Prezes Stali Gorzów o warunkach powiększenia Ekstraligi

Od jakiegoś czasu trwa debata na temat ewentualnego powiększenia PGE Ekstraligi do 10. drużyn. Jedni są za, drudzy przeciw, wielu stawia jako warunek wprowadzenie KSM-u. W najnowszym odcinku Best Speedway Magazyn naszym gościem był prezes Stali Gorzów Marek Grzyb, który wypowiedział się w tej kwestii, mówił o ryzyku z tym związanym i zdradził nam swój pomysł na poradzenie sobie z ewentualnymi problemami i co należy zrobić, aby wypełnić lukę w niższych ligach:

“Jestem dużym zwolennikiem powiększenia ligi i jedyna rzecz, która mnie martwi jako prezesa to dysproporcja drużyn z finansowego punktu widzenia, a co za tym idzie, duża dysproporcja zdobywania punktów pomiędzy drużynami z dołu tabeli a drużynami, które są w jej górnej części. Problem wynikowy polega przede wszystkim na tym, że najlepsi zawodnicy mają wysokie kontrakty i jeżeli mecze będą do jednej bramki, to kibice nie będą chcieli uczestniczyć w tych spotkaniach, bo nie będą dla nich atrakcyjne, a dla budżetów klubów będą to duże wydatki. Uważam, że trzeba by było głośno mówić o tym, żeby jak najszybciej odbudować minimum 3 ośrodki żużlowe, czyli Piłę, Kraków i Świętochłowice. Mogłoby to wypełnić pewną lukę przy zachowaniu 1. i 2. ligi. Przy 10. drużynowej Ekstralidze. Powinniśmy też wypracować system z zawodnikami, bo w żużlu wygrywa się na przykład 60:30, a 60 zdobytych punktów w meczu powoduje z kontraktów zawodników ogromne wydatki i prawdopodobne perturbacje klubu w przyszłości. Dlatego można by wprowadzić pewną regułę dla zawodników z top. Myślę, że taki Bartek Zmarzlik wolałby mieć więcej meczów w Ekstralidze, ale na przykład mecze z faworytami byłyby rozliczne normalnie, a przy drużynach teoretycznie słabszych stawki za punkt byłyby niższe, bo nie wierzę, że super kontrakt z telewizji zwiększy nasze budżety o 20/30% i wypełni lukę kontraktów z najlepszymi zawodnikami. Ja nie jestem zwolennikiem KSM-u. Mówi się, że to jedyna rozsądna recepta, by nie doprowadzić klubów ekstraligowych do katastrofy, ale wolałbym być zwolennikiem długofalowego budowania składów, bez KSM-u, ale tak jak powiedziałem, z możliwością dogadania się z poszczególnymi zawodnikami w taki sposób, by ten punkt zdobyty powiedzmy na połowie drużyn, odpowiadał kwocie kontraktu, a przy drużynach teoretycznie słabszych, by można było negocjować jego wartość. Kluby teraz podpisują kontrakty na 2/3 lata po to, by mieć gwarancję, że ten zawodnik w przyszłości będzie częścią ich składu. Pamiętajmy o tym, że kibice i sponsorzy mocno zżywają się z zawodnikami, więc rozbrajanie długoletniej pracy drużyn KSM-em jest troszeczkę przestrzelonym pomysłem. By nie doprowadzić do katastrofy finansowej w klubach, bardziej szukałbym pomysłu wewnętrznych negocjacji z zawodnikami”.

Cały Best Speedway Magazyn mogą Państwo obejrzeć tutaj.

fot. Sonia Kaps

0Shares

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *