Przejdź do treści
Aktualności/SGP / SEC / SON / SWC

Były prezes Stali Gorzów podważa zmiany powiększające ilość dzikich kart „Im mniej jest decyzji przy zielonym stoliku, tym lepiej”

prezes stali gorzów
Fot. Marta Astachow

Autor: Jan Kamiński

Były prezes Stali Gorzów podważa zmiany powiększające ilość dzikich kart „Im mniej jest decyzji przy zielonym stoliku, tym lepiej”

Decyzje dotyczące wyboru zawodników, którzy w związku z otrzymaniem dzikiej karty będą stałymi uczestnikami cyklu Grand Prix zagotowały środowisko żużlowe. Były prezes jednego z Ekstraligowych zespołów przyczepił się natomiast do systemu, który w ostatnich latach zwiększył miejsca przyznawane przez organizatorów.

Do 2020 roku, utrzymanie w prestiżowym cyklu SGP otrzymywało 8 najwyżej usytuowanych zawodników. W ostatnich latach liczba ta zmniejszyła się jednak do jedynie 6. Zwiększa to zatem pole do popisu organizatorom, którzy mogą według własnego uznania wyznaczyć 5 zawodników, którzy otrzymają nominację do stałych startów w rozgrywkach. Przeciwny takim rozwiązaniom jest Ireneusz Maciej Zmora, który w ostry sposób wypowiedział się na temat tego, co myśli o regulaminie w tej kwestii.

Jeżeli chodzi o rywalizację sportową, to nie powinni tam wkraczać „krawaciarze”. Im mniej jest decyzji przy zielonym stoliku, tym lepiej. To co było wcześniej, że prawo do startu w kolejnym cyklu Grand Prix otrzymywała ósemka zawodników, to było dobrym rozwiązaniem. Teraz to prawo otrzymuje sześciu zawodników. To powoduje, że znowu przesuwamy część decyzji w przestrzeń krawaciarzy. Jest to złe – powiedział w programie Sport Info dla Telewizji Gorzów.

Były prezes Stali sugeruje tym samym, że niektóre decyzje co do dzikich kart mogły być podejmowane bez względu na to, co dany zawodnik pokazał na torze, chodzi głównie o przypadek Kaia Huckenbecka i Andrzeja Lebiediewa, których to wybory są najbardziej wątpliwe. Skomentował także sytuację Bartosza Zmarzlika z Vojens, gdzie stwierdził, że Polski Związek Motorowy nie przyłożył się, aby chociaż trochę bardziej wspomóc swojego zawodnika i obronić go w obliczu kary, jaka wtedy na niego spadła.

 Ja już się zaczynam gotować słysząc taką wypowiedź. Jak ja słyszę, że jedynym stanowiskiem PZMotu wobec tego, co spotkało Bartka w Vojens jest pomoc w napisaniu pisma i odwołania, to mnie szlag trafia. Pospuszczali głowy i jak takie niemoty i ciemnoty poszli do kąta. Udają, że nic nie ma. Żadnego stanowiska federacji nie było w obronie Bartosza Zmarzlika – mówił.

Magazyn Żużlowy – kliknij TUTAJ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *