Przejdź do treści
Aktualności/Metalkas 2. Ekstraliga/Wywiady

Tomasz Gapiński – Kapitan, który nie porzucił tonącej Łodzi! „Dzisiaj przed zawodami, można powiedzieć prawie że zemdlałem”

Orzeł Łódź
fot. Sonia Kaps

Autor: Edyta Wojdeł

Tomasz Gapiński – Kapitan, który nie porzucił tonącej Łodzi! „Dzisiaj przed zawodami, można powiedzieć prawie że zemdlałem”

Drużyna H. Skrzydlewska Orzeł Łódź po pięciu meczowych porażkach omal nie zatonęła na dnie tabeli 1. Ligi Żużlowej. Jednak wiara i motywacja pozwoliły łódzkim Orłom nareszcie odbić się choć trochę od dna.

Chociaż łatwo nie było, to w minioną niedzielę zespół H. Skrzydlewska Orzeł Łódź po długim pasmie porażek, nareszcie odniósł zwycięstwo na domowym owalu. Wraz z wszystkimi zawodnikami walczył również, choć w innej formie niż by tego chciał, kapitan Orłów – Tomasz Gapiński.

Szybciej niż wszyscy się spodziewali

Żużel, to sport wielce kontuzyjny. Bez wątpienia, w tym sezonie bardzo mocno przekonał się o tym Tomasz Gapiński, który w trakcie wypadku, podczas domowego meczu H. Skrzydlewska Orła Łodzi z ROWem Rybnik, doznał kontuzji obydwu rąk. Wiele złamań i urazów mogło sugerować jego przedwczesne zakończenie sezonu. Jednakże kapitan Orłów już od kilku tygodni zapowiada swój rychły powrót na tor.

– Z moim zdrowiem jest z dnia na dzień co raz lepiej, także jeszcze chwilę i wrócę.

Oczywiście zdrowie przede wszystkim i choć lęku przed powrotem na żużlowy tor, Tomasz Gapiński nie odczuwa, to jednak jego ręce wymagają jeszcze konsultacji lekarskich oraz nieustających ćwiczeń rehabilitacyjnych.

– Jutro akurat idę zdjąć ten gips z prawej ręki, będziemy robić prześwietlenie. Czuję, ze już jest ok, bo ta ręka już od dwóch tygodni praktycznie mnie nie boli, więc myślę, że ta kość będzie zrośnięta. Ta lewa jest po operacji, skręcona, to tam już się raczej nic nie powinno wydarzyć, tylko trenujemy cały czas, rehabilitujemy żeby ta siła w lewej dłoni wróciła. Więc wyjadę szybciej jakby się mogło to wydawać, jak wszyscy gdzieś myśleli, że już nie wyjadę w tym roku, a wydaje mi się, że pojadę szybciej, niż później.

Bez wątpienia ponowne dołączenie kapitana do składu byłoby dla łódzkich Orłów znaczącym wzmocnieniem, bowiem drużynie wciąż jeszcze ewidentnie brakuje tych kilku znaczących oczek, podczas rozgrywanych pojedynków.

Sekret przełamania

Niedzielne zwycięstwo Orłów nad Skorpionami bez wątpienia przyniosło, zarówno kibicom, jak i zawodnikom oraz wszystkim związanym z łódzkim klubem żużlowym, wiele radości. Jak podkreślił Tomasz Gapiński, było to bardzo potrzebne.

– Cieszymy się ze zwycięstwa, w końcu się przełamaliśmy jako drużyna. Tego wszyscy potrzebowaliśmy.

Co zatem pozwoliło drużynie H. Skrzydlewska Orzeł Łódź nareszcie zatriumfować i przełamać tę złą passę? Według Tomasza Gapińskiego duże znaczenia bez wątpienia odegrała wiara w to, że jest to możliwe. Jednakże zdaniem kapitana Orłów, najistotniejszym okazał się odpowiednio przygotowany i powtarzalny tor.

– Wiara w to, że możemy zwyciężyć. Byliśmy u siebie, trenowaliśmy, tor był identyczny, jak na treningach, był powtarzany. Myślę, że to był główny aspekt taki, że dzisiaj w końcu się udało. Tutaj sztab szkoleniowy, ja i wszyscy po prostu dużo rozmawialiśmy, dużo się motywowaliśmy, aby uwierzyć w to, ze możemy zwyciężyć. Podnieść się po tylu porażkach jest naprawdę ciężko, ale cieszymy się, że chłopacy dali radę.

Kapitan na medal

Tomasz Gapiński choć oczywiście robi wszystko by jak najszybciej wrócić do jazdy, póki co potyczki Orłów musi oglądać z boku. Jednakże choć kontuzjowany i jeszcze nie w pełni sprawny, nie robi tego z perspektywy wygodnej kanapy, czy nawet loży VIP na trybunach. Jak przystało na prawdziwego kapitana nieustająco trwa wraz z pozostałymi żużlowcami Orła w parku maszyn. Choć nie jest to łatwe i angażuje emocjonalnie znacznie bardziej nawet niż sama jazda, to jak się okazało, orli kapitan, służy swoim żużlowym kolegom, nie tylko dobrą radą, ale nawet własnym sprzętem.

– Jest o wiele ciężej, tak. Dzisiaj przed zawodami, można powiedzieć prawie że zemdlałem, bo towarzyszyły mi wielkie emocje. Wolę się ścigać, bo całkiem inaczej do tego podchodzę. Koledzy też korzystali z mojego sprzętu, ja też starałem się tu pomagać jak mogłem, no i to wreszcie zagrało.

MAGAZYN ŻUŻLOWY Best Speedway TV!

fot. własna

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *