Miało być inaczej. Weekend żużlowy wszystko zweryfikował
Plusy i minusy żużlowego weekendu. Kowalski zaskoczył, Włókniarz rozczarował
Nie wszyscy wytrzymali presję, a kilku zawodników nagle weszło na poziom, którego mało kto się spodziewał. Plusy i minusy żużlowego weekendu pokazują jedno – forma wielu drużyn wciąż jest wielką niewiadomą.
Kolejny żużlowy weekend za nami! Od kiedy rozpoczął się sezon, każdy kolejny dzień to praktycznie maraton naszej ukochanej dyscypliny. Czas na analizę tego, kto pozytywnie zaskoczył, a kto zawiódł oczekiwania swoich kibiców. Jest o czym mówić, ponieważ wszelakich sensacji i niespodzianek nie brakowało, a bohaterowie byki czasem naprawdę niespodziewani. Ale przecież za to kochamy sport żużlowy! Ważne! „Tor był inny niż ten, na którym trenowaliśmy”. Mocne słowa po thrillerze w Toruniu
Plusy weekendu:
Bartłomiej Kowalski (10+2 vs Gorzów)
Dość nieoczekiwanie, to właśnie Kowalski stał się bohaterem Betard Sparty Wrocław. Kiedy wynik meczu wisiał na włosku, ten pewnie pokonał Holdera i Thomsena, dzięki czemu zapewnił im dwa duże punkty w tabeli. Przez cały wieczór był bardzo pewny, imponując szczególnie tym, co u niego najlepsze, czyli genialnymi startami.
Fredrik Lindgren (11+4 vs Częstochowa)
Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że występ Lindgrena nie był niczym nadzwyczajnym. Trzeba jednak pamiętać o tym, że to jego pierwsza dwucyfrówka od ponad roku! Szwed przez cały poprzedni sezon nie zdołał zdobyć minimum dziesięciu punktów, jeśli mówimy o pojedynczym spotkaniu. Na dobrze znanym sobie torze zdołał się przełamać, od razu zaliczając komplet punktów.
Piotr Pawlicki (11+1 vs Toruń)
Piotr Pawlicki sueprstar można by rzec. Wychowanek Fogo Unii Leszno kolejny raz udowodnił, że na torze w Toruniu czuje się wprost perfekcyjnie. Mało jest takich żużlowców, którzy potrafią zrobić tak genialną robotę, jak właśnie on. Poprowadził Unię do sensacyjnego rezultatu, jakim były 44 punkty na terenie drużynowych mistrzów Polski 2025.

Minusy weekendu:
Włókniarz Częstochowa (vs Lublin)
Tutaj trzeba „wyróżnić” drużynę jako całokształt. Nie ma bowiem ani jednego zawodnika, który po takim meczu zasłużyłby na pochwałę. Od samego początku jasne było, że mecz z Orlen Oil Motorem Lublin będzie dla niech bardzo trudną przeprawą. Mało kto spodziewał się jednak, że będzie aż tak źle. Gospodarze nie istnieli, a ostatecznie z problemami przekroczyli próg 25 punktów.
Artem Laguta (5+1 vs Gorzów)
To był jeden z najbardziej bezbarwnych występów Laguty od wielu lat. Bardzo wolny, bojaźliwy, bez charakterystycznego dla siebie „pazura”. Kiedy przegrywał starty, nie był w stanie stoczyć równej walki na dystansie. Z resztą podobnie jak inni zawodnicy, ponieważ nawierzchnia na to nie pozwalała. Mogłoby się wydawać, że dla takiego startowca jak on, będą to wręcz idealne warunki. Nic bardziej mylnego.
Janusz Kołodziej (4+1 vs Toruń)
Absolutny kryminał kapitana Fogo Unii Leszno. Jego obecność na torze była praktycznie niezauważalna. Wolny, słaby na starcie, bez charakterystycznej magii, którą od lat zachwycał kibiców w całym kraju. To jego niespodziewane porażki doprowadziły do tego, że „Byki” poległy w grodzie Kopernika. Teraz tylko pytanie, czy była to jednorazowa wpadka, czy też niepokojąca tendencja wyjazdowa.



- Internet się zagotował. Kibice nie gryźli się w język
- Miało być inaczej. Weekend żużlowy wszystko zweryfikował
- Znowu taśma i te same pytania. Lambert zabrał głos
- „Tor był inny niż ten, na którym trenowaliśmy”. Mocne słowa po thrillerze w Toruniu
- Żużel. Nie wytrzymał. Jedna akcja i posypała się lawina