Przejdź do treści
Artykuły

Platinum Motor Lublin, czyli słów kilka o szkółce żużlowej w Lublinie

Motor Lublin

Autor: Patrycja Kowalczuk

Platinum Motor Lublin, czyli słów kilka o szkółce żużlowej w Lublinie

Wiele osób zarzuca PLATINUM Motor Lublin brak wychowanków, oraz że nie szkoli
młodzieży. Postanowiłam sprawdzić, jak to dokładnie wygląda i w tym celu wybrałam się na początku czerwca na mini tor przy ulicy Kresowej w Lublinie. Właśnie w tym miejscu, w każdy poniedziałek oraz środę odbywają się treningi pitbike’ów, który jest współfinansowany przez PGE Ekstraligę.

“Myślę, że wynik jest całkiem przyzwoity.” – wypowiedzi Kubery po meczy ze Stalą

Trening zaczyna się o godzinie 16, jednak już kilkanaście minut wcześniej przyjeżdżają
rodzice wraz z dziećmi i pomagają przygotować sprzęt. Z kontenera, który stoi kilkanaście metrów
od toru, wyprowadzane są pitbike, wynoszone skrzynki z ochraniaczami, butami oraz kaskami.
Zostaną one później, na czas treningu, udostępnione dzieciom.

Jedna z osób z klubu sprawdza obecność przybyłych na trening dzieci, które już po chwili
wybierają z koszy pasujące na nie ochraniacze. Rodzice pomagają swoim pociechom się ubrać,
jednak nie zawsze się to udaje. Niektórzy mają problem z prawidłowym nałożeniem oraz zapięciem
kasku, na szczęście w pogotowiu jest trener. Nie tylko tłumaczy, ale również pokazuje jak
prawidłowo założyć ochraniacze. Trener od początku wszystko cierpliwie wyjaśnia, szczególnie
tym najmłodszym.

Dzieci, które już były na wcześniejszych treningach, po dostaniu pozwolenia, dosiadają
motocykli i wyruszają na tor, by ćwiczyć swoje umiejętności. Te, które są pierwszy raz zaczynają
pod okiem trenera. Na początku zostaje im wszystko pokazane oraz objaśnione przez instruktora,
który później, gdy dziecko już jedzie, biegnie obok niego, by je asekurować. Pierwsze metry
bywają trudne i zdarzają się upadki, na szczęście obok jest trener, który pomaga się podnieść oraz
zachęca do kolejnej próby.

IMG 20230607 164356887 HDR 1
Trener wraz z nowym uczniem

Jednym z takich trenerów jest Filip Więckowski, zawodnik motocrossowy, z którym udało
mi się porozmawiać.
PK: Jak długo istnieje szkółka?
FW: Szkółka istnieje ogólnie już 10 lat. Wcześniej to było pod flagą klubu motocrossowego Cross
Lublin. Teraz kontynuujemy to pod banderą Motoru Lublin żużlowego, ponieważ treningi są
współfinansowane przez PGE Ekstraligę.

PK: Ile mniej więcej dzieci przychodzi na treningi?
FW: W zeszłym roku przez szkółkę przeszło ponad 560 dzieci, mówimy o pojedynczych osobach, z
czego ponad połowa miała pierwszą styczność z motocyklem. W tamtym roku zostało zakupionych
ponad 40 prywatnych motocykli, także mamy już drugą grupę, która jeździ po torach
motocrossowych i jest wyłoniona z zeszłorocznej grupy. Część dzieci już przeszła na żużel, mają
licencje żużlowe i startują w zawodach, więc wszystko idzie do przodu.

PK: W jakim wieku są dzieci, które zaczynają trenować w szkółce?
FW: Od 5. roku życia, generalnie do 13. roku życia, aczkolwiek czasami też przyjmujemy starsze
dzieci. Do 13. roku życia obowiązuje liga mini żużla, a na tym nam głównie nam zależy, bo
szukamy dzieci, które w przyszłości będą startować w Ekstralidze żużlowej.

PK: Czy ciężko jest dzieciom zacząć jeździć na motocyklach? FW: Na pierwszym treningu dzieci pięcio- sześcioletnie, które mają pierwszą styczność z motocyklem, oczywiście wymagana jest umiejętność jazdy na dwóch kółkach, ponieważ aż takich podstaw nie uczymy, aczkolwiek jeżeli dziecko, które potrafi jeździć na rowerze tutaj 95% przypadków, po pierwszym treningu same pokonują całą trasę bez ingerencji trenera. Oczywiście na początku odbywa się to razem ze mną. Wsiadam na motocykl razem z dzieckiem, sprawdzam, jak operuje gazem czy potrafi hamować, jak skręca. Następnie jeżeli już ten etap przejdzie, biegnę obok
takiego dziecka, sprawdzam, czy sobie samo daje radę, by w razie czego asekurować. Następnie już
jeździ samo okrążenia po pełnej pętli toru.

Z pitbike’ów na motocykle żużlowe

PK: Dzieci zaczynają od pitbike’ów, a potem ewentualnie przechodzą na motocykle żużlowe,
tak? FW:
Dokładnie. Jazda na motocyklu żużlowym jest już trudniejsza. Na tym etapie, na etapie
pitbike’ów, dzieci mają hamulce, dźwignię zmiany biegów, dużo więcej się uczą, skręcają w dwie
strony. Jest dużo więcej czynników, które muszą opanować. Na motocyklach żużlowych nie ma
hamulców, więc żeby dziecko wsiadło na taki motocykl, musi mieć podstawy motocrossowe.

PK: Czy po przesiadce na motocykle żużlowe dzieci kontynuują treningi na motocrossach?
FW: Wszyscy miniżużlowcy mają swoje motocykle crossowe i prowadzimy dla nich też treningi
motocrossowe. Jedno współgra z drugim, ponieważ motocross na tak wczesnym etapie jest tak
samo ważny jak jazda na żużlu dla tak młodych dzieci.

PK: Jak wygląda sprawa sprzętu?
FW: Na samym początku sprzęt jest od nas, można przyjść, zobaczyć, spróbować, przejechać się.
Później rekomendowane jest mieć swój motocykl, ponieważ później jeździmy po torach
motocrossowych w innych miejscach, tam już nie ma naszych klubowych sprzętów. Trzecim
krokiem jest miniżużel, tam też są motocykle klubowe, na których można spróbować swoich sił.
Aczkolwiek jak chce się startować w zawodach, trzeba mieć swój sprzęt, żeby to wszystko grało jak
u prawdziwych zawodników.

IMG 20230607 162835569 HDR
Trening na torze pitbike’owym

Treningi poza sezonem

PK: Czy są oraz jak ewentualnie wyglądają treningi poza sezonem?
FW: Poza sezonem prowadzimy zajęcia na sali dwa razy w tygodniu, w poniedziałki i środy. W
weekendy jeździmy po torach motocrossowych, na tych oczywiście, na których jest nawierzchnia
piaskowa, ponieważ ta w zimie umożliwia jazdę. Tam, gdzie jest twardo, gdzie jest glina, tam jest
ślisko i mokro. Dlatego przy tym kroku każde dziecko musi mieć swój motocykl.

PK: Jak wyglądają treningi na sali?
FW: Są to treningi ogólnorozwojowe na sali. Są dwie grupy: jest grupa mniejsza do 10. roku życia i
od 10. roku życia. W tę zimę chodziło do nas 40 adeptów. Są to treningi ogólnorozwojowe na sali
oraz jazdy motocyklami weekendowo na torach. W tym sezonie prowadziliśmy również
zgrupowanie na arenie motocyklowej koło Lipna, gdzie jest sztucznie utworzony tor pod dachem.
Można tam jeździć przez cały rok.

PK: Jakie wymagania stawiacie wobec rodziców?
FW: Dobre chęci i determinacja na początek. Najważniejsze, żeby i rodzice, i dziecko chcieli, bo to
jest taki sport rodzinny, gdzie rodzic musi wspierać swoje dziecko.

Rodzice o szkółce

Podczas mojej wizyty na treningu udało mi się poznać kilkoro rodziców, którzy opowiedzieli swoją
historię oraz podzielili się wrażeniami. Część moich rozmówców przyjechała pierwszy raz na
trening. Jedna spotkana przeze mnie rodzina dojeżdża ponad 100 km. To się nazywa poświęcenie.
Wśród rzeszy chłopców znalazła się również jedna dziewczynka imieniem Zosia.

„Przyjechałem z córką Zosią. Zosia ma 6,5 roku. Jesteśmy tutaj trzeci raz. Zosia już za drugim
razem jeździła sama. Na Targach Motoryzacyjnych zobaczyliśmy, że stoi taki malutki sprzęcik i z
ciekawości podeszliśmy do jednego z obsługujących stanowisko zapytać, czy możemy sobie zrobić
zdjęcie. No i jak najbardziej Zosia sobie siadła i pan instruktor stwierdził, że nie wiadomo dlaczego
Zosia prawidłowo trzyma kierownicę. Podobno jest to niespotykane, żeby dziecko odruchowo
chwyciło prawidłowo kierownicę. Pan zobaczył potencjał i zaprosił, żeby przyjść tutaj na tor i się
spróbować. Okazało się, że to to. Nie może się doczekać, cały tydzień skacze: kiedy, kiedy?”

Piotr, ojciec Zosi.

Udało mi się zamienić kilka słów z Zosią, która stwierdziła, że najbardziej lubi motocykle, dlatego
że nie trzeba pedałować. Dziewczynka na pytanie, czy lubi jeździć odpowiedziała z twierdząco, a
przy tym miała duży uśmiech na twarzy.

„Przyjechaliśmy z Frankiem, który ma 6 lat. Jesteśmy tutaj trzeci raz. Pierwszy raz był bez
swojego motocykla, jeździł tutaj na tych yamashkach i już za drugim razem ze swoim motocyklem
przyjechaliśmy. Franek jest zachwycony, bardzo się podoba, wiąże swoją przyszłość, oczywiście z
motocyklami. Pierwsze co się nasuwa odnośnie szkolenia to to, że ta oferta jest bezpłatna. Byliśmy
w szoku, że są takie zajęcia bezpłatne, oferujące motory, którymi dzieciaki mogą sobie pojeździć,
do tego cały sprzęt, ochraniacze, kaski, wiadomo szkolenia. Jesteśmy zachwyceni. Na treningi
przyjeżdżamy raz w tygodniu, z tego względu, że mamy 100 km aż tutaj, jesteśmy z
mazowieckiego.”
– Anna i Michał, rodzice Franka.

„Przyjechałam tutaj z synem Marcelem, który ma 6 lat. Postanowiliśmy spróbować ze względu na
zamiłowanie do żużla, oglądamy żużel zawsze, jak leci w telewizji i ogólnie motoryzacja, jak mama
tak i syn. Jesteśmy tutaj pierwszy raz i to też będzie pierwszy raz jak Marcel spróbuje swoich sił na
motocyklu.”
– Agata, mama Marcela.

Szkolenie młodzieży w Lublinie rozwija się całkiem nieźle. Podjęte przez klub znad Bystrzycy
kroki pokazują, że im zależy na dobrym wyszkoleniu przyszłych żużlowców. Dzieci oraz rodzice
są zadowoleni z podejścia trenerów oraz klubu. Można mieć tylko nadzieję, że w przyszłości z tej
szkółki wyjdą znakomici zawodnicy, którzy będą nas zachwycać na torze.

IMG 20230607 163802770 HDR
fot. Patrycja Kowalczuk

Magazyn Żużlowy – kliknij TUTAJ

1 odpowiedź do “Platinum Motor Lublin, czyli słów kilka o szkółce żużlowej w Lublinie

  1. Byłem z synem(Igor 7 lat) w zeszłym roku i mam pytanie czy jest opcja że można jeszcze pojeździć na kresowej…?Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *