Żużel - Best Speedway Tv - Grand Prix na żużlu, żużel na żywo!

Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Paradoks lekarza zawodów w świetle nieoczywistych kontuzji zawodników

Paradoks lekarza zawodów

Paradoks lekarza zawodów w świetle nieoczywistych kontuzji zawodników

W ostatnich tygodniach coraz bardziej przekonujemy się o “poprawnym” funkcjonowaniu funkcji lekarza zawodów. W przeciągu tygodnia mieliśmy do czynienia z dwukrotnym ogłoszeniem zdolności zawodnika po upadku. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby ci zawodnicy po meczu nie okazywali się zdolni do dalszej jazdy. 

Flagową sytuacją jest sytuacja Janusza Kołodzieja z niedzielnego meczu Fogo Unii Leszno z ZOOLeszcz GKM-em Grudziądz. Zawodnik zaliczył bardzo groźnie wyglądający upadek, którego skutkiem okazała się kontuzja lewej nogi. Jeszcze w trakcie meczu zachodziliśmy w głowę o stan zdrowia Kołodzieja, jednak po otrzymaniu jasnego komunikatu “zawodnik jest zdolny do dalszej jazdy”, wszyscy odetchnęliśmy z ulgą. Popularny Janek zdołał z bardzo dobrym wynikiem ukończyć spotkanie, bowiem zdobył on piętnaście punktów.

Żyliśmy ze świadomością, że Januszowi uda się wystartować w niedzielnym meczu ligowym oraz w SEC Challenge w Krsko. Rzeczywistość okazała się być jednak inna – zawodnik na swoim facebookowym profilu w czwartek poinformował o swojej absencji w trakcie powyższych zawodów i potrzeby dłuższej rehabilitacji. I tutaj zaczynamy się zastanawiać – po co funkcja lekarza zawodów i dopuszczanie do dalszej jazdy, skoro zawodnik okazuje się być kontuzjowany?

284280035 421650649962538 8468541618727987929 n

Wiemy, że w każdym meczu jedzie się o wszystko, jednak pochopne podejmowanie decyzji o sprawności zawodnika po upadku jest po prostu nieodpowiedzialne. Czy warto ryzykować przede wszystkim uszczerbkiem zdrowia zawodnika i utraceniem swojego zawodu? Czy na prawdę walka o wygraną jest warta takiej ceny? Niezrozumiały staje się fakt pomeczowego ogłoszenia urazu, skoro zawodnik odjechał całe spotkanie będąc “zdrowym”. 

Może jest to czas na wdrożenie bardziej szczegółowych procedur co do określania zdolności zawodników po upadku. Nie jest to tajemnicą, że wielu zawodników mimo odczuwanego bólu dla dobrego wyniku drużyny nie wycofa się z zawodów. To później odbija się na długim terminie rehabilitacji i leczenia, a to łączy się z osłabieniem drużyny, którą reprezentuje zawodnik. Jest to po prostu niepotrzebna i bezsensowna sytuacja, która w dzisiejszych czasach staje się coraz bardziej powszechna. 

Z drugą sytuacją mieliśmy do czynienia w trakcie Testimonialu Taia Woffindena. W dwunastym biegu byliśmy świadkami bardzo groźnego wypadku, w którym brali udział Robert Lambert, Gleb Chugunov i Matias Nielsen. Brytyjczyk niemal od razu wstał z toru o własnych siłach, więc w tym przypadku ogłoszenie jego sprawności miało podstawę zdrowotną. Gleb Chugunov został przetransportowany do karetki z podejrzeniem urazu barku i usłyszeliśmy jasny komunikat – “Chugunov nie będzie zdolny do dalszej jazdy”. Na torze dalej pozostawał Matias Nielsen, który jak się po czasie okazało, był zdolny do dalszej jazdy.

Duńczyk mimo decyzji lekarza wycofał się z zawodów. Rano okazało się jednak, że zawodnik Arged Malesy Ostrów Wielkopolski doznał wstrząśnienia mózgu i złamania dwóch kręgów szyjnych. Teraz zapewne zadajecie sobie pytanie – jakim cudem miał być on zdolny do kontynuowania zawodów? Odpowiedź na to pytanie zna tylko lekarz zawodów. Jest to sytuacja w części komiczna, a zarazem niebezpieczna z ryzykiem zdrowia zawodnika. 

Paradoks lekarza zawodów

Należy zastanowić się nad nowymi rozwiązaniami w obszarze medycznym zawodów, ponieważ takich sytuacji staje się coraz więcej. Może potrzeba jest całego zespołu specjalistów? Lub dokładniejszego przeszkolenia? Powyższe dwie sytuacje na szczęście zakończyły się w miarę “szczęśliwie”, jednak nie mamy takiej pewności co do przyszłości takich decyzji.

fot. Sonia Kaps

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
Reklamy
×
Reklamy
×