Czy Lublin jest przyszłością Speedway Grand Prix?

W ostatni weekend przy okazji 5. i 6. rudny Indywidualnych Mistrzostw Świata po raz pierwszy miałem przyjemność być na żużlu w Lublinie i wrażenia mam dość pozytywne, pomimo że osobiście byłem przeciwko rozgrywaniu imprezy tej rangi przy Alejach Zygmuntowskich. Ostatecznie zdanie zmieniłem i uważam, że pomysł organizacji Grand Prix w tym mieście był świetny i wierze, że nie po raz ostatni goszczono tam cykl.

Przede wszystkim należy tu pochwalić kibiców, którzy stworzyli niesamowitą atmosferę na stadionie. Podczas obu rund zawodom towarzyszył głośny i regularny doping. Nie było również niepotrzebnych podziałów, fani cieszyli się zarówno z wygranych Kubery jak i Zmarzlika. Żaden zawodnik nie został przywitany gwizdami, lecz wszyscy byli oklaskiwani niezależnie od barw klubowych, czy narodowości.

Bywałem już na kilku rundach Grand Prix, ale na żadnej nie było do tej pory tak fantastycznej atmosfery, która udzieliła się również zagranicznym kibicom. Do tego dochodzi również „podniebny sektor”, gdzie działo się zwłaszcza podczas sobotniej rundy, gdy odpalono race, co wyglądało naprawdę imponująco. Na stadionie i poza nim rozmawiałem również z osobami, dla których była pierwsza lub jedna z pierwszych wizyt na żużlu i również oni bawili się świetnie, co pokazuje jak dobrą promocją tego sportu, była organizacja SGP w mieście nad Bystrzycą.

Nie wolno zapomnieć również o kwestiach organizacyjnych. Mam na myśli przede wszystkim wrocławską plandekę, która zdecydowanie zdała egzamin i pozwoliła rozegrać piątkową rundę. Po jej zdjęciu tor był na tyle suchy, że wymagał roszenia, a niewielkie opady w trakcie zawodów nie przeszkodziły w ich dokończeniu. Organizatorzy zdawali sobie sprawę, że na tego typu imprezy dużo kibiców przyjeżdża z daleka, więc nie należy ich przekładać. Pomysł, oraz realizacja były świetne i można jedynie żałować, że z tego rozwiązanie nie korzysta się przy okazji spotkań w PGE Ekstralidze.

Nie ma również powodu, by narzekać na oprawę. Sztuczne ognie, które odpalono po zakończeniu sobotnich zmagań były naprawdę imponujące i na swój sposób uczyniły wieczór magicznym. Do tego dochodzi również rozkręcający doping spiker, bez którego impreza z pewnością nie byłaby taka sama. Wiele też działo się wokół trybun, wystawy pięknych starych motorów, Grigorij Łaguta i Tomasz Dryła robiący sobie zdjęcia z kibicami, oraz makieta pucharu ze Zmarzlikiem i Żagarem dodawały klimatu i zachęcały do wczesnego przyjścia na stadion.

Zawiodłem się jednak na infrastrukturze, pomijając już fakt, że obiekt do największych nie należy, to pomiędzy siedzeniami było niewiele wolnej przestrzeni, co utrudniało przedostanie się na swoje miejsce, to samo tyczy się również korony stadionu. Brakowało również punktów gastronomicznych, pomimo że w piątek trybuny nie wypełniły się w stu procentach, to w przerwach między seriami kolejki były ogromne, a miejsc do kupna jedzenia lub picia było zbyt mało. Negatywnym aspektem były również problemy z nagłośnieniem podczas 5. rudny, gdy momentami było słychać co drugie słowo spikera.

Mimo wszystko większość kibiców raczej nie żałuje przyjazdu do Lublina. Narzuca się jednak pytanie, czy to miasto ma swoją przyszłość w cyklu Speedway Grand Prix? Osobiście myślę, że tak. Nie wiem, czy w najbliższych latach Eurosport Events zdecyduje się na rozegranie jakiejś rundy w stolicy województwa lubelskiego, ale z pewnością jest to ośrodek, który na to zasługuje. Zdecydowanie krokiem w dobrą stronę będzie nowy stadion, a po zakończeniu budowy Lublin może stać się stałym miejscem rozgrywania Indywidualnych Mistrzostw Świata.

Szczerze liczę, że tak się stanie, bo potencjał jest duży, a weekend tam spędzony pokazał mi, że to miasto żyje żużlem i nawet z obecnym stadionem powinno w przyszłych latach gościć najlepszych na świecie podczas zawodów najwyższej rangi.

C2BB2A6C 78E4 4C8C 8000 D3E0266588DC
AB667310 FE81 4B11 95C6 D631422E1FA9

fot. własne

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *