Przejdź do treści
PGE EKSTRALIGA/Wywiady

Dobra atmosfera w klubie, czyli przepis menadżera Koziołków na sukces

menadżera Koziołków
Fot. Kazimierz Kożuch

Autor: Patrycja Kowalczuk

Dobra atmosfera w klubie, czyli przepis menadżera Koziołków na sukces

Atmosfera w klubie ma niesamowity wpływ na funkcjonowanie całej drużyny. Jeżeli jest dobra, może dodać skrzydeł zawodnikom, jeżeli jest kiepska, raczej nie wpłynie pozytywnie na ich jazdę. O tym jak buduje się odpowiedni klimat w drużynie w audycji Pięć Jeden opowiadał Jacek Ziółkowski.

Cały temat zaczął się od wspomnienia przegranego meczu w Grudziądzu, gdzie drużyna Motoru Lublin poniosła sromotną porażkę i na dodatek straciła punkt bonusowy. Prowadzący audycję zapytali się, czy po tym meczu nie było obrzucania się winą?
„Nie, u nas jakoś tego nie ma. Ja myślę, że to jest jedna z przyczyn sukcesu drużyny, że nie ma czegoś takiego jak: 'Kto jest winien? Dlaczego źle pojechałeś? Pojechałeś fatalnie.’ Ja pamiętam nasz pierwszy mecz wyjazdowy w Częstochowie, kiedy wszyscy liczyli na Fredkę, bo jeździł tam 6 lat. Z tego co pamiętam, zdobył chyba tylko 2 pkt. Nie ukrywajmy, nie był zadowolony, delikatnie mówiąc. Ja mu wtedy powiedziałem: 'Fredka, no problem. Next day is next meeting.’ Przecież on chciał zdobyć więcej i nie wyszło. W półfinale na szczęście już było inaczej. Myślę, że plusem jest to, że jeżeli coś idzie nie tak, to staramy się to naprawić, a nie szukać kto jest winien, bo to nic nie da.”

Pan Jacek podczas swojej wypowiedzi wielokrotnie zaznaczał, że warto wspierać zawodnika, a nie go skreślać, co mogliśmy obserwować w niektórych drużynach w tym sezonie.
„W tym roku jedna z drużyn, widziałem, prowadziła taką politykę, w innej lidze co prawda, że jak zawodnik pojechał słabo mecz albo dwa to go odsuwali i mu dziękowali do końca sezonu. Gdyby klub tak zrobił, np. z Jarkiem Hampelem w połowie sezonu to byłoby ciężko o złoto czy o finał, bo Jarek w Play-Offach był chyba najlepszym zawodnikiem. Jechał rewelacyjnie. Należy być cierpliwym, zachować spokój i wyciągać wnioski. Wiadomo, że jak coś nie idzie, to trzeba myśleć, co zmienić, żeby było lepiej, ale nie można jakoś nerwowo reagować.”

Sądząc po słowach menadżera Mistrza Polski, dbanie o atmosferę w klubie nie jest prostym zadaniem. Jednak zanim będzie trzeba o nią dbać, najpierw trzeba ją zbudować. W tym sezonie Motor Lublin przeszedł rewolucję w składzie, czy ciężko było wypracować dobrą atmosferę w klubie?
„Nie, bo okazało się, że ci, co przyszli to bardzo fajni ludzie, tzn. bardzo kontaktowi, tacy bezpośredni i kompletnie bezproblemowi. Nigdy nie spotkałem się ze strony Jacka czy Fredki z jakimś grymasem na twarzy, że jedzie z takim, a nie innym numerem startowym, bądź też, że startuje z pola zewnętrznego, a nie wewnętrznego. No problem i tyle.”

Lublin słynie z tego, że tutaj zawodnicy się odbudowują, odzyskują formę. Czy jednym ze składowych tego procesu może być właśnie atmosfera w klubie?
„Nie wiem. Klimat lubelski im pasuje. Rzeczywiście tak jest, że atmosfera w drużynie i ogólnie w klubie, w środowisku jest bardzo pozytywna i jest dużo uśmiechu, serdeczności. To wszystko dobrze idzie i myślę, że te owoce właśnie są takie, jakie są.”

Te słowa Jacka Ziółkowskiego o tym, jaka panuje atmosfera w klubie oraz otoczeniu może jasno sugerować, że klub jest poukładany i każda osoba zna swoje miejsce oraz kompetencje.
„To jest jedna z rzeczy, którą najbardziej cenię w zarządzie klubu, czyli u prezesów, to jest to, że przez tyle lat nigdy ani mi, ani Maćkowi żaden z prezesów nie powiedział, kto ma z kim jechać albo kto ma z kim nie jechać. Nigdy nie mieliśmy żadnej ingerencji w te nasze decyzje. Ja nie mówię, że one zawsze są dobre. Po meczu zawsze możemy porozmawiać i odpowiedzieć na pytanie co zrobiliśmy nie tak, może coś należało zrobić inaczej. Nigdy nie było ingerencji przedmeczowej czy w trakcie zawodów. Najbardziej cenię to u prezesów i jestem wdzięczny zarządowi, że tak to jest. Myślę, że to jest dobre. Oczywiście to nie znaczy, że ja czy Maciek zawsze mamy rację i się nie mylimy.

Czy w takim razie całkowite zaufanie zarządu w decyzję sztabu szkoleniowego to jest to czego brakuje w klubach?
„Nie wiem, jak jest aktualnie w innych klubach, ale rzeczywiście jak czasami się ogląda mecze czy Ekstraligi, czy 1. Ligi to czasami rzeczywiście można uznać, że niektóre decyzje są zbyt pochopne, zbyt nerwowe. Jak zawodnik ma słabszy wyścig, to należy dać mu chwilkę, dać mu szansę na rehabilitację, na poprawę, na zmianę czegoś. Nawet po słabszym meczu czy dwóch, zrobić to, żeby próbował dalej, może zmienił motocykl, może spróbował czegoś innego, ale zawodnikowi należy pomóc, a nie odsuwać go. Odsunięcie zawodnika po słabszym biegu czy meczu na pewno nic dobrego nie zrobi, to już jest koniec. Po prostu traci się zawodnika.”

Czy za odsunięciem zawodnika zawsze stoi sztab szkoleniowy? A może było polecenie prezesa? Nierzadko w tym sezonie widywaliśmy prezesów w Parku Maszyn. Jeden z dziennikarzy Pięć Jeden zapytał się, czy w takim razie miejsce prezesa nie jest przypadkiem na trybunach?
„Ja powiem tak, prezes Kępa czasami zejdzie do Parku Maszyn, ale jego obecność nikomu nie przeszkadza. Jeżeli ta obecność nie powoduje nerwowości, nie wprowadza zamieszania, prezes sam niczego złego nie robi w Parku Maszyn, jeżeli prezes wie, jak się zachować, a nasi prezesi wiedzą, to ich obecność mi nie przeszkadza.”

Prowadzący dopytali się co w momencie, gdy prezes wtrąca się w prowadzenie drużyny, jak to działa na trenera. Zdarzały się takie sytuacje w Ekstralidze czy 1. Lidze Żużlowej.
„Mogę tylko współczuć osobie, która prowadzi drużynę, bo jest w takiej dziwnej sytuacji, że ma jakiś tam swój pomysł na przebieg zawodów, a tutaj od przełożonego dostaje sugestie. Ale wiecie, sugestia od przełożonego to jest taka propozycja nie do odrzucenia. Ja bym chciał, żeby tak jak jest w naszym klubie, było dalej, bo jest fajnie.”

Skoro taka obecność prezesa w Parku Maszyn wpływa na pewno niekomfortowo na trenera, to czy ma również wpływ na zawodników? Czy nie przeszkadza im obecność prezesa?
„Nie. Powiem tak, w trakcie zawodów, uwierzcie mi, zawodnicy są tak skoncentrowani na sprawach związanych z torem i motocyklem, że ich myśli są kompletnie oddalone od tego czy jest prezes. Zawodnik naprawdę myśli, co ma zmienić, żeby było jeszcze lepiej, czy zostawić. Oni na tym się koncentrują. Ja czasami jak mówię coś do zawodnika, to nie jestem pewien czy on naprawdę to słyszy, w sensie czy to do niego dotarło.”

Zadbanie o dobrą atmosferę w drużynie jest proste pod warunkiem, że każdy wie, co ma robić. Niestety nie zawsze każdy pamięta o swoim miejscu w szeregu i próbują wejść w nieswoje buty, a tym samym utrudniają pracę innym. Takie zachowanie może irytować oraz denerwować, a to nie przekłada się na pozytywnie na atmosferę w klubie, która jak się okazuje, ma wielki wpływ na formę zawodników.

Magazyn Żużlowy Best Speedway TV

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

×