Przejdź do treści
Aktualności/PGE EKSTRALIGA

Żużel. Mikkel Michelsen: „Nie podoba mi się to, że zawodziłem zespół”

Mikkel Michelsen
Fot. Taylor Lanning

Autor: Dawid Ociepa

Żużel. Mikkel Michelsen: „Nie podoba mi się to, że zawodziłem zespół”

Mikkel Michelsen w piątkowym meczu 7. kolejki PGE Ekstraligi zaliczył swój najlepszy występ w tym sezonie. Był liderem Krono-Plast Włókniarza Częstochowa w wygranym spotkaniu z ZOOleszcz GKM-em Grudziądz. Zdobył 12 punktów i do swojego trzeciego startu był niepokonany.

Częstochowscy kibice w końcu mogli odetchnąć z ulgą. Od początku sezonu Duńczyk rozczarowywał kibiców, a apogeum przyszło we wtorkowym rozstrzygnięciu z KS Apatorem Toruń, gdzie był najsłabszym ogniwem swojej formacji. Można więc powiedzieć, że zawodnik w rywalizacji z Grudziądzem wyraźnie odżył.

Nie wiem, co powiedzieć. Myślę, że to po prostu żużel w najlepszym wydaniu. Wtorek był moim najsłabszym występem od wielu, wielu lat i czułem się po nim trochę głupio. Tak jak powiedziałem, we wtorek cieszę się, że mój zespół zrobił robotę i nie przegraliśmy przeze mnie. Powiedzmy, że wtorkowa noc była dla mnie bezsenna. Powtarzałem sobie ten mecz w głowie wiele razy i nie rozumiałem tego, co się wydarzyło. Wygląda na to, że nadal będzie mi się śnił po nocach. Łatwiej jest mi znaleźć prędkość i inne rzeczy na ich torach.

Mimo że przejechałem tu milion okrążeń i odbyłem wiele treningów, nie mogę sprawić, by wszystko działało tak, jak chcę, ale dzisiaj wróciliśmy do bazy sprzed kilku lat, kiedy ścigałem się w Częstochowie i wydaje się, że wszystko działa znacznie lepiej. Brakowało trochę prędkości pod koniec meczu, gdy tor stał się nieco bardziej śliski, ale możemy to poprawić. To był dla mnie najlepszy mecz w tym roku. Tak, wiesz, musimy wziąć pozytywy. Wciąż jest kilka rzeczy, które możemy zrobić lepiej, ale zdecydowanie to krok we właściwym kierunku. I oczywiście kolejne zwycięstwo dla drużyny. To jest najważniejsze.

Często słyszymy, że tam, gdzie kończy się logika, zaczyna się żużel. To prawidło również odbiło się na Michelsenie. Trudno było się spodziewać, że kilka dni po fatalnym meczu Duńczyk zostanie najlepszym żużlowcem Włókniarza. Rzeczywistość jednak okazała się korzystna dla byłego kapitana Motoru Lublin.

Nie rozumiem już żużla. Żużel to zabawna rzecz, nawet po tylu latach ścigania się, masz doświadczenie i czasami to doświadczenie, i wiedza, którą masz, po prostu nie działają. Musisz czasem próbować wymyślić coś innego. Miałem wczoraj zabawną rozmowę z jednym z moich kolegów, gdzie zapytał mnie, czy czasami po prostu nie chcę sprzedać wszystkiego i robić coś innego.

A ja odpowiedziałem, że w zeszłym roku myślałem o tym, że może nadszedł czas, abym odwiesił kevlar na kołek i zajął się czymś innym. Ale nie ma sukcesów bez upadków i może to banał, ale co cię nie zabije, to cię wzmocni. Musisz uczyć się na błędach i iść dalej. Po prostu ciężko pracować i wierzyć, że wszystko się zmieni. Ale siedziałbym w domu i bardzo bym się nudził, gdybym się nie ścigał.

Duńczyk przewietrzył też swój boks. Zmienił motocykle, na których prezentował znacznie wyższą prędkość. Jeżeli to one były problemem lidera biało-zielonych, kibice mogą od niego oczekiwać dobrej jazdy również w przyszłych meczach.

Nie wiem, czy czuję się silniejszy, ale tak jak powiedziałem, zdecydowanie czuję, że trochę lepiej rozumiem tor. Pierwsze kilka meczów było w porządku. Nie zdobywałem punktów takich, jakbym chciał, ale zdecydowanie było kilka dobrych wyścigów, kilka dobrych startów i prędkości. Byłem blisko, trafiłem we właściwe ustawienia. A potem miałem mecz taki, jak ten we wtorek, który był jak zimny kubeł wody na głowę. Pomyślałem, że może czegoś nie rozumiem i może nie zmierzam we właściwym kierunku. Jechałem dzisiaj na zupełnie innym sprzęcie.

Słabsze występy wyraźnie bolały Mikkela Michelsena. Wynika to ze specyfiki sportu żużlowego. Żużlowcy otrzymują pieniądze głównie za zdobyte punkty i jeśli ich nie ma, robi się poważny problem. Nie mówiąc już o negatywnych komentarzach, wylewających się z mediów bądź z ust kibiców. Z tego powodu Michelsen cieszy się, że prawdopodobnie słabsze czasy ma już za sobą.

Nie podoba mi się to, że zawodziłem zespół, klub i fanów. Czasami ludzie nie rozumieją, ile czasu, energii, pieniędzy i innych rzeczy wkładam w to, aby wyjechać na tor i dać z siebie wszystko. Kiedy nie zdobywamy punktów, nie zarabiamy, więc czasami ludzie muszą zrozumieć, że nie jadę tam celowo, żeby ścigać się jak g***o. Nie chcę powiedzieć, że byłem bardziej zmotywowany niż zwykle, ale naprawdę ważne było dla mnie, aby pokazać dobrą formę po ostatnim wtorku i oczywiście pomóc drużynie wygrać mecz. Chcemy być w playoffach. Musimy więc zacząć wygrywać mecze. Mieliśmy dziś kolejny dobry mecz. Cała drużyna dobrze jechała i wszyscy zdobyliśmy punkty. Musimy to utrzymać do końca sezonu. Ale jak na razie jest dobrze.

Nie samą ligą jednak człowiek żyje. Michelsen za chwilę wystartuje w Grand Prix Czech na czeskiej Markecie. Żużlowiec Lwów będzie walczył, aby podtrzymać dobrą passę po wygranej w Grand Prix Niemiec.

Muszę być szczery. Nie jest to jeden z moich ulubionych torów. Chociaż mamy już pewne doświadczenie. Byliśmy tam kilka razy. Również pod względem sprzętu jesteśmy w zupełnie innym miejscu niż w zeszłym roku, kiedy byliśmy w Pradze. Czuję, że lepiej rozumiemy ten tor. Nie wiemy też, co wydarzy się jutro. Plandeka jest już na torze i nie wiemy, jaka będzie pogoda. Nie wiemy, czy wystartujemy punktualnie, czy o 9 wieczorem, ale nie mogę się doczekać Pragi. Chcę kontynuować dobrą formę z Landshut i utrzymać swoją pozycję w klasyfikacji i mam nadzieję na kolejny finał.

GN46zh8WcAAr57V
Fot. Taylor Lanning
Mikkel michelsen 2024
Fot. Paweł Wilczyński

MAGAZYN ŻUŻLOWY Best Speedway TV

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

×