Żużel - Best Speedway Tv

Nowa formuła IMP się obroniła? Tłumy w Rzeszowie, ale czapki Kadyrowa brak | Żużel
Skip to content Skip to sidebar Skip to footer
Nowa formuła

Nowa formuła IMP się obroniła? Tłumy w Rzeszowie, ale czapki Kadyrowa brak

Nowa formuła IMP się obroniła? Tłumy w Rzeszowie, ale czapki Kadyrowa brak

Zmiana sposobu wyłaniania indywidualnego mistrza Polski na żużlu wzbudziła w tym roku wiele kontrowersji. Dotychczasowy jednodniowy finał został zastąpiony przez Canal+Online IMP, a więc cykl trzech imprez finałowych. Krytykom nie rozchodziło się tylko o ilość zawodów, ale także o ich lokalizacje. Tory w Grudziądzu, Krośnie oraz Rzeszowie nie kojarzyły się do tej pory z wielkimi imprezami. Czas pokazał jednak, że nowy format rozgrywek nie wypadł źle, a są i tacy, którzy traktują całe przedsięwzięcie jako ogromny sukces. 

Kibice nie zawiedli

Bartosz Zmarzlik mistrzem Polski! – Relacja z 3. finału Indywidualnych Mistrzostw Polski w Rzeszowie

Zainteresowanie kibiców turniejami z cyklu IMP można określić mianem odwrotnie proporcjonalnego do ligi, w której na co dzień rywalizuje miejscowy klub. W Grudziądzu przy H4 zasiadło zaledwie 3 tysiące widzów. W Krośnie zawody na żywo oglądało niespełna 5 tysięcy kibiców, natomiast ostatni turniej w Rzeszowie śledziło z wysokości trybun ponad 12 tysięcy ludzi. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że zarówno w Krośnie jak i w stolicy województwa podkarpackiego taka frekwencja równoznaczna była ze 100% zapełnieniem trybun. 

Pierwszy argument przeciwko organizacji cyklu IMP zostaje więc obalony – pod względem frekwencji indywidualne mistrzostwa kraju dawno nie cieszyły się tak wielkim zainteresowaniem. Pomysł zorganizowania turniejów także na torach z niższych klas rozgrywkowych był prawdziwym strzałem w dziesiątkę. Zarówno w Krośnie jak i Rzeszowie kibice stęsknili się za wielkim ściganiem.

Możliwość zobaczenia na żywo Bartosza Zmarzlika, Dominika Kubery czy Janusza Kołodzieja jest dla nich czymś nowym. W ekstraligowych miastach mają to na co dzień, przez co indywidualne turnieje nie cieszą się tak dużym zainteresowaniem jak starcia ligowe. Na szczególną pochwałę zasługują kibice z Rzeszowa, którzy wypełnili dosyć duży stadion w poniedziałkowy wieczór. W takim terminie na ekstraligowym torze o komplecie widzów można tylko pomarzyć. 

Nie ma mistrza z przypadku

Koniec jednodniowych finałów to także koniec mistrzów „z przypadku”. Mieliśmy w ostatnich latach kilku niespodziewanych zwycięzców IMP (ś.p. Tomasz Jędrzejak w 2012, Szymon Woźniak w 2017). Mieliśmy także turnieje, w których w biegu finałowym wcale nie triumfował zawodnik, który wygrał wcześniej fazę zasadniczą. Dla jednych tego typu niespodzianki były czymś, co przyciągało. Dla innych taki format premiuje w pewnym stopniu losowość, a to rzecz w sporcie raczej niepożądana.

Nie sposób wszystkim dogodzić. Ci, którzy wolą jednodniowe finały, wolą je zapewne nadal. Niektórzy jednak doceniają fakt, iż na tytuł mistrza Polski trzeba zapracować trzema równymi, dobrymi występami. Inna sprawa jest taka, czy Bartosz Zmarzlik w takim formacie zawodów może w najbliższych latach w ogóle ten tytuł stracić. Nie możemy jednak konstruować turniejów tak, aby na siłę przeszkadzać najlepszym. 

305480736 10225521709603933 99303992843161559 n
fot. Paweł Wilczyński

Symbol IMP-u zniknął

Przeciwników cyklu Canal+Online IMP najbardziej boli fakt, iż zwycięzca nie dostał tradycyjnej czapki Kadyrowa z nazwiskami wszystkich poprzednich mistrzów Polski na żużlu. Tradycja ta sięga 1963 roku. Dodatkowo od 2004 roku zdobywca złotego medalu otrzymywał rogatywkę ufundowaną przez Polski Klub Kawaleryjski im. 21. Pułku Ułanów Nadwiślańskich. W Rzeszowie stojący na najwyższym stopniu podium Bartosz Zmarzlik nie otrzymał ani jednej z tych rzeczy. 27-latek był bardzo zaskoczony, gdyż nikt wcześniej nie poinformował o tym zawodników. Według nieoficjalnych informacji oba symboliczne nakrycia głowy nie będą wręczane w przyszłości. Odejście od tak głęboko zakorzenionych tradycji to z pewnością największa rysa na projekcie nowych indywidualnych mistrzostw Polski na żużlu. 

fot. Paweł WIlczyński

Zostaw komentarz

×