GKM rozłożony na łopatki w Lublinie!

Piątkowy wieczór nad Bystrzycą przyniósł lubelskim kibicom wiele radości. Chyba mało kto spodziewał się tak wysokiej wygranej, ponieważ drużyna z Grudziądza składa się z mocnych zawodników i wszyscy myśleli, że bardziej się postawią. Jednak Koziołki nie dały im szans i zwyciężyły na swoim torze 58:32.

Całemu zespołowi z Lublina należą się brawa, ponieważ wszyscy dorzucili do ostatecznego wyniku ważne punkty. Jednak dwóch zawodników zasługuje na wyróżnienie. Mowa tu o Grigoriju Lagucie i Mateju Zagarze, którzy ani razu nie przyjechali za rywalami. W dodatku swój ostatni wyścig oddali juniorom, aby się rozjeżdżali wśród najlepszych. Kolejnym mocnym ogniwem był Mikkel Michelsen, który skończył mecz z 12 punktami. Do tego po 7 oczek dorzucili Paweł Miesiąc i Jarosław Hampel. Oprócz wygranej Lubelacy mogą się cieszyć z przebudzenia młodzieżowców. Para Lampart-Trofimov przed sezonem dostała miano najlepszej pary juniorskiej w Ekstralidze. Jednak we wcześniejszych meczach nie pokazali swojej siły i dopiero teraz można powiedzieć, że wracają na właściwe tory, ponieważ dołożyli do ogółu ważne 11 punktów. Nie sposób nie wspomnieć tu o lubelskich kibicach, zwłaszcza tych którym nie udało się kupić biletów, ale nie był to dla nich żaden problem, by kibicować swojej drużynie. Mam na myśli 18 podnośników, które stały za stadionem i tworzyły “podniebny sektor”, z którego niósł się głośny doping.Po takiej wygranej mieszkańcy Lublina z pewnością długo nie mogli usnąć z emocji.

Inaczej sytuacja wygląda w Grudziądzu. Klub zdaje sobie sprawę z tego, że kolejna przegrana nie wróży niczego dobrego. Na swoim profilu w mediach społecznościowych przyznali, że była to kompromitacja i przeprosili grudziądzkich kibiców, za to co musieli oglądać. Najmocniejszym ogniwem, który zdobył prawie połowędorobku drużyny był Artiom Laguta z 14 punktami na swoim koncie. Cieszył swoją jazdą, a dodatkowych emocji dostarczały wyścigi, w których rywalizował ze swoim bratem. Jednak dwukrotnie musiał uznać jego wyższość. Oprócz niego poziom trzymał jeszcze Kenneth Bjerre z 9 oczkami. Do końcowego wyniku 6 punkcików dorzucił Nicki Pedersen, ale to na 3-krotnego mistrza świata zdecydowanie za mało. W dodatku nie cieszył swoją jazdą, a wręcz utrudniał pracę swoim kolegom z drużyny. Martwić może brak formy u Przemka Pawlickiego i Krzysztofa Buczkowskiego. Obydwaj wystąpili tylko dwukrotnie w meczu. Zaledwie jeden punkcik zrobił Buczek, natomiast Przemo przywiózł dwa 0. Juniorzy również nie pomogli. Marcin Turowski przywiózł 2 punkty w biegu juniorskim, po błędzie Trofimova i na tym jego dorobek się skończył, a Lotarski nie dorzucił ani jednego punkcika. Trener postawił nawet dwukrotnie na rezerwowego- Romana Lakhbauma, ale to również nic nie dało i dwa razy przyjechał ostatni.

Emocje po piątkowym meczu powoli opadają. Uskrzydlony trzema zwycięstwami z rzędu Motor jest na dobrej drodze do osiągnięcia celu jaki został im postawiony na ten sezon, czyli walki w play-off. Z kolei Grudziądz z takim samem planem na sezon 2020 jest w całkiem innym miejscu niż zakładano. Z jednym zwycięstwem na swoim koncie i słabą postawą większości zawodników muszą zacząć myśleć, gdzie leży problem i jak najszybciej go wyeliminować. Teraz pozostaje nam śledzić losy tych jak i innych drużyn w kolejnych kolejkach, ponieważ do końca sezonu jeszcze trochę zostało i wszystko może się zmienić.

Fot. Speedwayekstraliga.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *