Żużel - Best Speedway Tv

Marcin Murawski: „Czuję się oszukany jako człowiek” | Żużel
Skip to content Skip to sidebar Skip to footer
Prezes GKM

Marcin Murawski: „Czuję się oszukany jako człowiek”

Marcin Murawski: “Czuję się oszukany jako człowiek”

Nie jest łatwo być prezesem Zooleszcz GKMu Grudziądz. Zespół z województwa kujawsko-pomorskiego od momentu, w którym awansował do najwyższej klasy rozgrywkowej, ani razu nie awansował do fazy play-off i balansuje na granicy walki o utrzymanie, awansem do fazy finałowej ligi. Na domiar złego, w sezonie 2022 drużynę nękała plaga kontuzji, a gołębie do wiatru wystawił Krzysztof Kasprzak. Porozmawiałem z prezesem klubu z Grudziądza o trudach prowadzenia ekstraligowego klubu. Okazuje się jednak, że w tej beczce dziegciu znajduje też się łyżka miodu.

Jakiś czas temu gruchnęła informacja o odejściu z Zooleszcz GKMu Grudziądz Krzysztofa Kasprzaka, mimo tego, że jego konkurent do głównego składu odszedł. Jak trudno było znaleźć jego zastępcę? -Dobrze wiemy, jaki jest rynek zawodniczy. Tym bardziej zawodników polskich, więc tutaj wielkiego pola manewru nie mamy. To zadanie było bardzo trudne, tym bardziej że zostaliśmy postawieni w takiej sytuacji w tak późnym okresie, gdyż wcześniej mieliśmy różne pola manewru i mogliśmy pozycję Krzysztofa Kasprzaka również zmienić.

Czyli jest pan głównie zły o to, że KK tak późno, mimo danego słowa, ogłosił zmianę drużyny. -Na pewno. Jestem zły o to. Czuję się oszukany jako człowiek, bo mocno zaufałem Krzysztofowi. Nie jednokrotnie mu pomagaliśmy w różnych sytuacjach, ale skończyło się, jak skończyło. Dla mnie ten temat jest skończony i próbujemy się odnaleźć w nowej rzeczywistości.

Kolejna gwiazda na liście Wilków?! Kłopoty Stali Gorzów?!

Czy uważa Pan, że nowy zawodnik, chociażby nawiąże do jego wyników? -Zawodnik, którego będziemy chcieli tutaj sprowadzić czy sprowadziliśmy, na pewno jest w stanie występować na tym poziomie co Krzysztof Kasprzak. Gdy przeanalizujemy jego występy w tym roku, okaże się, że zdobył wiele dwójek. Często zdobywał punkty na juniorach, jeździł też z najłatwiejszego numeru, więc staraliśmy się ułatwić mu zadanie. Zrobimy wszystko, aby pomóc nowemu zawodnikowi na tyle, aby startował na tym poziomie, jak przynajmniej Krzysztof Kasprzak.

Czy mimo beznadziejnej sytuacji, widzi Pan plusy zaistniałej sytuacji? -Im więcej czasu mija od tego dnia, w którym dostałem taką informację, tym bardziej uważamy, że widocznie tak miało się stać i uważamy, że to może nam jeszcze wyjść na dobre. Najlepsze jest to, że informacja napłynęła do nas od jednego z prezesów czy mediów, bo sam Krzysztof nie miał odwagi, żeby nas poinformować.

Dobrze, a jak ostatecznie pan ocenia okres transferowy 2022 z pańskiej perspektywy? -Ten okres jest bardzo trudny. Wszyscy walczą z roku na rok coraz bardziej o zawodników klasowych, których jest bardzo mało. Wszyscy skupiają się na tych samych nazwiskach, więc ciężko nam tutaj walczyć z większymi klubami, bardziej zamożnymi, z większych miast. Nie jest to na pewno łatwe zadanie i staramy się robić wszystko, co możemy w tym kierunku, aby było lepiej.

Przejdźmy do przyjemniejszych tematów dla kibiców gołębi. Niedawno licencję żużlową w klasie 500cc zdali jedni z najzdolniejszych zawodników klasy 250cc – Kevin Małkiewicz i Jan Przanowski. Jakie są Pańskie plany wobec tych zawodników? -Jeśli chodzi, o młodzież w naszym klubie, to zaczyna to tutaj wyglądać coraz lepiej. Praca Roberta Kościechy po latach zaczyna owocować. Mamy dwóch takich zawodników, którzy w przyszłym roku zadebiutują w dorosłym żużlu.

-Co prawda nie będą mogli startować w lidze w przyszłym roku od początku, bo szesnaste urodziny będą mieli odpowiednio w sierpniu i wrześniu. Jeśli wszystko będzie prowadzone tak, jak jest, jeżeli nadal będą się tak rozwijali, to będzie szansa, że któryś z nich będzie cieszył grudziądzkich kibiców. Tak samo, jak Wiktor Rafalski czy Kacper Łobodziński i wielu ich w kolejce. Przyszłość wychowanków grudziądzkiego klubu w końcu może zapowiadać się dobrze.

MAGAZYN ŻUŻLOWY – kliknij TUTAJ

Skoro wspomniał pan o Wiktorze Rafalskim, przejdźmy do tematu jednego z najbardziej uzdolnionych juniorów Zooleszcz GKMu. Poprzedni sezon praktycznie stracił, bo jego miejsce w składzie konsekwentnie zajmował lepiej dysponowany Kacper Łobodziński. Jaki jest na niego pomysł w przyszłym sezonie? -Żużel jest nieprzewidywalny. Przed sezonem myśleliśmy, że to Wiktor Rafalski będzie drugim juniorem na torach PGE Ekstraligi. Tor zweryfikował, że Kacper Łobodziński zrobił największy postęp w tym sezonie i tak naprawdę on zajmował pozycję juniora ekstraligowego. Co pokaże przyszły sezon, nie wiemy. Wiktor Rafalski dzisiaj był u nas na rozmowach, omawialiśmy szczegóły tego sezonu i planowaliśmy następny. Wiemy, że Wiktor zostanie tutaj w Grudziądzu i będzie walczył o podstawowy skład.

Wiele wskazuje na to, że klub definitywnie opuści Miłosz Wysocki. Na wypożyczeniu radził sobie dosyć dobrze. Dlaczego junior prawdopodobnie zdecydował się na zmianę barw? -Miłosz Wysocki opuścił klub, ponieważ mamy sporo juniorów w kadrze. Obecnie prawie dziesięciu. Chcemy gwarantować im więcej jazdy, bo tylko to gwarantuje im rozwój, więc szukamy im jak najlepszego pomysłu na rozwój. Poszukujemy pomysłów na każdego z juniorów tak, aby każdemu to służyło. Jeśli chodzi o Miłosza Wysockiego, to na razie mamy taką dżentelmeńską umowę, że na razie będzie startował w Gdańsku, ale na konkrety przyjdzie czas w listopadzie.

Niestety, musimy wrócić do rozmowy na tematy, które irytują sympatyków Grudziądzan. Szachistka Alina Kaszlinka ostatnio otrzymała polskie obywatelstwo i reprezentuje Polskie na arenie międzynarodowej. Nawiązuję do tego, ponieważ nadal nie znamy przyszłości Wadima Tarasienki. Mimo tego, że mieszka w Polsce, żony Polki, dziecka urodzonego na terenie naszego kraju i potępienia wojny nadal nie otrzymał polskiego obywatelstwa. Jeżeli Rosjanin nie będzie mógł legitymować się polską licencją, nadal będzie pomagał Pańskiej drużynie?

-Jesteśmy cały czas w kontakcie z Wadimem i jego teamem. Jutro też mamy spotkanie. Chcemy, aby cały czas był przy klubie, nawet jeśli nie będzie mógł startować. Chciałbym, żeby pomagał juniorom, albo konkretnemu młodzieżowcowi. Co z tego wyjdzie, zobaczymy. Faktycznie, według mnie Wadim może być najbardziej poszkodowanym zawodnikiem. Mieszka w Polsce, ma tu żonę, dziecko urodzone w naszym kraju. Firmę ma założoną na terenie naszego państwa.

-Chciał wcześniej starać się o obywatelstwo polskie, ale na spokojnie. Nikt nie przewidział wojny, kiedy on już spełniał wszystkie wymogi formalne. Na pewno ta sprawa przeszła wiele etapów i jest na samym finiszu, ale w obecnej sytuacji ciężko go minąć. Pomaga w tej sprawie wiele osób, w tym pan Zbigniew Leszczyński z firmy Zooleszcz, za co bardzo mu dziękujemy. Robimy wszystko, co możemy jako klub, jak i osoby związane z klubem. Sprawa przeszła już wiele etapów, jest na samej górze, ale w obecnych czasach, wiadomo, że ciężko podjąć taką decyzję, aby przyznać obywatelstwo polskie Rosjaninowi.

Obecna sytuacja dla samorządów jest trudna. Pędząca inflacja powoduje, że miasta zaciskają pasa i szukają oszczędności. Wiemy, że prezydent Grudziądza wspominał o tym, że szukają inwestora dla GKMu. Jak idą poszukiwania? -Znaczy, to nie jest żadna nowość. Wiadomo, że prezydent cały czas szuka jakichś rozwiązań, aby znaleźć jakiegoś inwestora. Miasta w klubach PGE Ekstraligi pomagają we wszystkich ośrodkach raczej na podobnym, wysokim poziomie.

-Czy to oficjalnie, jak to jest u nas przez dokapitalizowanie, ponieważ jesteśmy spółką miejską, czy to w inny sposób, nie zawsze przedstawiony w mediach. Mogę zagwarantować, że każdy klub tutaj otrzymuje solidne wsparcie z miasta. Jeśli nie znajdzie się indywidualny inwestor, który wyłoży ogromne pieniądze, to kluby nie są w stanie utrzymać się bez wsparcia miasta, bo to są koszty ogromne w utrzymaniu.

Drugi raz Pański klub zgłosił projekt budowy trybuny dla niepełnosprawnych do głosowania budżetu obywatelskiego. Klub bardzo starał się wypromować akcję, jednak niestety znowu nie udało się wygrać. Czego Pańskim zdaniem zabrakło do sukcesu?

-Przyznam szczerze, że byłem bardzo rozczarowany wynikami głosowania, gdyż tak, jak Pan wspomniał, w tym roku skupiliśmy się bardzo mocno na promocji, szukaliśmy przy każdej okazji wsparcia mieszkańców Grudziądza i byłem niemal pewien, że w tym roku osiągniemy sukces. Ciężko powiedzieć, dlaczego się nie udało. Być może zabrakło większego wsparcia kibiców, ponieważ zabrakło około 100 głosów. Wiadomo, że Grudziądz żużlem stoi i uzyskanie takiej ilości głosów nie powinno być problemem. Po raz kolejny pozostał niedosyt, gdyż cała otoczka marketingowa, staranie się do dotarcia do naszych mieszkańców była na wysokim poziomie.

Ostatnio w mieście pojawiła się legenda Gołębi, Billy Hamill. Kibice zdają się być rozczarowani tym, że klub nie promował jego przybycia. Sporo ludzi, zwłaszcza starszych na pewno byłaby zainteresowana jego zobaczeniem. Dlaczego klub nie rozreklamował jego wizyty? -Z prostych powodów. Gdyż pomysł sprowadzenia Billy’ego był pomysłem firmy Maszewski Dental Clinic, która wspiera i inwestuje w szkolenie naszej młodzieży. Zamysłem było to, żeby Hamill przeprowadził trening. Po kontakcie, z byłym zawodniku GKMu, naszą legendą, okazało się, że Billy ma bardzo ograniczony czas (2-3 godziny), gdzie sam trening trwa zazwyczaj dwie godziny, więc nie mieliśmy możliwości technicznej, by zorganizować jakieś spotkanie, czy “opakować” to marketingowo. Gdyby czasu było więcej, na pewno byśmy coś dla kibiców zorganizowali.

Na sam koniec, od dwóch lat szumnie zapowiada Pan szturm na Play-offy, ale do tej pory z rundy finałowej nici. Czy zapał utrzymuje się na podobnym poziomie jak wtedy? -Po prostu stawiamy sobie cel, który chcielibyśmy osiągać. Trzeba celować wyżej, aby spełnić wymarzony cel. Jeśli chodzi o przyszły rok, to myślę, że dolna część tabeli na ten moment, jeśli sprawdzą się wszystkie przewidywania ekspertów i doniesienia mediów może być jeszcze bardziej wyrównana pierwsza czwórka.

-Zapowiada to jeszcze większą walkę o utrzymanie, czy to w drugą stronę, czy to o wejście do play-offów. Ciężko wydarzyć, co się wydarzy. Wszystko weryfikuje tor. W tym roku mieliśmy też bardzo dużo pecha, bo kontuzje mieli dosłownie wszyscy zawodnicy, a szczególnie zdecydowanego lidera walki o ligowe punkty (Nickiego Pedersena – dop. red.). Tak naprawdę, patrząc na tabelę, to zabrakło niewiele.

Czyli zapał utrzymuje się na podobnym poziomie? -Chcielibyśmy, to nie jest tak, że to tylko my o tym mówimy. Sam jestem kibicem od wielu lat i też by mi się marzył taki sukces w postaci wejścia do topowej szóstki. Naprawdę nam na tym bardzo zależy. Żaden z zawodników, który staje pod taśmą, nie myśli o niczym innym niż dojechaniu na początku stawki. Determinacja jest ogromna, ale nie zawsze wychodzi tak, jakbyśmy chcieli.

fot. GKM Grudziądz

Zostaw komentarz

×