Marcin Kuźbicki o nowej formule play-off:
“Lucky loser lepiej sprawdza się na Turnieju Czterech Skoczni”

O planach wprowadzenia nowego systemu play-off od sezonu 2022 informowaliśmy już Państwa we wrześniu poprzedniego roku, przy okazji wprowadzenia nowego przepisu o zawodniku do 24. lat. Podczas ogłoszenia przez PGE Ekstraligę informacji, że CANAL+ wygrał przetarg, na mocy którego przedłużył prawa telewizyjne do transmisji najlepszej ligi świata do roku 2025 uzyskaliśmy także oficjalne potwierdzenie nowego systemu rozgrywania fazy play-off od przyszłego roku. Będzie ona składać się z trzech, podwójnych meczów ćwierćfinałowych.

W tym artykule przedyskutuję ten pomysł z Marcinem Kuźbickim. Rozpatrzymy różne warianty tego systemu, kiedy ten pomysł miałby sens, ocenimy jaki będzie miała wpływ ta zmiana na fazę zasadniczą i czy w ogóle jest potrzebna.

Aktualnie do fazy play-off awansują cztery drużyny, a więc 50% ligi. Jest to dość popularny scenariusz, który sprawdza się w większości dyscyplin, w których jest stosowany. Zeszłoroczne rozgrywki pokazały, że walka o najlepszą czwórkę jest niezwykle wyrównana i to, kto się w niej znajdzie zdecydował ostatni bieg, ostatniego meczu fazy zasadniczej rozegrany w Lublinie. Przy powiększeniu play-offów do sześciu drużyn, w sytuacji kiedy w Ekstralidze będzie startować 8 drużyn (w sezonie 2022 na pewno będzie to taka liczba) oznacza, że w tej fazie znajdzie się aż 75% ligi! Co na ten temat ma do powiedzenia ekspert stacji Eleven Sports?

Moim zdaniem sześć drużyn w play-offach będzie odpowiednie, jeżeli Ekstraliga zostanie powiększona do dziesięciu drużyn. Wszystko wskazuje na to, że to się kiedyś stanie, chociaż jeszcze nie wiadomo kiedy. Szczerze – podoba mi się aktualna formuła. Uważam, że jest optymalna, prosta i zrozumiała, a ja lubię proste i zrozumiałe rzeczy. Natomiast nie dziwię się, że wprowadzają play-offy dla sześciu drużyn, ponieważ takie rozwiązanie pasuje lidze, i drużynom, i zawodnikom, ze względu na większą liczbę meczów. Ale, tak jak mówisz, 75% całej ligi w play-offach to trochę dużo.

Oczywiście to, co powiedział Marcin to prawda. Będzie więcej meczów, natomiast czy ze względu na dodatkowe sześć spotkań nie ucierpi wcześniejsze 56? Runda zasadnicza może stracić na wartości. Kibice drużyn, które będą już pewne udziału w najlepszej szóstce mogą zrezygnować z uczestnictwa w meczach w fazie zasadniczej, tym bardziej, że bilety na fazę play-off są droższe niż zwykle. Frekwencja przed telewizorami również może spaść, kiedy większość meczów będzie rozgrywała się o przysłowiową pietruszkę. Przykładem takiego trendu może być Unia Leszno. Kibice w tym mieście podczas fazy zasadniczej nie zapełniali obiektu im. Alfreda Smoczyka, ponieważ od połowy sezonu wiedzieli, że ich drużyna będzie w play-offach i zostawiali swoje środki finansowe na decydującą fazę sezonu. Takich zachowań od roku 2022 może być więcej.

Jeżeli chodzi o atrakcyjność rundy zasadniczej, ta zmiana nie ma aż takiego znaczenia. Już teraz jest tak, że albo ktoś się tym żużlem interesuje i ogląda cały sezon, albo wychodzi z założenia, że tylko play-offy mają znaczenie. Taki już ich urok. Najważniejszy jest układ sił w danym sezonie. To najbardziej determinuje fakt, czy liga jest ciekawa, czy nie. W 2020 mieliśmy mega emocjonującą walkę o play-offy, ponieważ sześć drużyn do końca było w grze o cztery miejsca. Teoretycznie równie możliwe jest rozwiązanie, w którym cztery drużyny odstają od pozostałych i już w połowie sezonu możemy stwierdzić, kto znajdzie się w play- offach, a kto nie. Dlatego ocena nowej koncepcji zależy od tego, jak dany sezon się ułoży. Może być tak, że szósta, siódma i ósma drużyna stworzą pasjonującą walkę, a równie dobrze sześć drużyn może odjechać reszcie i wtedy będzie nieco gorzej. Pomysł był już przerabiany, później z niego zrezygnowano, a teraz postanowiono go przywrócić. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Przejdźmy teraz do samego formatu rozgrywek. Trzy pary ćwierćfinałowe. Oznacza to, że zwycięzcy, co oczywiste znajdą się w półfinałach. Czwartą drużyną będzie tzw. lucky loser, czyli drużyna, która przegra najmniej. Tutaj dochodzimy do największego problemu sześciozespołowych play-offów. Sama nazwa “play-off” oznacza, że jeżeli drużyna przegra, odpada z rywalizacji. My jednak będziemy świadkami nagradzania drużyny, która przegra. Innym rozwiązaniem mogłoby być rozstawienie 1. i 2. drużyny rundy zasadniczej od razu w półfinałach. Dla tych drużyn względem dotychczasowych play-offów nic by się nie zmieniło. Zespoły z miejsc od 3. do 6. utworzyłyby dwie pary ćwierćfinałowe. Problem jest jednak w tym, że zwycięzcy ćwierćfinałów byliby pewni, że odjada w tej fazie sezonu aż 6 spotkań, a drużyny rozstawione tylko 4. Zostałyby one pokrzywdzone. Pomimo, że to rozwiązanie z perspektywy sportowej wydaje się najrozsądniejsze ma swoje wady pod względem finansowym.

Tak jak mówisz, argumentem przeciwko rozstawieniu drużyn 1. i 2. w półfinałach, z punktu widzenia klubów i zawodników, byłby jeden dwumecz mniej dla zainteresowanych. Oznaczałoby to mniejsze wpływy z biletów i mniejsze wypłaty za punkty. Przy obecnym systemie rozliczeń to robi różnicę. Oczywiście, z czysto sportowego punktu widzenia byłoby to rozwiązanie bardziej logiczne. Lucky loser lepiej sprawdza się na Turnieju Czterech Skoczni. Tam przywilej ten otrzymuje 5. z 30. skoczków, zazwyczaj z dalszych miejsc, natomiast tu mówimy o walce o mistrzostwo. Najbardziej znamienny przykład to Unia Leszno w sezonie 2011. W obu ćwierćfinałach nie dojechała do 40. punktów, a i tak była najlepszym przegranym. Weszła do półfinału, wygrała go i awansowała do finału. To oczywiście duża sztuka, ale czy drużyna, która nie dojeżdża do 40. punktów w żadnym z meczów ćwierćfinałowych powinna w ogóle wystartować w półfinale? Z czysto sportowego punktu widzenia niekoniecznie. Co prawda to jedyny skrajny przypadek na pięć lat funkcjonowania tego systemu, ale jednak się zdarzył. Tak jak wspomniałem, lubię obecny system, ale skoro wszystkim zainteresowanym stronom opłaca się powiększenie liczby drużyn w play-offach do sześciu, to nie ma się co dziwić, że tak zrobiono.

W sezonie 2020 drużyną, która skorzystałaby z nowego systemu byłby Włókniarz Częstochowa. Przegrali jeden mecz u siebie, drugi, trzeci, potem akcja z torem i walkower, odjechanie domowego meczu w Rybniku, a i tak weszliby do play-offów i zmierzyliby się w ćwierćfinale ze Stalą Gorzów. W optymalnej formie, którą prezentowali na wyjazdach mieliby szansę nawet na finał, ale czy to byłoby sprawiedliwe po tych wszystkich zajściach?

Akurat dwumecz ze Stalą Gorzów w rundzie zasadniczej był tak spektakularny, że aż boję się myśleć, co byłoby w play-offach (śmiech). Najważniejsze, żeby żaden zespół nie kombinował i żeby wszystkim opłacało się walczyć do samego końca.

Sprawę nowego systemu w takim razie mamy omówioną i wyjaśnioną. Poruszymy teraz wątek drużyny, która zajmie siódme miejsce. W tym sezonie nie będzie barażów i nie wiadomo kiedy one powrócą. Oby był to właśnie już następny rok, ponieważ jeśliby taki stan się utrzymał to drużyna zajmująca przedostanie miejsce byłaby najbardziej poszkodowana. Drużyna 5. i 6. jechałyby minimum dwa mecze więcej, ósma wiadomo, żegnałaby się z elitą, a siódma kończyłaby sezon wraz z końcem sierpnia. Ta ekipa najbardziej ucierpiałaby z perspektywy finansowej i mógłby rozpocząć się trend w następnych latach, że ona, wraz z beniaminkiem walczyłaby o utrzymanie, a play-offy by się “zabetonowały”. Obyśmy nie byli świadkami takiej sytuacji.

Wszystkich nie zadowolisz. Jaki system by nie powstał, to ktoś zawsze będzie pokrzywdzony. Oczywiście, siódma drużyna będzie miała nieco gorzej pod względem finansowym, ale przynajmniej nie spadnie z ligi. Sześć miejsc w play-offach w ośmiozespołowej lidze to naprawdę sporo, więc po prostu trzeba tam wejść i już. Poza tym sytuacja finansowa klubu z siódmego miejsca nie sanie się z automatu dramatyczna. Pieniądze w tym sporcie są coraz większe, więc żaden klub Ekstraligi nie powinien narzekać.

Oczywiście, jednak jeżeli drużyna zawodnika wejdzie do fazy play-off to możliwe, że niekoniecznie będzie chciał opuszczać szeregi drużyny na rzecz tej słabszej. W obecnej ekipie ma szansę zaprezentować się w większej ilości meczów, zarobić więcej pieniędzy i nie będzie chciał podjąć ryzyka i przejść jedynie do potencjalnego kandydata do tego miejsca. Może to wpłynąć na rynek transferowy, ale o tym przekonamy się dopiero, gdy ten system wejdzie w życie.

Może wpłynąć, ale akurat pod tym względem sześciozespołowe play-offy zmniejszą trochę ten problem. Obecnie tylko połowa ligi ma zagwarantowane cztery mecze więcej. Spójrzmy na przykład Artioma Łaguty. Jeździł parę lat w Grudziądzu, ale w końcu uznał, że woli być w zespole, który ma większe szanse na mistrzostwo. Nie tylko ze względów sportowych, ale zapewne także finansowych, czemu nie można się dziwić. Mieć a nie mieć wypłaty za 4 mecze to spora różnica.

Jeszcze innym rozwiązaniem, aby zwiększyć liczbę meczów mógłby być podział na dwie grupy – mistrzowską i spadkową. Jednak w takim rozwiązaniu pewnie ta 5. i 6. drużyna miałyby raczej spokojne utrzymanie. Tak jak w poprzednim sezonie Włókniarz i Motor spokojnie by się utrzymały kosztem Rybnika. Ponadto byłby to dla tych drużyn tylko jeden mecz więcej, bo chyba rozgrywanie meczu o 5. miejsce pomiędzy zwycięzcami “półfinałów” tej drabinki nie miałby sensu z perspektywy finansowej, więc to chyba też nienajlepszy pomysł.

No właśnie. Atrakcyjność meczów tej dolnej grupy byłaby wątpliwa.

Na tym zakończymy naszą dyskusję. Obecna formuła play-offów jest bardzo dobra i poprzedni sezon pokazał, jak wielu emocji potrafi ona dostarczyć pod koniec fazy zasadniczej. Jednak z myślą o powiększeniu Ekstraligi do dziesięciu zespołów powiększenie ilości drużyn jeżdżących w play-offach jest dobrym rozwiązaniem. Największym problemem pozostaje ustalenie najlepszego wariantu dla tego systemu. Rozstawienie dwóch, najlepszych drużyn od razu w półfinale byłoby dla nich samych krzywdzące z perspektywy finansowej. Obecność lucky losera jednak kłóci się nieco z samą nazwą tej fazy. Tak jak Marcin wspomniał, że wszystkich się nie zadowoli. Miejmy nadzieję, że efekt finalny tej zmiany będzie miał korzystny wpływ na funkcjonowanie ukochanej przez nas dyscypliny.

fot. instagram.com/marcinkuzbicki

0Shares

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *