Największy absurd Speedway of Nations

W 2018 roku Drużynowy Puchar Świata został zastąpiony przez Speedway of Nations, a czwórmecze zostały zmienione na rywalizację parową. Nowy system ma wiele wad, zaczynając od małej ilości zawodników w składach, przez krótszy (na szczęście nieznacznie) czas trwania cyklu, po dziwny system punktacji. W formule SoN jest jednak jeszcze jeden absurd, który w tym roku wyjątkowo dał o sobie znać.

Mowa tu oczywiście o rozstrzyganiu dwudniowej rywalizacji w jednym biegu finałowym. W wielu zawodach nie jest to duży problem, ale w SoN ten jeden bieg decyduje o tym, do kogo trafi tytuł Drużynowego Mistrza Świata, czyli (w teorii) jedno z najbardziej prestiżowych trofeów w sporcie żużlowym. Do tej pory nie było to aż tak zauważalne. W 2020 turniej został przerwany w trakcie trwania, a bieg finałowy w ogóle się nie odbył, w 2019 i 2018 różnica w czołówce była niewielka i nikt nie czuł się jakoś bardzo pokrzywdzony takim sposobem rozstrzygnięcia turnieju.


Tym razem sytuacja była zupełnie inna, bo nikt do tej pory w tym systemie nie wypracował przez 2 dni takiej przewagi, jaką stworzyli Polacy, którzy po rundzie zasadniczej byli 6 punktów przed Duńczykami i 10 przed Brytyjczykami, a mimo tego nie zdobyli mistrzostwa. Co więcej, taki format w połączeniu z nową punktacją w tych rozgrywkach (4 pkt. za zwycięstwo, 3 za drugie miejsce, 2 za trzecie, 0 za czwarte) sprawił, że mimo indywidualnego zwycięstwa Bartosza Zmarzlika Polacy przegrali, a Brytyjczycy po prostu dojechali do mety bez defektu, bądź upadku, czyli tak naprawdę w samym biegu finałowym zrobili coś, co byłaby w stanie zrobić przeciętna para juniorów.

Oczywiście nie chce dyskredytować mistrzów. Do tego biegu finałowego jednak trzeba się dostać, a Brytyjczycy w Manchesterze zaprezentowali się z bardzo dobrej strony. Mimo wszystko po dwudniowej rywalizacji dla większości oczywiste było, że najlepiej zaprezentowali się Biało-Czerwoni. Nie chodzi też o to, że jesteśmy pokrzywdzeni, lecz o sposób rozstrzygnięcia, który według mnie nie jest sprawiedliwy, o czym w 2018 przekonali się żużlowcy z Wysp, którzy stracili złoto na rzecz Rosjan w rozstrzygającym starcie. Turniej tej rangi powinien wyłonić najlepszą narodową parę na świecie, a w tym roku osobiście miałem spore wątpliwości, czy na pewno wygrali najlepsi. Takie rozwiązania sprawiają, że wiele osób przestaje podchodzić do tych zawodów na poważnie, co niestety zmniejsza rangę trofeum.

Podobny system funkcjonuje również w Indywidualnych Mistrzostwach Polski, gdzie tak jak w SoN o tytule decyduje jeden bieg. Szczerze? Tu również wolałbym rywalizację złożoną z kilku turniejów finałowych i przede wszystkim bez rozstrzygania tak ważnego trofeum w 60 sekund, by mistrzem mógł zostać najlepszy polski żużlowiec, a nie najlepszy żużlowiec wieczoru, ale w przypadku IMP można przymknąć na to oko. Chodzi tu o skale wydarzenia, Speedway of Nations ma emocjonować kibiców na całym świecie, natomiast IMP tylko w Polsce, a frekwencja na stadionach podczas ostatnich finałów najlepiej świadczy o popularności tych zawodów. Przy mistrzostwach krajowych nie ma też takiej presji, a nieoczekiwane zwycięstwo jakiegoś zawodnika jest raczej traktowane jako ciekawostka, a nie coś, co nie powinno się wydarzyć.

W internecie pojawiło się wiele argumentów, że przecież o zwycięstwie w rundzie GP również decyduje jeden bieg. To fakt, ale mowa tu o pojedynczej rundzie, których przecież w tym roku było 11, w efekcie szansę, że ktoś wygra przypadkowo, są minimalne. Format SoN można porównać do cyklu Speedway Grand Prix, w którym na końcu po wszystkich zawodach pod taśmą stają Łaguta, Zmarzlik, Sajfutdinow, oraz Janowski i jadą o mistrzostwo świata niezależnie od różnicy punków, lub do PGE Ekstraligi, w której po 14 kolejkach i półfinałach zadecydował jeden bieg pomiędzy Spartą a Motorem i zwycięzca zgarniałby wszystko. Wiem, że przykłady są nieco przerysowane, ale chodzi tu o ogólny wzór, w którym niezależnie od wszystkiego trzeba rozstrzygać ważne trofea w ostatnich czterech kółkach, w efekcie wcale nie jest powiedziane, że wygra najlepszy, a o przynależności tytułu może decydować zwykłe szczęście. Uważam jednak, że po obejrzeniu turnieju o takiej randze, fan powinien mieć odczucie, że zwycięzca faktycznie zasłużył na laury.

Przez długi czas wierzyłem, że nowy promotor dokona pewnych zmian w SoN i przynajmniej pozbędzie się tego biegu finałowego. Niestety tak się nie stało, a do tego turniej został skrócony o jeden dzień na rzecz rywalizacji młodzieżowej. Można pochwalić usunięcie zapisu o obowiązkowym juniorze w składzie i zlokalizowanie wszystkich zawodów w jednym mieście, ale to są zmiany kosmetyczne, a to co jest największym absurdem niestety wciąż będzie elementem Speedway of Nations.

fot. Paweł Wilczyński

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *