Przejdź do treści
Artykuły

Wspomnienie Bronisława Idzikowskiego. Tragedia w drodze na żużlowe wyżyny

Wspomnienie Bronisława Idzikowskiego
Fot. Tauron Włókniarz Częstochowa

Autor: Edyta Wojdeł

Wspomnienie Bronisława Idzikowskiego. Tragedia w drodze na żużlowe wyżyny

Bronisław Idzikowski – Legenda Włókniarza Częstochowy. Od boksera do niezapomnianego żużlowca. Zdecydowanie zbyt szybko przerwana droga po największe marzenia. Regularnie powoływany do kadry reprezentacji Polski, uczestnik eliminacji Indywidualnych Mistrzostw Świata na Żużlu. „Nonek”, bo tak właśnie wołano na niego w żużlowych kręgach, miał zaledwie 25 lat gdy tragiczny wypadek na torze odebrał mu dosłownie wszystko.

Urodzony 19 lutego 1936 roku w Częstochowie. To właśnie tam spędził swoje zdecydowanie zbyt krótkie życie. Miał zaledwie trzy i pół roku gdy na terenie Polski rozpętało się wojenne piekło. Po wczesnym dzieciństwie pełnym ciągłego strachu i niepewności, ukojenia szukał w sporcie. Swoją karierę rozpoczął nie jako żużlowiec, a jako pięściarz i nie ulega wątpliwości, że drygu w tej dyscyplinie mu nie brakowało. Debiut na ringu, w sekcji bokserskiej Ogniwa Częstochowa, zakończył bowiem remisem, w starciu z o wiele bardziej doświadczonym reprezentantem świętochłowickiej Stali. Chociaż w boksie systematycznie czynił postępy, to jednak finalnie porwał go żużel.

W tamtych czasach żużlowcy w Częstochowie byli bez wątpienia ikonami sportu. Nic więc dziwnego, iż młody Bronisław Idzikowski urzeczony czarem motorowego sportu, już w 1953 roku zrezygnował z rozwijania kariery bokserskiej i postanowił zapisać się do szkółki żużlowej. Można przypuszczać, że sport był po prostu jego przeznaczeniem, ponieważ w nowej dyscyplinie zdolności Bronisława okazały się wcale nie mniejsze. Szybko i sprawnie wywalczył sobie miejsce w szeregach częstochowskiego Włókniarza, a nazwisko Idzikowski równie szybko znalazło uznanie wśród pasjonatów żużla w Częstochowie. Bez wątpienia przyczynił się do tego jeden z jego pierwszych fenomenalnych pojedynków na torze, w którym stoczył bardzo ambitną walkę z Emilem Spyrą. Sympatią darzyli go również dziennikarze.

Pomimo dobrego wejścia na żużlową arenę i szybkiego zdobycia przychylności kibiców, początki startów Bronisława Idzikowskiego wcale nie były łatwe. Wynikało, to z faktu, iż po za torem wiódł on niełatwe i pełne, mogących przerosnąć nie jednego młodego człowieka, wyzwań, życie prywatne. Trzy lata po spektakularnym debiucie na częstochowskim owalu, młody Idzikowski zmuszony był bowiem zmierzyć się z rodzinną tragedią. Stracił matkę, a obowiązek utrzymania i opieki nad rodzeństwem spadł, jak grom z jasnego nieba, właśnie na jego barki, co bez wątpienia niejednokrotnie miało swoje odbicie w wynikach początkującego żużlowca. Nie przeszkodziło mu to jednak, w przyczynieniu się do zdobycia, pierwszego w historii częstochowskich Lwów, tytułu Drużynowego Mistrza Polski w 1959 roku.

Jednakże naprawdę wyraźne zmiany w karierze wschodzącej żużlowej gwiazdy Włókniarza Częstochowy nastąpiły w 1960 roku. Wtedy to Bronisław Idzikowski otrzymał powołanie do, szerokiej co prawda w tamtym okresie, ale jednak kadry narodowej. Jego ligowe wyniki zaczynały ulegać stabilizacji, a prawdopodobnie najistotniejszym punktem okazał się debiut w finale Indywidulanych Mistrzostw Polski na Żużlu. Zaledwie rok później prosperował już bardzo dobrze, zarówno na polskiej, jak i międzynarodowej arenie żużlowej.

Wciąż rosnące możliwości, popularnego już wtedy, „Nonka” potwierdziły bez wątpienia występy w eliminacjach do Indywidulanych Mistrzostw Świata na Żużlu. I chociaż ówczesny finał nie okazał się spełnieniem marzeń 25-latka, to wątpliwości co do jego predyspozycji, ambicji i chęci walki na żużlowych torach, nie miał już z pewnością nikt. Bronisław Idzikowski marzył o zdobyciu żużlowego szczytu i potrafił cieszyć się nawet niewielkimi triumfami, nad znacznie bardziej doświadczonymi od niego kolegami po fachu. Nawet w drobnych porażkach potrafił odnaleźć pozytywy i nigdy nie brakowało mu determinacji. Tuż po powrocie z eliminacji do kraju, był gotów do podjęcia rywalizacji w pierwszym w historii turnieju o Złoty Kask, który finalnie zakończył na dziewiątej pozycji.

Któż mógł przypuszczać, że w roku 1961 historia tak świetnie prosperującego zawodnika Włókniarza Częstochowy, znajdzie swój kres dokładnie tam, gdzie był jej początek. Bez wątpienia, to nie pierwsze i choć bardzo byśmy tego chcieli, z pewnością też nie ostatnie wielkie żużlowe marzenia, które zdecydowanie zbyt szybko przerwał wypadek na torze. 10 września tamtego roku, to jedna z bardziej pamiętnych dat w historii Włókniarza Częstochowy, ligowy pojedynek z Polonią Bydgoszcz. To właśnie wtedy, podczas swojego drugiego biegu, Bronisław Idzikowski utracił panowanie nad motocyklem, obejmował prowadzenie, a jadącemu za nim, w tych samych barwach, Lucjanowi Krupińskiemu nie udało się ominąć klubowego kolegi. Obaj żużlowcy znaleźli się na torze, a „Nonka” przewieziono do szpitala.

W tamtym czasie informacje nie obiegały żużlowego świata tak szybko jak obecnie, w wyniku czego, z początku media informowały o poważnej kontuzji, ale jednocześnie prowadziły spekulacje na temat powrotu zawodnika do żużlowego ścigania. Jednakże pięć dni od felernej kraksy, dokładnie 15 września 1961 roku, napłynęły najgorsze możliwe informacje. Bronisław Idzikowski zmarł w szpitalu nie odzyskawszy przytomności. W pogrzebie jakże młodego Lwa, udział wzięły tysiące kibiców, a na trumnie żużlowca spoczął kask.

Sześć lat po śmierci Bronisława Idzikowskiego pod wpływem pomysłu „Gazety Częstochowskiej” oraz przy pomocy bardzo zaangażowanych kibiców, zorganizowany został w Częstochowie pierwszy Memoriał Bronisława Idzikowskiego. Zmagania te rozegrane były w dość nietypowej formule biegowej, w której udział wzięło trzynastu zawodników, a zwycięzcą został Zygmunt Pytko. W późniejszych latach turniej stał się częstochowską tradycją, a na zaszczytnym pierwszym miejscu podium stawały tak znane postacie polskiego żużla jak: Edward Jancarz, Marek Cieślak, Andrzej Huszcza, Sławomir Drabik, czy Wiesław Jaguś. W tym roku natomiast odbędzie się już kolejna, 50. edycja Memoriału.

DSC 2093
fot. własna
żużel
Fot. Własna

MAGAZYN ŻUŻLOWY – kliknij TUTAJ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *