Przejdź do treści
Artykuły

Żużel. Tai Woffinden – żywa legenda wrocławskiej Sparty

Żużel
Fot. Taylor Lanning

Autor: Krzysztof Choroszy

Żużel. Tai Woffinden – żywa legenda wrocławskiej Sparty

Tai Woffinden jest postacią w Polsce kojarzoną ściśle z drużyną Betard Sparty Wrocław. Brytyjczyk we Wrocławiu spędził już 11 lat, pisząc przez ten czas niesamowitą historię zarówno swoją, jak i samego wrocławskiego klubu. Nie bez powodu jest on więc przez kibiców uznawany za legendę, na co sam sobie zasłużył. Dzisiaj przyjrzymy się jego niesamowitej przygodzie w barwach żółto-czerwonych.

Wielka szansa

Woffinden do Wrocławia przychodził w 2012 roku. Nie był on oczywistym wyborem, który wzmocniłby od razu walczącą o utrzymanie Spartę. Otrzymał on jednak dużą szansę od prezesa Andrzeja Rusko, co jak czas pokazał, świetnie udało mu się wykorzystać. W całyk tamtym sezonie drużyna z Wrocławia zakończyła rozgrywki na 9. miejscu (Ekstraliga liczyła wtedy jeszcze 10 drużyn). Z kolei w barażu z GKM-em Grudziądz wygrali, utrzymując się na najwyższym poziomie rozgrywkowym. Sam Brytyjczyk wykręcił wtedy średnia na poziomie 1,803, a w klasyfikacji zawodników skończył na 32. miejscu. Sezon 2012 nie zapowiadał jednak tego, co stanie się rok późnej.

Świetny sezon żużlowy

Ogromny przełom, a zarazem wystrzał formy Taia nastąpił w roku 2013. Sparta co prawda nadal była drużyną, walczącą o utrzymanie, jednak jej bezkompromisowym liderem został Tai Woffinden. Brytyjczyk w tamtym sezonie wrócił również do stawki cyklu Grand Prix. Tajski od początku prezentował się świetnie, czego kibice żużla się nie spodziewali. Prawdziwy popis późniejszy mistrz świata dał w meczu z aktualnym mistrzem Polski, Unią Tarnów. Brytyjczyk zdobył czysty komplet punktów i razem z kapitanem Sparty, Tomaszem Jędrzejakiem poprowadził swoją drużynę do sensacyjnego zwycięstwa jednym punktem. W całym 2013 roku Woffinden miał średnią na poziomie 2,471, co dotychczas jest najlepszym wynikiem w jego karierze.

Pierwszy tytuł w Grand Prix

Wtedy również bardzo znacząco przyczynił się do utrzymania ekipy z Wrocławia w elicie. Warto w tym miejscu przytoczyć, że w tamtej kampanii ligowej lider Sparty zajął 3. miejsce w rankingu wszystkich zawodników, kończąc praktycznie wszystkie mecze z dwucyfrową liczbą punktów, co nie udało mu się tylko raz, kiedy zgromadził 9 „oczek” i dwa 2 bonusy. Było to na tyle wyjątkowe, gdyż przed sezonem nikt zbytnio nie zakładał takiego scenariusza. Indywidualnie dla Taia 2013 przyniósł również pierwszy tytuł mistrza świata, zdobyty nawet pomimo kontuzji obojczyka odniesionej w rundzie Grand Prix w Cardiff. Po sezonie pojawiło się wiele zainteresowanych usługami Brytyjczyka, jednak ten zżył się z kibicami Sparty i nie chciał odchodzić do innego klubu.

Lekka zadyszka

Kolejny sezon nie był już tak dobry, jak ten poprzedni, jednak nadal był świetny w wykonaniu Brytyjczyka. Tai Woffinden po raz drugi z rzędu był zdecydowanym liderem drużyny, która rozgrywki zakończyła na bezpiecznym 6. miejscu. Zdarzały mu się jednak mecze, kiedy zdobywał po siedem punktów, nie będąc tak regularnym, jak w najlepszym dla siebie sezonie w karierze. Tajski w swoich wszystkich biegach zanotował średnią 2,206 punktu na bieg. Dało mu to szóste miejsce w klasyfikacji wszystkich zawodników, ale w jeździe wtedy jeszcze aktualnego mistrza świata widać było rezerwy, względem tego, co pokazywał jeszcze rok wcześniej.

Powrót na sam szczyt

Zmieniło się to w 2015 roku, kiedy Woffinden znowu brylował na torze swoją niesamowitą jazdą. Tym razem jednak kroku próbowali dotrzymać mu jego koledzy, którzy również prezentowali dobry poziom. W wyniku tego wrocławianie w rundzie zasadniczej zajęli niespodziewane 3. miejsca, awansując do fazy play-off. Cały sezon zakończyli na 2. miejscu, przegrywając w finale z Unią Leszno. Dla Taia Woffindena był to zatem pierwszy medal w barwach wrocławskiej ekipy. On sam zakończył rozgrywki ze średnią minimalnie gorszą niż ta z 2013 roku. Nic dziwnego więc, że można nazwać go głównym architektem srebra. Do wicemistrzostwa Polski Brytyjczyk dołożył także drugi tytuł mistrza świata, potwierdzając po raz kolejny, że jest czołowym żużlowcem świata.

Prezes Sparty
Fot. Taylor Lanning

Kolejny świetny sezon

W 2016 roku wrocławianie swoje domowe mecze rozgrywali na stadionie w Poznaniu, wszystko przez remont Stadionu Olimpijskiego, który miał być gotowy już na 2017 rok. Brak jazdy na owalu, który Tajski opanował do perfekcji, nie przeszkodził mu, w prezentowaniu świetnej dyspozycji w rozgrywkach PGE Ekstraligi. Brytyjczyk kolejny rok był liderem wrocławian, kończąc z nimi na 4. miejscu. Indywidualnie był to kolejny sezon, kiedy zanotował on średnią powyżej 2,4 punktu na bieg, mimo to zdarzyło mu się parę gorszych występów, co przy ich braku mogłoby dać trochę wyższą przeciętna punktów. Jednak nawet przy gorszych meczach jego regularność była naprawdę niesamowita. Tamten rok zakończył, zdobywając srebro w cyklu Grand Prix.

Powrót PGE Ekstraligi do Wrocławia

Kolejny sezon był bardzo ważny dla wrocławskiego żużla, bowiem do użytku oddano wyremontowany Stadion Olimpijski, który już na pierwszym meczu był wypełniony praktycznie po brzegi. Wrocławianie prezentowali wtedy świetny poziom, kończąc rundę zasadniczą na 2. miejscu z takim samym dorobkiem punktowym. Ostatecznie zakończyli oni sezon na 2. miejscu, po raz drugi przegrywając w finale z Unią Leszno. Dla Woffindena tamte rozgrywki nie były już tak dobre jak w latach poprzednich. Zanotował on średnią na poziomie lekko powyżej 2, co było sporym spadkiem.

Świetna końcówka

Na uwagę jednak zasługuje fakt jego dyspozycji w najważniejszych momentach sezonu, kiedy pozostali zawodnicy nie jechali najlepiej. Szczególnie było to widoczne w rewanżowym półfinale ze Stalą Gorzów, kiedy razem z Vaclavem Milikiem i Szymonem Woźniakiem cudem wyciągnęli remis, wprowadzając osłabioną brakiem Maksyma Drabika Spartę do finału. W cyklu Grand Prix zdobył on także brązowy medal.

Wyątkowy medal

Kolejny rok przyniósł poprawę w postawie Brytyjczyka. Tai Woffinden wraz z Maciejem Janowski i Maksymem Drabikiem poprowadzili zespół z Wrocławia do kolejnego medalu Drużynowych Mistrzostw Polski. Tym razem jednak był to brąz, będący wtedy bardzo wyjątkowy, gdyż żużlowcy Sparty z Woffindenem na czele zadedykowali go zmarłemu Tomaszowi Jędrzejakowi. Indywidualnie Tajski wykręcił natomiast średnią na poziomie ponad 2,2 punktu na bieg. Brytyjczyk mimo wielu świetnych występów miewał więcej kiepskich spotkań, a jego regularność nie była już tak imponująca, jak jeszcze kilka lat wcześniej. 2018 rok przyniósł również bardzo ważne wydarzenie dla niego samego, gdyż zdobył trzeci tytuł mistrza świata.

Żużel
Fot. Arkadiusz Siwek

Ferlane spotkanie w Lublinie

Problemy z regularnością przeszły do przeszłości na początku 2019. Tajski bardzo dobrze wszedł w sezon, w pierwszej połowie rundy zasadniczej zdobywając w 6 z 7 spotkań dwucyfrowe ilości punktów. Wydawałoby się, że może być to jeden z najlepszych sezonów lub nawet najlepszy dla Brytyjczyka w karierze. Niestety został on brutalnie przerwany 7 czerwca. W pierwszym biegu meczu w Lublinie zawodnik Motoru, Grigorij Łaguta wjechał w trzykrotnego mistrza świata, po czym ten upadł i uderzył plecami w drewnianą bandę. Skutkowało to ciężką kontuzją kręgosłupa, która wykluczyła go z rywalizacji na praktycznie 2 miesiące, rzutując też nieco na dalsze losy jego kariery.

W tamtym sezonie Tajski powrócił jeszcze do jazdy i prezentował bardzo dobry poziom, zdobywając nawet płatny komplet w domowym spotkaniu półfinałowym z Falubazem. Później jednak finałowe starcie z Unią Leszno po raz kolejny okazało się być przegrane, a w nim zawiódł także sam Woffinden. Brytyjczyk w całym sezonie wykręcił średnią na poziomie 2,208, co przy tak poważnej kontuzji i tak było sukcesem. Bez dwóch zdań mógł on jednak skończyć o wiele wyżej, gdyby nie feralne wydarzenia z Lublina.

Pechowa końcówka

Pamiętny pandemiczny sezon sportu żużlowego był sporym wyzwaniem dla wszystkich. Trzykrotny mistrz świata z nim sobie poradził, prezentując bardzo dobry poziom. Woffinden jednak nie błyszczał już tak, jak choćby na początku wcześniejszego sezonu. Jego występy były na poziomie, ale czegoś im brakowało. 30-letni wówczas zawodnik nie był już najskuteczniejszy w barwach Sparty, a lepszy od niego był Maksym Drabik.

W całej kampanii Tajski wykręcił średnią na poziomie 2,169, co plasowało go w czołówce zawodników, jednak było kolejnym spadkiem względem poprzedniego roku, a także najlepszych sezonów. Brytyjczyk w tamtym roku zdobył także swój ostatni indywidualny medal mistrzostw świata. Rozgrywki zakończył pechowo, bo w upadku na gorzowskim torze doznał złamania ręki, przez co nie wystąpił w wygranym dwumeczu o trzecie miejsce, dzięki czemu zabłysnął jego młodszy rodak Daniel Bewley.

Sparta Wrocław mistrzowska

W 2021 rok wrocławska Sparta wchodziła z nowym transferem, jakim było pozyskanie mocnego Artioma Łaguty. Wtedy też Tai Woffinden nie błyszczał już tak, jak było to wcześniej. Utrudniła mu to także kontuzja odniesiona w Grudziądzu, przez którą ominął kilka spotkań. Mimo to tamten sezon przyniósł bardzo cenne zwycięstwo i zdobycie tytułu mistrza Polski, co było tym, czego brakowało Woffindenowi. Jak sam przyznawał, smakowało to lepiej, niż pierwsze złoto mistrzostw świata. Rzeczywiście po zachowaniu Tajskiego można było zobaczyć, że zwycięstwo w lidze smakowało nieziemsko. Złoty sezon Brytyjczyk zakończył ze średnią 2,085, co było dobrym wynikiem, dającym 8. miejsce wśród wszystkich sklasyfikowanych żużlowców.

Tajski właściwie mieszkaniec Wrocławia

Kolejny rok był już gorszy. Sparta Wrocław, nie mogąc korzystać z Artioma Łaguty, prezentowała się słabiej. Sam Tai nie był już w takiej formie, jakiej od niego oczekiwano. Świadczy o tym fatalny występ w meczu rundy zasadniczej w Częstochowie, gdzie trzykrotny mistrz świata zdobył zaledwie 2 punkty. Miał on także świetne występy, jednak w jego dyspozycji widocznie czegoś brakowało, a sam męczył się na motocyklu, kończąc pierwszy raz od 2012 roku ze średnią poniżej 2. W 2022 roku też zorganizował on swój Testimonial na 10-lecie startów. Licznie przybyli kibice z Wrocławia i nie tylko pokazali, że nawet pomimo słabszej formy jest on dla nich legendą. Jak kibice przekazali na transparencie „Stałeś się jednym z nas”.

Kolejny średni sezon

Tegoroczny sezon dla Brytyjczyka był podobny do tego, co prezentował w roku poprzednim. Nie widać było błysku w jego jeździe, a dodatkowo bardzo widocznie męczył się on na domowym obiekcie. Dodatkowo doznał on pechowej kontuzji w Grand Prix Cardiff, przez co opuścił najważniejsze mecze sezonu i wrócił nie w pełni zdrowy na przegrany finał z Motorem Lublin. W całym 2023 roku wykręcił on bardzo podobną średnią do 2022 roku nie wchodząc znowu na poziom powyżej 2 punktów na bieg.

Legenda Sparty Wrocław

Niezależnie od tego, jak potoczą się dalsze losy kariery Brytyjczyka, ma on zbudowany we Wrocławiu żywy pomnik, który wydaje się być nie do zburzenia. Sam sport żużlowy w postaci Taia ma swoją legendę, jednak dla Sparty i jej kibiców jest on postacią jeszcze bardziej wyjątkową. Z pewnością nikt w stolicy Dolnego Śląska nie zapomni o tym, ile znaczył dla ich klubu Tajski, a także jakie osiągnięcia w żółto-czerwonych barwach zdobył.

Tai Woffinden
fot. Michał Szmyd

Magazyn Żużlowy Best Speedway TV

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *