temat z chłopakami, czy ja rozmawiam z naszym tunerem, to też jest istotne, żeby zawodnik był jak najlepiej przygotowany. Na tym najwyższym poziomie małe detale mają znaczenie. Trzeba bardzo się starać, żeby je dopilnować. Wtedy kiedy zawodnik wyjeżdża do biegu, jest optymalnie przygotowany. Najistotniejszym elementem tej układanki jest sam zawodnik i jak brama się zamyka, to jest sam zawodnik i taśma. To jest ten najważniejszy element jeśli zawodnik umie sobie z tym poradzić, to jest dobrze.

Artiom Laguta
fot. Michał Szmyd

Wśród fanów speedwaya panuje takie przekonanie, że dla żużlowców najważniejsze są zawody indywidualne, zwłaszcza jeśli chodzi o tytuł Mistrza Świata, który jest praktycznie na wyciągnięcie ręki. Czy wtedy zawodnik, jadąc w innych zawodach np. DMP czy to w Polsce, czy w Szwecji kalkuluje i jedzie bardziej asekuracyjnie? Bo jednak kontuzje już nie raz zabrały zawodnikom tytuł najlepszego żużlowca globu.

-Zdajemy sobie sprawę, jak ważne to są zawody, nie mówimy tu tylko o Grand Prix w Toruniu, ale o finałach w PGE Ekstralidze, oraz w Szwecji. Do tych wszystkich spotkań Artiom zapewne podejdzie, jak najlepiej potrafi. Taka jest natura i dusza sportowca, wyjeżdża po to, żeby wygrywać. Nie można kalkulować, że tu odpuszczę a tu nie, to są sprawy, które zbyt szybko się dzieją. Gorzej jest nastawić się, że zawodnik będzie się oszczędzać, niż jechać tak jak do tej pory. To jest jak dobrze zaprogramowany automat wyjazd, taśma, wyścig, powrót.

I tak to powinno funkcjonować. Kiedyś z Artiomem też na ten temat rozmawiałem. I on sam mówi, że trenuje i wszystko odbywa się tak jak do tej pory i nie ma odpuszczania. Artiom często trenuje na motocrossie i ja wierze w to, że te treningi pozwalają mu się stawać lepszym żużlowcem. Bo te trudne warunki z motocrossu okazują się później użyteczne, jeśli chodzi o żużel. Nigdy od Artioma nie słyszałem narzekania na stan toru. Ma to związek, z tym że bardzo solidnie trenuje na motocrossie.

fot. Łukasz Wilki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *