Arged Malesa TŻ Ostrovia Ostrów Wielkopolski – Lokomotiv Daugavpils – Speedway Tour vol. 7

W nocy z piątku na sobotę wróciłem z meczu w Zielonej Górze, natomiast już w niedzielę miałem w planach kolejne zawody. Tym razem nie musiałem jechać daleko, ponieważ byłem na meczu Arged Malesa TŻ Ostrovia – Lokomotiv Daugavpils. Zanim jednak nadeszła niedziela w sobotę popołudniu pojechałem podobnie jak to miało miejsce w przypadku pierwszego spotkania w Ostrowie po program zawodów do klubowego sklepu w galerii Ostrovia.

Gdy nadeszła niedziela, standardowo po śniadaniu zacząłem się szykować na mecz. Klubowe barwy ubrane, karnet, program zawodów w samochodzie. Mecz był zaplanowany na godzinę 14:00. Pod stadionem byłem około godziny 12:30. Po chwili otworzono bramy obiektu. Oczywiście przy wejściu, jak to już było w zwyczaju w pandemicznym sezonie 2020 pełen reżim sanitarny. Podczas gdy wchodziłem na stadion trwał już obchód toru obu drużyn. Ja po zajęciu miejsca udałem się na stoisko gastronomiczne, w celu kupienia napojów i przekąski. Miejscowi fani powoli zajmowali miejsca na trybunach. Na Stadionie Miejskim podczas tego meczu ze względu na obostrzenia mogło być 50% pojemności obiektu.

Przyszedł czas na próbę toru. Ze strony Lokomotivu pojawili się Kjastas Puodżuks i junior, Francis Gusts. Gospodarzy reprezentowali Grzegorz Walasek i Adrian Cyfer. Pierwsza seria przyniosła dosyć niespodziewane rozstrzygnięcia, ponieważ po 4 biegach goście z Łotwy prowadzili w Ostrowie 14:10. Szybkością w pierwszym wyścigu popisał się Wadim Tarasienko, który wygrał start i powiększał przewagę nad parą Walasek-Cyfer. Bieg młodzieżowy to podwójna wygrana Łotyszy. Sebastian Szostak przez moment walczył o prowadzenie, ale w międzyczasie wyprzedził go Francis Gusts. W drugiej serii Ostrovia odrobiła straty. W wyścigu 6. gospodarze skorzystali na wykluczeniu Jewgienija Kostygowa. Wygrał lider miejscowych, Nicolai Klindt a punkt “za darmo” przywiózł junior, Sebastian Szostak. W biegu siódmym, w końcu podwójne zwycięstwo do mety przywiozła para gospodarzy, Grzegorz Walasek i Tomasz Gapiński, którzy popisali się kapitalnym startem i nie dali szans przyjezdnym. Po dwóch seriach na tablicy wyników widniał wynik 22:20. Po wyścigu ósmym, w którym goście wygrali 4:2 był remis w meczu. Nad Ostrowem przeszła nawałnica. Silne opady deszczu oraz porywisty wiatr, który spowodował, że reklamy fruwały po murawie przerwały spotkanie na kilkanaście minut. Wyścig 9. to kolejna, podwójna wygrana pary Walasek-Gapiński, którzy w pokonanym polu zostawili Kjastasa Puodżuksa i Jewgienija Kostygowa. Niestety po tej gonitwie znów nad stadionem rozpętała się ulewa i zawody ponownie wstrzymano. Po 20 minutach mocnych opadów nad Ostrowem wyszło słońce, a organizatorzy zaczęli pracę nad nawierzchnią. Większość kibiców jednak opuściła już stadion i udała się do swoich samochodów. Pewna część tych, co została na trybunach schronienie znalazła pod parasolami. Przemoczony oczekiwałem, jakie będą decyzje odnośnie zawodów. Po ponad godzinnych przygotowaniach nawierzchni ostrowskiego toru arbiter podjął decyzję o kontynuacji zawodów, co spotkało się z dużym zadowoleniem najbardziej wytrwałych fanów czarnego sportu w Ostrowie Wielkopolskim. Po wznowieniu zawodów, mecz był nadal bardzo wyrównany. W wyścigu 12. Wadim Tarasienko pokazał, że przerwa nie wybiła go z rytmu i z dużą przewagą wygrał już swój czwarty bieg tego dnia. Jakby tego było mało, Tarasienko wygrał również kolejny wyścig i przed biegami nominowanymi gospodarze prowadzili z Łotyszami tylko czterema punktami. W przerwie garstka kibiców mocno dopingowała swoich ulubieńców do walki i atmosfera pomimo małej liczebności na trybunach była bardzo dobra. W 14. odsłonie dnia na początku drugiego okrążenia Andriej Kudriaszow wyprzedził Adriana Cyfera. Pewną wygraną wywalczył Nicolai Klindt i zapewnił tym samym triumf Ostrovii. W ostanim, 15. biegu pierwszą porażkę zanotował Tarasienko, który przyjechał na ostatnim miejscu, a zwyciężył Grzegorz Walasek przed Pontusem Aspgrenem i Tomaszem Gapińskim co dało zwycięstwo gospodarzom 4:2, a w całym meczu 49:41.

Zadowolony, mimo zmoknięcia opuszczałem stadion. Na szczęście szybko udało mi się wyjechać spod stadionu i udałem się prosto do domu. Po dotarciu na miejsce zamówiłem ciepłą pizzę i zasiadłem przez telewizorem, aby oglądać zmagania w PGE Ekstralidze, a już na wtorek był zaplanowany kolejny wyjazd żużlowy w moim wykonaniu.

fot. Sonia Kaps

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *