Przejdź do treści
Aktualności/PGE EKSTRALIGA

Mateusz Cierniak: „Jeśli chodzi o rozgrywki indywidualne, swoją juniorską przygodę zakończyłem tak jak chciałem”

Mateusz Cierniak
Fot. Kazimierz Kożuch

Autor: Norbert Giżyński

Mateusz Cierniak: „Jeśli chodzi o rozgrywki indywidualne, swoją juniorską przygodę zakończyłem tak jak chciałem”

Dla niego sezon 2023 jeszcze się nie zakończył, lecz już może pochwalić kolejnymi ogromnymi osiągnięciami w swojej karierze. Mowa o oczywiście o Mateuszu Cierniaku. Lider formacji młodzieżowej Platinum Motoru Lublin 11 sierpnia, na torze w Rydze, wraz z reprezentacją Polski, zwyciężył w rozgrywkach Speedway of Nations 2 (Drużynowych Mistrzostw Świata U21 – przyp. red.). Krok milowy wykonał w piątek (15 września). Wówczas obronił tytuł indywidualnego światowego czempiona wśród juniorów sprzed roku. Jest tym samym – w historii sportu żużlowego – pierwszym Polakiem, któremu udało się tego dokonać.

Kolejne złoto do swojej kolekcji dorzucił w środę (20 września). W tym dniu w Częstochowie miał miejsce finał Młodzieżowych Mistrzostw Polski Par Klubowych, w którym tryumfowała właśnie ekipa „Koziołków„. Bezpośrednio po tym turnieju poprosiliśmy niespełna 21-latka o krótką rozmowę.

Mateusz, środowe zawody, choć dla Motoru zwycięskie, wbrew pozorom były jednocześnie poniekąd dla Was ciężkie. Niemal cały czas musieliście się ścigać, napędzać, żeby złoto MMPPK sprzed roku obronić. W końcu udało się…

– Początek zawodów, a konkretnie dwie pierwsze serie, był taki – można powiedzieć – „niepełny”. Szukaliśmy odpowiednich przełożeń etc. Końcówka natomiast już w zupełności należała do nas i z wielką przyjemnością, w czasie koronacji, zawieszałem na swoją szyję, zdobyty po raz trzeci z rzędu, złoty medal Młodzieżowych Mistrzostw Polski Par Klubowych.

To jest Twój trzeci złoty krążek w tym roku. Jak się czujesz w związku z tym?

– Przyjemnie. Wprawdzie rekordu z zeszłego roku już raczej nie pobije, ale, tak czy inaczej, obecny sezon mogę zaliczyć do bardzo udanych. W tym momencie trwa w zasadzie końcówka sezonu. Za dużo więc zawodów nie pozostało. W każdym razie ten tegoroczny okres był i jest dla mnie przyjemny.

Chciałbym teraz wrócić nieco do czasu przeszłego, a konkretnie do minionego piątku (15 września). Wówczas obroniłeś tytuł Indywidualnego Mistrza Świata Juniorów sprzed roku. Jesteś pierwszym w historii żużla Polakiem, któremu udało się to osiągnąć. Musiała być więc niesamowita feta…

– Właściwie jakiejś dużej fety nie było ze względu na to, że dwa dni później w Lublinie miał miejsce pierwszy mecz finałowy PGE Ekstraligi. Natomiast wracając do zawodów w Vojens, były one dla mnie najprawdopodobniej najważniejsze, zwłaszcza jeśli chodzi o zmagania indywidualne w tym sezonie. To był mój cel, który gdzieś w podświadomości sobie zakładałem przed sezonem. Bardzo tego pragnąłem. Robiłem wszystko, aby to osiągnąć. Na szczęście wszystko powiodło się tak, że było mi dane odebrać obroniony złoty medal SGP 2. W ten sposób zakończyłem swoją przygodę w przypadku juniorskiej części mojej kariery.

Na gorąco po imprezie w Vojens powiedziałeś, że cieszyłeś się bardzo z tego osiągnięcia, ale głęboko w środku. Tego tytułu bowiem nie będziesz mógł obronić w przyszłym roku i było Ci smutno poniekąd z tego powodu. Czy dalej podtrzymujesz tę tezę? Nie żałujesz, że tak szybko Twój etap juniorski się kończy?

– W zupełności nie. To, co miałem zdobyć, zdobyłem. Zakończyłem swoją przygodę z „juniorką” – w przypadku rozgrywek indywidualnych – tak jak chciałem. Teraz kolej na kogoś innego.

A powiedz proszę, jak brzmiało to dla Ciebie: „Mateusz Cierniak pierwszym polskim żużlowcem, któremu udało się obronić tytuł Indywidualnego Mistrza Świata Juniorów”?

– Przyjąłem to z dużą pokorą, ale jednocześnie wielką radością. Że w taki sposób zapisałem się na kartach historii polskiego żużla. Tak jak mówiłem, pracowałem na to bardzo długo, żeby to osiągnąć. Oczywiście życzę kolejnym pokoleniom polskich juniorów, aby powtórzyli mój sukces. Jednakże w skrycie mam nadzieję, że przez dłuższy czas będę utrzymywał miano pierwszego Polaka, który obronił złoto IMŚJ.

Przejdźmy może teraz do kwestii, dotyczącej finału PGE Ekstraligi, a właściwie jego rewanżu. Jako Platinum Motor Lublin macie dwunastopunktową zaliczkę z pierwszego meczu u siebie. Będziecie bronić jej na trudnym terenie we Wrocławiu. Czy nie macie z racji tego faktu, jakichś presji bądź obaw?

– Myślę, że ta zaliczka jest na tyle spora, że z tyłu głowy mamy większy spokój. Mimo to musimy podejść do tego meczu tak jak np. do rewanżu półfinałowego z Tauron Włókniarzem Częstochowa. W tej rywalizacji po pierwszym spotkaniu również mieliśmy dużą przewagę. Do rewanżu natomiast podeszliśmy jakby tak, że nie było wcześniej tego pierwszego meczu. Po prostu pojechaliśmy tak, żeby go wygrać. I podobne nastawienie musimy mieć we Wrocławiu, by ostatecznie przypieczętować tytuł Drużynowego Mistrza Polski, a zarazem obronić zeszłoroczny.

Czy ten spokój, o którym wspomniałeś, nie przemawia przez Was w związku z tym, że wrocławianie prawdopodobnie pojadą w osłabieniu także w rewanżu?

– Ciężko powiedzieć, tym bardziej że nie wiadomo, jakim składem nasi przeciwnicy się zaprezentują. Ale u nas pokazali swój charakter. Mając w zasadzie wtedy jedynie dwóch liderów, dobrze punktujących zawodników, w swoich szeregach pojechali i tak naprawdę bardzo dobre zawody. Teraz przeciwko nam będą jechać na swoim torze, więc zobaczymy, jak to się potoczy. Ale mam nadzieję, że pójdzie wszystko po naszej myśli.

Dziękuję Ci bardzo za rozmowę.

Dziękuję. 

MAGAZYN ŻUŻLOWY Best Speedway TV

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *