Przejdź do treści
Artykuły/PGE EKSTRALIGA

Żużlowe Termopile i walka do ostatniego zawodnika, czyli Spartanie nie tylko z nazwy

żużlowe

Autor: Edyta Wojdeł

Żużlowe Termopile i walka do ostatniego zawodnika, czyli Spartanie nie tylko z nazwy

Dzieje spartańskich wojowników znane jest, jak świat długi i szeroki. Równie dobrze znane jest jej nienapawające entuzjazmem zakończenie. Mawiają, że historia lubi się powtarzać i w tym przypadku, ze znacznym przymrużeniem oka, można śmiało odnieść się do wczorajszego finałowego spotkania żużlowej PGE Ekstraligi.

W finale Drużynowych Mistrzostw Polski zespół Betard Sparty Wrocław przeżył własną bitwę pod Termopilami. Zdradziecki, nie okazał się jednak człowiek, a przewrotny fakt, że „sport to zdrowie”. Wrocławscy żużlowcy podczas ostatniego spotkania PGE Ekstraligi, Spartanami byli nie tylko z nazwy. Pogrążona w kontuszowym fatum drużyna przystąpiła w pełnej mobilizacji do ostatniego meczu na własnym owalu. Jak wielkimi kosztami, okupiona była ta walka? To zapewne wiedzą tylko sami zawodnicy.

W niedzielnym spotkaniu czynnego udziału nie wziął Maciej Janowski. Żużlowiec, był jednak w parku maszyn wraz z kolegami z drużyny. Przemieszczając się o kulach, od boksu do boksu, starał się wspierać swych pobratymców. Nie ulega wątpliwości, że gdyby popularny Magic bardzo zechciał, to nawet z pomocą, ale zostałby wsadzony na motocykl i wypchnięty pod taśmę startową. Żużlowa historia zna bowiem nie jedne kuriozalne przypadki. Jednakże, jak sam podkreślił w pomeczowej rozmowie na antenie Canal+, lata jazdy nauczyły go swego rodzaju pokory. I chociaż żużlowy kalendarz, krzyczał wręcz ze ściany natłokiem najważniejszych spotkań w sezonie, to szacunek dla własnego życia i zdrowia wziął górę.

Wypowiedź Janowskiego o szacunku do zdrowia, można by uznać za lekki przytyk w stronę jego klubowego kolegi – Taia Woffindena. Taiski bowiem, pomimo urazu ręki i całkiem niedawnego skręcenia jej na śruby, postanowił wziąć udział w spotkaniu. Przed meczem podkreślał jednak, że pod kątem własnej dyspozycji, wcale nie powinien być w takim miejscu i w takiej roli, a to na co się zdecydował, było poczynione, tylko i wyłącznie dla kibiców.

Specyficzna jak na Taia Woffindena wypowiedź, spotkała się z dość stanowczą odpowiedzią prezesa Betard Sparty Wrocław – Andrzeja Rusko. „Wrocławski Leonidas” podsumował tłumaczenia Taia, jako chęć wyjścia na bohatera i podkreślał, że żaden z żużlowców nie został do niczego zmuszony. O tym, że Woffinden lubi, gdy się o nim mówi, wiedzą wszyscy, zresztą sam doświadczony zawodnik, podkreślał, to niejednokrotnie. Pole do dywagacji na temat tego, czemu miały służyć jego wczorajsze wypowiedzi, jest zatem bardzo szerokie.

Do myślenia w tej kwestii bez wątpienia daje fakt, że jeszcze całkiem nie dawno pojawiały się wzmianki dotyczące możliwego pożegnania Taiskiego z Betard Spartą Wrocław. Jeżdżący od jedenastu lat w barwach Spartan żużlowiec, sam, w mediach społecznościowych, również podsycał krążące sugestie i domysły. Czy wczorajszy mecz miał być zatem ostatnim hołdem dla oddanych wrocławskich kibiców?

Dodatkowo, skoro już jesteśmy przy daleko idących rozważaniach i zakończeniach. Warto wspomnieć, że Tai Woffinden zapowiedział kiedyś zakończenie żużlowej kariery z dokładnym przeliczeniem na ilość lat. Z wyliczeń bardziej zorientowanych w dziejach brytyjskiego zawodnika sympatyków sportu żużlowego, wynika, iż prognozowana przez Woffiego data przypada właśnie na bieżący rok. Nie ulega jednak wątpliwości, że wielu z nas, w kontekście pożegnania z karierą, spodziewałoby się jednakże po Taiu, czegoś zdecydowanie bardziej spektakularnego.

W trakcie niedzielnego finałowego spotkania PGE Ekstraligi wypłyną również na światło dzienne temat urazów, które wcześniej zostały przemilczane. Po dziesiątym biegu, w wywiadzie prowadzonym przez Canal +, Artiom Łaguta przyznał, że również nie stawał tego dnia pod taśmą startową w pełnej dyspozycji. Jak się bowiem okazało 32-letni żużlowiec w tym samym tygodniu, podczas treningu, doznał złamania ręki.

W tym wypadku ponownie słowa zawodnika nie pokryły się z wypowiedzią prezesa Betard Sparty Wrocław. Nie ulega bowiem wątpliwości, iż chociaż Łaguta nie operuje językiem polskim ze stu procentową płynnością i uwzględnieniem wszystkich gramatycznych i stylistycznych niuansów, to jednakże, z pewnością kwestie merytoryczne, dotyczące własnej dyspozycji, jest w stanie zróżnicować. Ciężko jest zatem nie zauważyć sporej dysproporcji, pomiędzy „W całej karierze nie jeździłem jeszcze z taką ręką i z takim barkiem„, a „Powiedział, że on i tak i tak pojedzie, że on nie z takimi kontuzjami jeździł i on chce jechać„.

Wiele można by dywagować na temat tego co właściwie miało miejsce podczas wczorajszego występu Betard Sparty Wrocław. Jak również o tym, czy niektóre rzeczy w ogóle miejsce mieć powinny. Jednakże o tym czy wrocławscy Spartanie, a wczoraj byli nimi, bez wątpienia nie tylko w przenośni, zakończyli sezon 2023 w PGE Ekstralidze, „z tarczą” czy „na tarczy”, każdy opiniować będzie wedle własnego uznania.

MAGAZYN ŻUŻLOWY Best Speedway TV

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *