EC615A0D 9104 4DB8 A103 742C2C7820BC
Fundamentem, na którym należy budować przyszłość żużla są kibice skupieni wokół swego klubu 5

Fundamentem, na którym należy budować przyszłość żużla są kibice skupieni wokół swego klubu

W przyszły weekend startuje 2. Liga Żużlowa, a wśród sześciu zgłoszonych do rozgrywek drużyn są trzy zagraniczne Trans MF Devils Landshut, MSC Wolfe Wittstock oraz Lokomotiv Daugavpils. Tym samym zagraniczne zespoły stanowią niemalże połowę obsady ligi.

Taka sytuacja jest przyczyną licznych dyskusji nie tylko wśród kibiców, ale także osób ze środowiska żużlowego oraz dziennikarzy. Niektórzy uważają, że Polska, jako żużlowy hegemon powinna wziąć na swoje barki rozwój speedwaya za granicą, szczególnie w krajach, w których ciężko nawet stworzyć profesjonalne rozgrywki żużlowe, a jednym z pomysłów jest umożliwienie startu w polskiej lidze większej liczbie zagranicznych drużyn. Inni twierdzą jednak, że rozwój żużla w innych ośrodkach nie może opierać się o polskie rozgrywki ligowe, bo paradoksalnie może to doprowadzić do upadku speedwaya w tych krajach, a start części drużyn w naszej lidze utrudni stworzenie lig zagranicznych.

Temat ten poruszony był także w ostatnim Best Speedway Magazynie, w którym gośćmi Krystiana Natońskiego i Krzysztofa Dziamskiego byli Przewodniczący Głównej Komisji Sportu Żużlowego Piotr Szymański, a także dziennikarze Grzegorz Drozd i Łukasz Malaka.

Zdaniem Grzegorza Drozda możliwość startu w polskich rozgrywkach ligowych powinny mieć raczej zespoły z państw, gdzie nie ma możliwości stworzenia rozgrywek krajowych: „Jeśli jeździ w Polsce drużyna, np. Daugavpils, która jest jedyną w swoim kraju to okay. Tak samo na Ukrainie, gdzie też nie ma ligi i jeśli któryś ośrodek by chciał w Polsce jeździć to jest to w porządku. Ale nie do końca mi się podoba, jeśli przyłączamy do polskiej ligi drużyny z krajów, w których jakakolwiek liga, choćby kadłubowa działa. Może się bowiem za chwilę okazać, że przez przyłączenie pięciu czy sześciu drużyn, na przykład z Niemiec przestanie funkcjonować liga niemiecka. Zatem jeśli jest już ta liga niemiecka to niech te drużyny jeżdżą w pierwszej kolejności w lidze niemieckiej, bo przyłączanie tych drużyn do naszej ligi szkodzi tamtejszej lidze”.

Za każdym razem dopływ zagranicznych drużyn konsultujemy z klubami polskimi, które jeżdżą w lidze i gdyby te kluby nie wyraziły aprobaty, to by nie było ani jednej ani drugiej drużyny niemieckiej w polskich rozgrywkach, a pięciu czy sześciu drużyn niemieckich w polskiej lidze raczej nie będzie. Ligi niemieckiej nie było w zeszłym roku i nie ma w tym roku, a w Polsce jesteśmy na takim etapie, że powinniśmy naszym sąsiadom pomóc” podkreślił Piotr Szymański.

Łukasz Malaka dodał, że „Na przestrzeni ostatnich lat żużel w Niemczech systematycznie upada i ja osobiście sobie nie wyobrażam aby po tej dwuletniej przerwie jakikolwiek niemiecki zespół był gotowy do rywalizacji ligowej oprócz Ladshut i Brokstedt, a nikt tak naprawdę nie będzie robił ligi dla dwóch zespołów w Niemczech. Ciekawostką jest to, że znalazł się kolejny zespół,którym jest Meißen, gdzie Rony Weis bardzo poważnie myśli o tym, żeby reaktywować żużel ligowy w Miśni, czyli tuż przy granicy z Polską i też jest poruszany temat, żeby zgłosić się do ligi polskiej”.

Prawdopodobnie rozwiązaniem na to jest stworzenie ligi europejskiej, w której nie jeżdżą drużyny ekstraligowe, gdzie jest całkowicie inny poziom, ale drużyny z różnych krajów jak na przykład Niemiec, Węgier, Czech czy Ukrainy. Są rozpoczęte negocjacje z jedną z telewizji i zobaczymy co przyniesie przyszłość. Jest jednak taka wizja i może przyszłe miesiące przyniosą więcej informacji w tym zakresie. Chodzi o to by utrzymać w tych krajach żużel, bo w większości przypadków nie wygląda to dobrze” – podzielił się ciekawymi planami Piotr Szymański.

„Jeśli by w przyszłości miała powstać pod auspicjami FIM Europe liga środkowoeuropejska, to raczej nie powinna być podpięta pod rozgrywki krajowe, choćby ze względu na kwestie awansu czy terminarza. Taki projekt powinien funkcjonować w ten sposób, że mamy umowę z telewizją i jeden dzień w tygodniu wybrany na taką ligę. Przykładowo w każdy czwartek jest jedna, kolorowa impreza transmitowana na żywo, pokazana w trochę inny sposób niż to jest robione u nas. Gdzie jest mniej procedur, a więcej uśmiechu i kontaktu z zawodnikami. Podstawą musi być to co w polskiej lidze, czyli stabilność. Tydzień w tydzień, na przykład w czwartek o godzinie 19:00 są zawody pokazywane w telewizji, do których kibic europejski się przyzwyczaja. Ogląda danych zawodników na wzór na przykład zawodów Moto GP. Zatem muszą być w to włożone odpowiednie pieniądze by tydzień w tydzień można było korzystać z zawodników minimum na poziomie SEC. Poza zawodnikami krajowymi, w tym juniorami w zespołach muszą być gwiazdy by przyciągnąć kibiców do tych nowych rozgrywek. Ci kibice nie mają możliwości oglądania na stałe dobrych zawodników choćby z ligi polskiej zatem było by to dla nich wydarzenie” – dodał Przewodniczący GKSŻ.

Taka koncepcja spotkała się z aprobatą Łukasza Malaki, który stwierdził, że „Sam pomysł, żeby robić ligę europejską jest doskonały. Raczej robiłbym tę ligę zupełnie osobno (od ligi polskiej) choćby ze względów marketingowych. Takie przedsięwzięcie musi być doskonale sprzedane, żeby zainteresować tym pomysłem telewizję i sponsorów. Taką ligę widziałbym jako osobny podmiot, oddzielnie zarządzany, z oddzielnie sprzedawanymi prawami telewizyjnymi i marketingowymi”.

Pandemiczna rzeczywistość bezlitośnie obnażyła kruchość fundamentów, na których posadowiony jest światowy żużel. Bez wątpienia jednym z nich jest polska liga, gdzie mogą jeździć i zarabiać wszyscy liczący się w światowym speedwayu zawodnicy, i która to liga, choć nie bez problemów jest w stanie przejechać sezon czy dwa bez kibiców. Drugi fundament to właśnie kibice, którzy, szczególne poza naszymi granicami są jednym z głównych sponsorów klubowych drużyn żużlowych.

Odwoływanie zeszłorocznych rozgrywek ligowych i groźba bankructwa poszczególnych drużyn skłania do refleksji co zrobić by żużel się rozwijał i to nie tylko nad Wisłą, ale przynajmniej w skali europejskiej. Polska liga i ligi zagraniczne to system naczyń połączonych, w którym istnienie obu tych elementów jest warunkiem koniecznym do rozwoju dyscypliny. Doraźne działania w postaci przyłączenia jednej czy kilku zagranicznych drużyn do polskiej ligi nie spowodują rozwoju żużla w innych krajach, a jedynie pozwolą przetrwać kilka sezonów poszczególnym klubom. Na szczęście FIM dostrzega problem, który realnie istnieje i planuje podjęcie konkretnych działań w celu ratowania niezbyt wesołej sytuacji, podobnie jak poszczególne federacje. Wydaje się, że podejmowane kroki powinny być w pewnym stopniu scentralizowane, a punktem wyjścia niech będzie ujednolicenie przez FIM zasad rozgrywania spotkań w poszczególnych krajach. Nie powinno być tak, że kibic z Polski, oglądający mecz ligi duńskiej zastanawia sie dlaczego Piotr Protasiewicz staruje z miejsca oddalonego o 15 metrów od pozostałych zawodników? W jakim kasku jedzie joker i kiedy go można wystawić? Dlaczego w jednym kraju jest 14 biegów w innym 15, a jeszcze w innym o mistrzostwie decydują czwórmecze? Wiedza na temat jasnych i klarownych zasad powinna być jednakowa i dostępna dla przeciętnego kibica pod każdą szerokością geograficzną. Obecnie zaś nawet ludzie na co dzień zajmujący się żużlem niejednokrotnie mają z nią problem, co nie służy przyciąganiu nowej rzeszy fanów. Jednakowe we wszystkich krajach zasady powinny ułatwić także marketing, pozyskiwanie sponsorów (bo to też są ludzie, którzy chcieliby znać zasady dyscypliny w którą mają zainwestować) i sprzedaż praw do transmisji telewizyjnych. Tu dochodzimy do kolejnego pytania. Dla kogo to wszystko robić? Odpowiedź tylko z pozoru jest prosta „dla kibiców”. Tylko skąd ich wziąć? Jak ich zachęcić do pójścia na stadion, czy obejrzenia telewizyjnej relacji? Takie kraje jak Wielka Brytania, Dania czy Szwecja mają przewagę nad Ukrainą, Czechami czy Francją. Tam istnieją kluby, z długoletnią tradycją, które mają mniejsze, czy większe grono fanów i których można ściągnąć na stadiony, a odpowiednie opakowanie marketingowe rozgrywek powinno napędzić także dopływ nowych kibiców. Do tego odpowiednie szkolenie młodzieży (rising stars) i wzorem polskiej ligi jest szansa na wyjście z kryzysu. Dużo trudniejsza jest sytuacja w krajach gdzie drużyn jest jedna, dwie czy trzy i często pojawiają się one i znikają w okresie kilkuletnim. Włączanie takich zespołów w polskie struktury ligowe jest działaniem krótkowzrocznym i doraźnym (poza Lokomotivem Daugavpils). Kibice, żeby żyć żużlem muszą utożsamiać się z jakąś społecznością, począwszy od klubu, a na lidze skończywszy. Wydaje się, że lepszym pomysłem jest łączenie w jedną ośmiozespołową ligę, według kryterium geograficznego drużyn z krajów, gdzie takiej ligi nie można stworzyć. Nic tak bowiem nie łączy kibiców jak wspólne przezywanie spotkań ligowych, w których „nasi” jadą z „nimi”. Żadne czwórmecze, czy inne turnieje nie dostarczą takich doznań jak smak zwycięstwa, czy gorycz porażki z konkretnym przeciwnikiem, na którym już za rok można wziąć rewanż. Skoro powstają nowe kluby to znaczy, że jest potencjał. Zatem rolą FIM powinno być stworzenie stałej ligi czy lig z drużyn, które we własnym kraju nie mogą pojechać regularnego sezonu. Tylko kilka kolejnych odjechanych sezonów danej drużyny pozwoli stworzyć podwaliny pod społeczność kibicowską, skupioną wokół drużyn z Węgier, Ukrainy czy Francji. Kibic musi utożsamiać się z klubowym herbem, barwami, tradycją, porażkami i zwycięstwami. A jeśli jednym klubom się powiedzie to inni tez będą chcieli mieć własny klub zbudowany na przywiązaniu do barw klubowych. Inaczej kluby będą powstawać i upadać a jazda w polskiej czy brytyjskiej lidze, przez sezon czy dwa nic nie da. Zatem może zamiast rezerw Startu Gniezno w tym sezonie w czeskiej lidze powinny jechać Diabły i Wilki z Niemiec. To, że zgłosiły akces do ligi polskiej nie powinno być czynnikiem decydującym i tu jest pole do popisu dla FIM.

Cały magazyn z Piotrem Szymańskim, Grzegorzem Drozdem i Łukaszem Malaką do obejrzenia tutaj.

źródło: informacja własna

fot. fot. wojta-foto.cz

baner 1200 200
Fundamentem, na którym należy budować przyszłość żużla są kibice skupieni wokół swego klubu 6

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *