Żużel wygrywa z COVID-em! Wszyscy żużlowcy zdrowi!

Początek roku 2020 nie był łatwy dla nikogo. Epidemia w jakiś sposób dotknęła praktycznie każdego, a pośrednio zaszkodziła również środowisku żużlowemu. Sezon przez długi czas stał pod znakiem zapytania, nikt nie wiedział, czy oraz w jakiej formie rozgrywki ligowe dojdą do skutku. Kluby wciąż nie mają łatwej sytuacji. Obostrzenia i problemy finansowe jeszcze długo będą nękać polskie i zagraniczne kluby. Żużlowcy dostają zdecydowanie mniejsze pensje, co w skrajnych przypadkach prowadzi do podjęcia przez nich dodatkowej pracy. Kibice nigdy nie czekali tak długo na początek rozgrywek, a po ich rozpoczęciu natknęli się na zamknięte stadiony. W końcu potężne oblicze “pandemii” zaczęło się zmniejszać i 27 kwietnia ogłoszono nowy terminarz Ekstraligi. Wszyscy żużlowcy przeszli testy na obecność koronawirusa i 12 czerwca rozpoczęły się rozgrywki w najlepszej lidze świata. By sezon mógł dojść do skutku, PZM, w porozumieniu z polskim rządem wprowadził liczne obostrzenia, a kibicom zabroniono wchodzić na stadiony. Sytuacja zmieniała się niezwykle dynamicznie, dzięki czemu już od drugiej kolejki otwarto stadiony, ale zezwolono na zapełnienie tylko 25% miejsc siedzących, przez co wielu kibiców nie ma obecnie możliwości wejścia na stadion (w Rybniku na stadion wchodzą tylko i wyłącznie osoby posiadające karnet, a w Lublinie bilety sprzedają się w kilka minut).

Wydawało się, że epidemia COVID-19 już nie przeszkodzi w organizowaniu zawodów. Oprócz wcześniej wspomnianych rozgrywek PGE Ekstraligi, wznowione zostały również mecze eWinner 1. Ligi Żużlowej i SEC-u. Wszystko powoli wracało do normy, sytuacja zmieniła się jednak w zeszły wtorek (tj. 14.07.2020), wtedy oficjalnie ogłoszono, że jedna z osób przebywających w parku maszyn podczas spotkania ROW-u Rybnik z Unią Leszno otrzymała pozytywny wynik testu na koronawirusa. Konsekwencją tej sytuacji okazało się odwołanie niedzielnych meczów ROW-u i Unii oraz środowej rundy SEC w Gnieźnie. Natomiast zawodnicy, oczkując na ponowne testy na obecność COVID-19, zmuszeni byli przebywać na domowej kwarantannie. 20 lipca przeprowadzono testy na grupie 60 osób przebywających podczas spotkania ROW-Unia w parku maszyn, a 21 lipca ogłoszono wyniki. Niestety jeden z nich był pozytywny, obecność koronawirusa potwierdzono u mechanika jednego z Rybnickich żużlowców. Mimo to rozgrywkom nie grozi paraliż. Wszyscy żużlowcy są zdrowi i już w najbliższy weekend kontynuować będą rywalizację w PGE Ekstralidze, a niektórzy jeszcze wcześniej, bo już w środę i czwartek wezmą udział w SEC-u.

Obecnie już wiadomo, że aż 71 żużlowców miało pośredni kontakt z zarażonym, mimo to, w wywiadzie z Piotrem Stencelem przeprowadzonym przez Przegląd Sportowy, Koordynator Sanitarny PZM wyraźnie powiedział, że w gronie ewentualnych zarażonych znajdowały tylko i wyłącznie osoby, które podczas piątkowego meczu przebywały w parku maszyn. Jest to spowodowane tym, że inkubacja wirusa w organizmie trwa 3-4 dni, dzięki temu żużlowcy, którzy po spotkaniu ROW-Unia brali udział w innych imprezach, nie mogli nikogo zarazić. Według Piotra Stencela “Reżim sanitarny sprawdził się w stu procentach, a zawodnicy dostali mocny sygnał, że wprowadzony przez nas nakaz noszenia maseczek oraz ograniczenia w kontakcie między zawodnikami czy dezynfekcja dłoni są niezwykle ważne i trzeba się tego rygorystycznie trzymać. Wielu dziwiło się, dlaczego zabraniamy korzystania z pryszniców, a teraz okazuje się, że nasza polityka była słuszna. Przyjęty regulamin uratował nas przed poważniejszymi konsekwencjami.” Zawodnicy od dawna protestowali przeciwko obostrzeniom, ale obecna sytuacja pokazuje, że reżim sanitarny niestety wciąż jest potrzebny. Na chwilę obecną w Polsce żużel zdecydowanie wygrywa z koronawirusem. Ściągnięcie wielu zagranicznych sportowców, przekonanie ich do jeżdżenia za mniejsze kwoty i zorganizowanie tylu rozgrywek w czasie epidemii i kryzysu, jest ogromnym sukcesem Polski i całego środowiska żużlowego. Dodatkowo wbrew zawodnikom i opinii publicznej wprowadzono reżim sanitarny, dzięki któremu rozgrywki nie zostały zamrożone.

W całej tej sprawie kontrowersyjna wydaje się jedynie decyzja o priorytetowym traktowaniu Adriana Miedzińskiego. Zawodnik Apatora Toruń testy przeszedł już w piątek rano, by mógł wystartować w niedzielnym meczu swojej drużyny w eWinner 1.Lidze Żużlowej. Sytuacja jest niezrozumiała, a tłumaczenie, że takie rozwiązanie w przypadku pojedynczego zawodnika jest możliwe, jest po prostu niedorzeczne. Jeżeli zapadła decyzja, że testy dla uczestników meczu odbędą się w poniedziałek, powinno się to tyczyć każdego, ale nawet w sporcie są równi i równiejsi i niestety trzeba się z tym pogodzić.

fot. Natalia Gotter

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *