Ciekawy debiut Lublina w Grand Prix. Podwójny triumf, ale mieszane nastroje Polaków.

Pierwsze w historii zawodu żużlowych Indywidualnych Mistrzostw Świata na torze w Lublinie za nami i były to zawody udane. Po pierwsze, organizatorom udało się pokonać przeciwności pogodowe – obfite opady deszczu przez prawie cały piątek. Przywieziona z Wrocławia plandeka umożliwiła przygotowanie toru, można powiedzieć, bardziej suchego niż podczas zeszłotygodniowych upałów we Wrocławiu. Po drugie, okazało się, że na torze w Lublinie można wyprzedzać, w czym szczególnie celował późniejszy zwycięzca zawodów, Bartosz Zmarzlik.

Po trzecie, doskonale spisał się posiadacz dzikiej karty, Dominik Kubera, który dał wiele emocji kibicom zarówno na stadionie, jak i przed ekranami telewizorów i ostatecznie zajął doskonałe drugie miejsce. Jednak pomimo euforii spowodowanej podwójnym triumfem biało-czerwonych nastroje wśród wielu kibiców są minorowe – fatalny występ zaliczył Maciej Janowski, który po występach w Pradze zalicza coraz gorsze wyniki. Gdzieś po środku jest Krzysztof Kasprzak, który co prawda zdobył zaledwie cztery punkty, ale sposób jego jazdy szczególnie w drugiej części zawodów pozwolił jego fanom na pewną dozę optymizmu.

Zaczęło się wszystko od zwycięstwa Taia Woffindena w pierwszym biegu. Janowski w silnej stawce zajął 3. miejsce pomiędzy Lindgrenem i Sajfutdinowem i wydawało się, że nie musi być bardzo źle, bo wystartował nieźle, jednak trochę zabrakło szybkości. Bieg 2 to tak naprawdę pierwsze emocje, bo Zmarzlik sporo się napracował, żeby wyprzedzić Vaculika. Bieg 3 to emocje innego rodzaju – przed startem zdefektowała maszyna Lamberta, a jego mechanicy nie mieli pod ręką gotowego zastępstwa i musiał go zastąpić młody zawodnik Motoru, Wiktor Lampart.

Dla miejscowych kibiców radość była podwójna, bo mogli też oglądać sukces w świetnym stylu Dominika Kubery, który uporał się z nie byle kim, bo Leonem Madsenem. Bieg 4 to popis Artioma Łaguty na czele, a także dobry występ Mateja Zagara, który z końca stawki przebił się na drugie miejsce.

Po biegu 5 było już chyba wiadomo, że Janowski będzie miał ogromne problemy tego dnia – dla niego wylosowanie pierwszego numeru startowego i jazda tuż po równaniu toru okazały się być prawdziwą męką. Tu wywalczył jeden punkt, ale bardzo długo walczył z Lambertem i musiał wykorzystać fakt, że Anglika zablokował Zagar na ostatnim łuku, bo Magic słabo wystartował i nie miał szybkości. Triumf Fricke’a bez historii. Bieg 6 to miała być walka Zmarzlika i Łaguty i była – ale tylko do początkowej fazy drugiego kółka, kiedy to Polak minął Rosjanina i było bo zabawie.

Pozostali, mocni przecież zawodnicy, Sajfutdinow i Madsen mogli tylko podziwiać dwójkę na czele. Następna gonitwa to pewne zwycięstwo Doyle’a, ale o wiele bardziej emocjonująco było za jego plecami – tam Kubera odparł atak Woffindena i znów dał wiele radości kibicom. Bieg 8 to zwycięstwo Lindgrena i niezły start Kasprzaka, którego jednak minął potem jeszcze Thomsen. Po dwóch startach wielkie brawa dla Zmarzlika i Kubery. Widać, że groźni są też Łaguta  i Lindgren.

42E54506 73AC 40A4 BA82 EFAE8962CD61

Kolejna seria startów to wyścig czterech Polaków i dwie sensacje. Po pierwsze, Zmarzlik nie znalazł sposobu na Kuberę, pomimo wielu prób i ataków, a po drugie, Kasprzak bez większych problemów uporał się z Janowskim. Bieg 10 to bezbłędna jazda Doyle’a, który przyjechał przed Sajfutidinowem. Bieg 11 to dość ciekawa walka na początku, bo w walkę pomiędzy Woffindenem, a Łagutą wmieszał się Vaculik, który jednak ostatecznie spadł nawet za Lamberta, a Rosjanin wykorzystał ogromną prędkość i wyprzedził byłego mistrza świata i pomknął do mety. Wreszcie w biegu 12 o zwycięstwo powalczyli Lindgren i Madsen, ale to Szwed był skuteczniejszy. Po trzech startach ciasno na czele – czterej najlepsi z ośmioma punktami.

Bieg 13 to najlepszy w tym dniu występ Janowskiego, który po niemrawym starcie wyprzedził Thomsena i Berntzona, a potem próbował zagrozić Łagucie, ale na to nie miał większych szans. Następnie Sajfutdinow zgłosić chęć uczestnictwa w półfinale pokonując Kuberę, który z kolei ładnie obronił się przed atakami Zagara. Bieg 15 to pewne zwycięstwo Madsena przed Fricke’m, a ciekawiej było w walce o jeden punkt, bo Kasprzak długo bronił się przed Woffindenem, jednak Brytyjczyk w końcu doczekał się minimalnego błędu zawodnika GKM-u.

Bieg 16 to spora niespodzianka, bo Zmarzlik musiał się napocić, żeby zdobyć chociaż jeden punkt – i wreszcie to zrobił, ale po świetnej walce z Lindgrenem. Na czele Doyle przed Lambertem. Po czterech seriach przetasowania na czele – Łaguta 11 pkt, za nim Kubera i Doyle 10 pkt, a Zmarzlik 9 pkt. tuż za nimi. Janowski musi liczyć na cud, żeby dostać się do półfinałów – nie tylko jeździ słabo, ale też układ stawki przed nim układa się nieciekawie dla zawodnika Sparty.

W biegu 17 katastrofa Magica się dopełniła – wystartował fatalnie i potrafił tylko wyprzedzić Doyle’a. Wygrał, co ciekawe, wolny wcześniej Vaculik. W następnej gonitwie Lambert na czele od początku, Sajfutdinow na końcu stawki, przebija się jednak przed Berntzona, ale Kasprzak dość pewnie broni – nareszcie! – dwóch punktów. W biegu 19 Zmarzlik zdemolował przeciwników,  a ciekawsza była walka Zagara o półfinał, jednak Woffinden nie dał mu tej przyjemności.

Ostatni bieg rundy zasadniczej to ciekawa walka, podczas której zawodnicy kilkukrotnie zmieniali się na prowadzeniu, wszystko zakończyło się triumfem Lindgrena przed Kuberą. Łaguta dopiero na trzecim miejscu i być może w tej chwili… przegrał walkę o końcowy triumf w zawodach.

Dlaczego? Bo to Zmarzlik będzie wybierać pole w półfinale i ewentualnie w finale przed Rosjaninem, co w jakiś sposób będzie decydowało też o wyborach Łaguty. W półfinalne Zmarzlik spod bandy, a Łaguta bierze pole najbardziej wewnętrzne. Zmarzlik wygrywa bez najmniejszych problemów, a drugi przyjeżdża Lindgren, który wytrzymał taki sobie napór Woffindena. W drugim półfinale Kubera zaczął doskonale, ale Łaguta minął go z dużą prędkością na początku drugiego kółka. Potem Polaka atakował Doyle i już był w ogródku, kiedy Kubera na przedostatnim łuku prawie stracił panowanie nad motocyklem, ale… jednak nie upadł i dojechał do końca na premiowanym awansem miejscu. Brawo!

W finale Zmarzlik ponownie spod bandy, a Łaguta wybiera pole 3 – pewnie dlatego, żeby jakoś zablokować atomowo startującego Polaka. Czy to dobra taktyka? Taśma w górę i atomowy start Zmarzlika, który jednak zaczepia o koło Łaguty przejeżdżając jego nominalnym torem jazdy. Przez chwilę wydaje się, że może nawet dojść do wykluczenia zawodnika Stali, ale jednak decyzja o starcie w czterech jest sprawiedliwa. Powtórka finału do teatr jednego aktora – Zmarzlik był tak daleko, że „nie łapał się w kadr” – za jego plecami Kubera doprowadza do ekstazy publiczność, bo dojeżdża drugi. A czwarte miejsce Łaguty oznacza, że broniący tytułu gorzowianin będzie samodzielnym liderem cyklu!

Wszystko wskazuje na to, że król Bartosz I utrzyma prowadzenie również po sobocie – jego sprzęt działa doskonale i mentalnie też jest nastrojony doskonale, zatem jest głównym kandydatem do zwycięstwa w drugim lubelskim turnieju. Łaguta był bardzo szybki w większości swoich piątkowych startów – ale te, w których jechał przeciw Zmarzlikowi mu zdecydowanie nie wyszły. Liczymy na to, że Kubera pojedzie znowu w swoim stylu i na swoim poziomie, nawet jeśli nie powtórzy genialnego wyniku z piątku. Wśród innych faworytów trzeba wymienić Lindgrena i Doyle’a – pozostali zawodnicy jeżdżą zbyt nierówno, żeby mogli być typowani do odgrywania głównych ról. A dwaj pozostali Polacy?

Kasprzak osiągnął najlepszy swój wynik w tegorocznym cyklu, więc w jego przypadku wypada mieć nadzieję, że utrzyma trend wzrostowy. Wprost przeciwnie Magic – wszyscy jego fani liczą, że znajdzie sposób na lubelski tor, który w tym sezonie sprawia mu tak wiele trudności. Jednak dzisiejsza pogoda zapowiada się inaczej, więc być może tor też będzie inny, co być może przyniesie zmianę w zachowaniu stanowczo zbyt wolnych ostatnio maszyn Janowskiego.

Wyniki 5. rundy Grand Prix w Lublinie:

1. Bartosz Zmarzlik (3,3,2,1,3,3,3) 18 (+ 20 pkt do GP)
2. Dominik Kubera (3,2,3,2,2,2,2) 16 (+18)
3. Fredrik Lindgren (2,3,3,0,3,2,1) 14 (+16)
4. Artiom Łaguta (3,2,3,3,1,3,0) 15 (+14)
5. Jason Doyle (1,3,3,3,0,1) 11 (+12)
6. Tai Woffinden (3,1,2,1,2,1) 10 (+11)
7. Leon Madsen (2,0,2,3,2,0) 9 (+10)
8. Emil Sajfutdinow (0,1,2,3,1,0) 7 (+9)

9. Max Fricke (1,3,1,2,0) 7 (+8)
10. Matej Žagar (2,2,1,1,1) 7 (+7)
11. Robert Lambert (w,0,1,2,3) 6 (+6)
12. Martin Vaculík (2,0,0,0,3) 5 (+5)
13. Maciej Janowski (1,1,0,2,1) 5 (+4)
14. Krzysztof Kasprzak (0,1,1,0,2) 4 (+3)
15. Anders Thomsen (1,2,0,0,0) 3 (+2)
16. Oliver Berntzon (0,0,0,1,0) 1 (+1)
17. Wiktor Lampart (0) 0
18. Mateusz Świdnicki –

Bieg po biegu:
1. Woffinden, Lindgren, Janowski, Sajfutdinow
2. Zmarzlik, Vaculík, Fricke, Berntzon
3. Kubera, Madsen, Thomsen, Lampart (Lambert w)
4. Łaguta, Žagar, Doyle, Kasprzak

5. Fricke, Žagar, Janowski, Lambert
6. Zmarzlik, Łaguta, Sajfutdinow, Madsen
7. Doyle, Kubera, Woffinden, Berntzon
8. Lindgren, Thomsen, Kasprzak, Vaculík

9. Kubera, Zmarzlik, Kasprzak, Janowski
10. Doyle, Sajfutdinow, Fricke, Thomsen
11. Łaguta, Woffinden, Lambert, Vaculík
12. Lindgren, Madsen, Žagar, Berntzon

13. Łaguta, Janowski, Berntzon, Thomsen
14. Sajfutdinow, Kubera, Žagar, Vaculík
15. Madsen, Fricke, Woffinden, Kasprzak
16. Doyle, Lambert, Zmarzlik, Lindgren

17. Vaculík, Madsen, Janowski, Doyle
18. Lambert, Kasprzak, Sajfutdinow, Berntzon
19. Zmarzlik, Woffinden, Žagar, Thomsen
20. Lindgren, Kubera, Łaguta, Fricke

21. Zmarzlik, Lindgren, Woffinden, Madsen
22. Łaguta, Kubera, Doyle, Sajfutdinow
23. Zmarzlik, Kubera, Lindgren, Łaguta

fot. własne

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *