Przejdź do treści
Aktualności/PGE EKSTRALIGA/Wywiady

Bartosz Smektała, Fogo Unia Leszno: Priorytetem jest dla mnie PGE Ekstraliga

Bartosz Smektała
fot. Jakub Malec

Autor: Norbert Giżyński

Bartosz Smektała, Fogo Unia Leszno: Priorytetem jest dla mnie PGE Ekstraliga

Po dwóch latach Bartosz Smektała powrócił do macierzystego klubu, a więc Fogo Unii Leszno. Popularny „Smyku” liczy na to, że będzie czołową postacią swojej nowej-starej drużyny i wspomoże ją w wywalczeniu pozytywnego wyniku w rozgrywkach PGE Ekstraligi. W rozmowie z nami niespełna 25-latek ponadto wraca do czasów, gdy był reprezentantem Włókniarza Częstochowa.

Sezon żużlowy 2023 zbliża się wielkimi krokami. Jest już Pan wraz z drużyną Fogo Unii Leszno po pierwszych treningach, jak również sparingach oraz turniejach towarzyskich. W końcu nadeszła możliwość wyjazdu na tor. Proszę powiedzieć, jak mocno na tę chwilę czuje się Pan objeżdżony?

Fala odwołanych sparingów problemem ROW-u Rybnik

– Z treningu na trening idzie coraz lepiej. Na początku objechaliśmy dwa treningi w Lesznie. Później pojechaliśmy na sparing do Zielonej Góry. Nie ukrywam, że w czasie tego meczu towarzyskiego czułem się jeszcze dosyć sztywno. Teraz jesteśmy po kolejnych sparingach, zawodach. Obecnie jest znacznie lepiej.

Przedsezonowy okres treningów, sparingów czy wszelkiego rodzaju turniejów indywidualnych, towarzyskich to m.in. czas na testowanie sprzętu, ustawień w motocyklach. Z pewnością jest jeszcze za wcześnie na konkretną odpowiedź na pytanie: „Czy znalazły się już te najbardziej optymalne przełożenia?”. Zapytam więc inaczej. Czy znajduje Pan już powoli takie przełożenia zmierzające ku Pańskim oczekiwaniom?

– Mniej więcej wiemy czego szukać. Nadal jeszcze szukamy. Tory żużlowe po okresie zimowym bywają, że tak powiem „różne”. Dokładnie mam na myśli, że to, że od razu po przerwie są zazwyczaj inne aniżeli będą później. Kiedy się zrobi cieplej, te tory będą na pewno bardziej suche. Ale do wszystkiego trzeba podchodzić na spokojnie. Musimy na bieżąco to kontrolować.

-Póki co pogodę mamy jaką mamy, raz jest chłodniej, a innym razem cieplej. W związku z takimi nagłymi zmianami pogody motocykle mogą jakby „świrować”. Jednakże teraz, gdy ponownie jestem u siebie w domu i będę jeździć dla macierzystej drużyny, tor jest w zasadzie do mojej dyspozycji. Kiedy więc będę potrzebował, zawsze mogę podjechać na stadion i potrenować.

Już na początku naszej rozmowy wspomniał Pan poniekąd o pierwszym sparingu w Zielonej Górze. Powiedział Pan, że początkowo czuł się Pan dość sztywno. A na dodatek jednemu z portali przekazał Pan, że „trzeba popracować jeszcze nad luzem”. Jednakże Pański indywidualny wynik wcale tego nie odzwierciedlał. Zdobył Pan wtedy 10 punktów w czterech startach, będąc jednym z dwóch najlepiej punktujących zawodników swojej drużyny…

– Punktowo wyglądało to dość obiecująco. Ważne są jednak aktualne ogólne odczucia. Nie zawsze osiągnięty w danym momencie wynik odzwierciedla to, jak się czuje na motocyklu. Wiedziałem, że były jakieś rezerwy, dlatego nie do końca czułem się komfortowo.

W rewanżowym towarzyskim pojedynku z Enea Falubazem Zielona Góra wygraliście dość pewnie 50:40. Na ten mecz do reszty ekipy dołączyli już Chris Holder i Janusz Kołodziej. Następnie miał miejsce Memoriał im. Alfreda Smoczyka w Lesznie i rozegraliście sparing ze Stalą Gorzów u siebie. Integracja w Waszym teamie trwa więc chyba u Was w najlepsze, nieprawdaż?

– Atmosfera jest bardzo dobra. Praktycznie całą ekipą spotkaliśmy się jeszcze na obozie w Hiszpanii. Póki co wszystko przebiega, jak należy. Trochę jeszcze pozostało czasu do pierwszego meczu ligowego. Mam nadzieję, że ta pozytywna atmosfera będzie trwała przez cały zbliżający się sezon.

Nim porozmawiamy jeszcze o sezonie 2023, planach, zamierzeniach etc., poprosiłbym Pana, abyśmy na kilka chwil cofnęli się nieco w czasie. Za Panem dwuletnia przygoda z Włókniarzem Częstochowa. Dla Pana były różne momenty, lepsze, jak i gorsze. Jednakże ten okres w „biało-zielonych” barwach tak czy inaczej z pewnością pozytywnie się dla Pana zakończył, bo brązowym medalem Drużynowych Mistrzostw Polski, na który pod Jasną Górą czekali 4 lata.

– Tak. Bywały różne chwile, raz pod górkę, a raz z górki. Mimo wszystko ostatni sezon spędzony w Częstochowie wspominam miło. Wyniki były coraz bardziej stabilne. Nie było wprawdzie szału, ale swoje, pewne, punkty do ogólnego dorobku drużyny starałem się dokładać niemal co mecz. Prawda jest taka, że chciałoby się zdobywać tych punktów znacznie więcej, jednak nie do końca to wychodziło. Zapewniam natomiast, że startując dla Włókniarza robiłem co mogłem.

Miał też Pan swój wkład w zdobycie brązu. Zwłaszcza w rewanżowym meczu o trzecie miejsce PGE Ekstraligi 2022 z For Nature Solutions Apatorem Toruń – wygranym przez Was 59:31 – zaprezentował się Pan z bardzo dobrej strony. Wywalczył Pan w tych pojedynku 9 punktów z bonusem i do tego wystartował Pan w 15 biegu, jako jeden z najbardziej wyróżniających się w żużlowców w fazie zasadniczej zawodów.

– Analizując cały sezon 2022, wydaje mi się, że był to mój najlepszy mecz w Częstochowie. Prezentowałem wtedy pewną jazdę i do tego była odpowiednia prędkość w motocyklu. Ten mecz również będę bardzo miło wspominał. Tego dnia (24 września 2022 – przyp.) czułem się naprawdę dobrze. Mimo że z bonusem, to i tak był dwucyfrowy wynik na moim koncie.

W czasie rozgrywek ligowych w ubiegłym roku, na konferencji prasowej dotyczącej spotkania 13. kolejki z Arged Malesa Ostrów Wielkopolski, w Częstochowie, zostało skierowane w Pana stronę pytanie z prośbą o to, aby wystawił Pan sobie ocenę odnośnie swojej postawy na 12 rozegranych wówczas potyczek w PGE Ekstralidze. Odpowiedział Pan, że wystawiłby sobie naciąganą „czwórkę”. A jakby się Pan ocenił w kontekście całego sezonu 2022?

– Jeśli chodzi o Ekstraligę, to na pewno przydałoby troszkę więcej punktów przy moim nazwisku. Nie mówię już tutaj o kompletach, bo na to trzeba sobie mocno zapracować. Gdybym co mecz gromadził o dwa punkty więcej, myślę, że byłoby to wystarczająco satysfakcjonujące. Co do rozgrywek indywidualnych, praktycznie we wszystkich, w które celowałem, udało mi się wystartować.

-W przypadku Indywidualnych Mistrzostw Polski nie było tutaj źle z moją postawą, gdyż zająłem w nich ostatecznie szóste miejsce. Tak więc rezultat na pewno obiecujący. W zasadzie to tylko w SEC-u gdzieś tam mi się noga podwinęła, odpadłem z tej rywalizacji na kolejny sezon. Będę musiał zatem w tym roku próbować ponownie awansować do tego cyklu. Uważam, że – biorąc pod uwagę cały rok – mogę ocenić się na „czwórkę”.

Już nie na naciąganą?

– Już nie. Końcówka sezonu była dobra, więc wszystko się zbilansowało.

Potem przyszedł czas na rozstanie z Włókniarzem. W grudniu zeszłego roku prowadziłem wywiad z prezesem częstochowskiego klubu, panem Michałem Świącikiem. W czasie tej rozmowy wspominał mi, że już po Pańskim odejściu spotkaliście się razem przy kawie i ciastku, podziękowaliście sobie wzajemnie za dwa ostatnie sezony, urządzając jednocześnie pogawędkę o żużlu. Te słowa pana prezesa muszą potwierdzać to, że rozstawał się Pan z „Lwami” w zgodzie.

– Jak najbardziej. Tak to musi działać. Nikt z nas nie wie, co nas czeka w przyszłości. Jak wiemy, spędziłem w Częstochowie dwa lata i nie żałuję tego ruchu. Odbyłem tam dobrą naukę. Z panem prezesem zawsze mieliśmy pozytywne relacje i mam nadzieję, że tak już zostanie.

Częstochowa na pewno się Panu będzie mile kojarzyć z co najmniej jeszcze jednym wydarzeniem sportowym. Mówię o tutaj o 44. edycji Memoriału im. Bronisława Idzikowskiego i Marka Czernego w 2014 roku. Wygrał Pan ten turniej w wieku 16 lat z kompletem 15-stu punktów. Jak dobrze pamiętam, po tamtych zawodach w kontaktach z mediami nie ukrywał Pan zaskoczenia z powodu zwycięstwa na tle bardziej od siebie doświadczonych żużlowców. Wraca Pan niekiedy wspomnieniami do tego turnieju?

– Oczywiście, że tak. Przez lata, kiedy jako junior startowałem dla Unii Leszno, z przyjemnością przyjeżdżałem do Częstochowy. W tym okresie przeważnie miałem tam dobre zawody. A tak mówiąc pół żartem, gdy im dłużej jeździłem na częstochowskim torze, już jako zawodnik Włókniarza, to niekiedy odnosiłem wrażenie, że coraz mniej wiem (śmiech). Do dnia dzisiejszego bardzo lubię ten tor, ale kiedy miałem możliwość potrenowania tam jak najwięcej, to czasami niestety działało to w drugą stronę.

-Wracając do pytania, również bardzo miło wspominam tamten czas, a więc 2014 rok, gdy wygrałem memoriał w Częstochowie. Było to duże zaskoczenie, bo w tych zawodach nie byłem w gronie faworytów. Byłem wtedy na etapie zdobywania doświadczenia, choć miałem już za sobą trochę przejechanych zawodów, także ligowych.

To na pewno była też jedna z wyjątkowych chwil w tamtym czasie dla Pana. Był to jeden z pierwszych turniejów indywidualnych, w których Pan brał udział. Do tego, jak już mówiliśmy, wygrał Pan te zawody i to jeszcze z takim wynikiem…

– To była już generalnie końcówka sezonu. Pamiętam, że panowała wtedy bardzo chłodna, zimna aura. Udało się ten turniej wygrać, co z pewnością było dla mnie dobrym zakończeniem sezonu 2014.

A pro po częstochowskiego Memoriału. W sobotę (25 marca) rozegrała została jego 49. odsłona. Pan prezes Michał Świącik podczas wspomnianego już wywiadu mówił mi, że jako Włókniarz Częstochowa będą chętnie zapraszać Pana do udziału w zawodach organizowanych przez klub. Czy był zatem odzew ze strony częstochowskich działaczy w sprawie propozycji startu w minionym sobotnim Memoriale?

– Tak, była na ten temat rozmowa. Kiedy zadzwoniono do mnie w tej sprawie, podziękowałem serdecznie za propozycję startu w tych zawodach, ale niestety musiałem odmówić. Na 25 marca mieliśmy bowiem zaplanowany sparing w Gorzowie ze Stalą. A żeby przygotować się jak najlepiej do nadchodzącego sezonu, potrzebne było odjechanie również tego sparingu razem z leszczyńską drużyną, dla której teraz jeżdżę. Plany się jednak zmieniły, bo sparing w Gorzowie został ostatecznie odwołany. Gdyby więc nie byłoby wcześniej planów związanych z meczem towarzyskim w Gorzowie, być może znalazłbym się w obsadzie Memoriału w Częstochowie.

Przed zbliżającym się sezonem 2023 zdecydował się Pan na powrót do macierzy, czyli Unii Leszno. W Pańskim rodzinnym mieście nie ukrywają nadziei, że powróci Pan do swojej dawnej dyspozycji. A jak wiemy, powszechnie głoszone jest pytanie, które można potraktować też jako tezę, dotyczącą żużlowców, którzy właśnie zdecydowali się powrócić na przysłowiowe „stare śmieci”: „Gdzie zawodnik ma się odrodzić, jak nie u siebie?”. Czy podziela Pan tego typu opinie?

– Wszystko zależy od tego, czego zawodnik potrzebuje. Ja jestem mocno związany z Lesznem i czułem, że chciałem tutaj wrócić. Gdyby nie odzew ze strony pana prezesa (Unii Leszno, Piotra Rusieckiego – przyp. red.), to zapewne tak by się nie stało. Pojawiło się jednakże zielone światło na rozmowy. Spotkaliśmy się więc, usiedliśmy do konsultacji i udało się nam porozumieć. Cieszę się, że wróciłem do domu, czuję się tu bardzo dobrze. Wierzę, że pójdzie to w parze z wynikami. Niekoniecznie chodzi o to, żeby się „odradzać” czy wracać do jakiejś formy sprzed paru sezonów. Chcę być po prostu solidnym punktem zespołu.

Pańskie występy w sparingach z Enea Falubazem i ostatnim ze Stalą Gorzów bądź w Memoriale im. Alfreda Smoczyka w Lesznie (Bartosz Smektała zwyciężył w tych zawodach – przyp. red.) wskazują na to, że przynajmniej jak na razie idzie wszystko w dobrym kierunku…

– Mam nadzieję, że tak jest. Jak już wcześniej powiedziałem, z treningu na trening jest coraz lepiej. Na pewno jeszcze chcę bardziej dograć, „dopieścić” swoje motocykle, by czuć w ich większą moc. Na pewno będziemy razem z teamem starać się to wszystko kontrolować. Czekać nas będzie choćby finał Mistrzostw Polski Par Klubowych, o ile oczywiście pogoda nie pokrzyżuje planów. Pracujemy zatem intensywnie. Jednakże pozostało trochę sprzętu do sprawdzenia, przejechania, żeby wszystko odpowiednio dopasować.

Zapewne Waszym celem – przynajmniej minimum – jako Unii Leszno, jest walka o awans do play-offów. Zadanie to wydawać się może na pierwszy rzut oka trudne. Tym bardziej, że o to starać się będą też zespoły ZOOleszcz GKM-u Grudziądz, ebut.pl Stali Gorzów, czy beniaminka Cellfast Wilków Krosno. Wszystkie te drużyny wydają się mieć składy, chociażby na papierze, na podobnym poziomie, jak Wasz.

– Ja skupiam się na tym, co jest u nas w klubie. Tym bowiem człowiek żyje na co dzień. Mamy przyjazną atmosferę, którą tworzą fajni zawodnicy. I jeśli forma dopisze, a także ze sprzętem wszystko będzie dograne co mecz, to wierzę, że będziemy mogli dużo osiągnąć w tym roku. Poza tym uważam, że sezon wszystko zweryfikuje, a nie papier.

Co Pana zdaniem będzie Waszą najmocniejszą stroną?

– Bycze jaja (śmiech)

(Śmiech) A mógłby Pan rozwinąć definicję tego stwierdzenia? Co może ono oznaczać?

– Jesteśmy leszczyńskimi „Bykami”, tak nas nazywają. A tak poważnie mówiąc, myślę, że nasza siła może tkwić w dobrej atmosferze lub też kibicach, którzy już na sparingach licznie pojawiali się, żeby zobaczyć, jak sobie radzimy. Okazali nam w ten sposób duże wsparcie. Myślę, że już te dwa czynniki będą naszymi atutami. Mam nadzieję, że do tego dojdzie również tor.

Na inaugurację zmierzycie się z Cellfast Wilkami Krosno na swoim torze 9 kwietnia, a więc w Wielką Niedzielę. Będzie to Pana zdaniem trudne spotkanie? Wszak ta ekipa ma ambicje podobne do Waszych, jak już poniekąd wspominaliśmy.

– Będzie to na pewno ciężkie spotkanie, tak jak każde inne. W Ekstralidze nie ma łatwych meczów. Wiadomo, że na dzień dzisiejszy, patrząc na zbudowane składy poszczególnych drużyn, jedne są bardzo mocne, inne troszkę mniej. To jest jednak sport i często nie ma znaczenia, jaka drużyna przyjeżdża do nas czy na inny teren. Trzeba być po prostu przygotowanym na 100 % i w każdym biegu dawać z siebie wszystko.

Ten mecz będzie miał dodatkowe smaczki, ponieważ wtedy do Leszna przyjadą starzy dobrzy znajomi. Mówię o Jasonie Doyle’u, którzy przez poprzednie dwa sezony startował dla „Byków” i wychowanku leszczyńskiego klubu, byłym wicemistrzu świata, Krzysztofie Kasprzaku.

– Tak. Chłopaki na pewno nadal mają tutaj bardzo dużo kibiców z Leszna. W związku z tym może być to naprawdę ciekawe spotkanie. Tym bardziej, że w tym meczu pojadą obecni i byli zawodnicy Unii Leszno.

To będzie zapewne dla Pana niejako sentymentalne spotkanie również z innego powodu. W drużynie z Krosna jeździć będzie Pana stary dobry znajomy z Częstochowy, Mateusz Świdnicki. Jak mniemam niekiedy odbywaliście wspólne treningi razem z Mateuszem, m.in. dotyczące momentów startowych. Z tego co mi wiadomo było tak choćby przed meczem fazy zasadniczej z Betard Spartą Wrocław w Częstochowie (4. kolejka PGE Ekstraligi 2022 – przyp. red.).

– Ogólnie wynikami może się nie broniłem, ale jak chłopaki w czasie treningów potrzebowali pomocy, np. w kwestii startów spod taśmy, zawsze byłem otwarty na jej udzielenie. Gdy my przyjeżdżaliśmy razem z moim teamem na treningi do Częstochowy, Mateusz przeważnie w nich uczestniczył. Zawsze był dobry kontakt.

Teraz może porozmawiajmy o planach indywidualnych na sezon 2023. Czy ma Pan jakieś konkretnie wyznaczone cele?

– Na pewno będę chciał awansować do Indywidualnych Mistrzostw Europy (Speedway European Championship). Jak wspominałem nie utrzymałem się w tym cyklu w ubiegłym roku na następną edycją. Chciałbym również jeździć w Indywidualnych Mistrzostwach Polski. Przede wszystkim jednak będę się skupiał na tym, aby być solidnym zawodnikiem w Ekstralidze. Jazda w tych rozgrywkach weryfikuje formę, jak i wszystko inne dookoła. Jeśli będę solidnie jeździł w najwyższej klasie rozgrywkowej, będę silnym punktem leszczyńskiego zespołu, to sądzę, że będę mógł myśleć poważniej o indywidualnych celach.

A czy będzie Pan starał się o uzyskanie przepustki do przyszłorocznego Speedway Grand Prix? Rok temu niestety Panu nie poszczęściło się. Odpadł Pan dość szybko z rywalizacji o tegoroczną edycję Indywidualnych Mistrzostw Świata, już w rundzie kwalifikacyjnej.

– Jasne, żebym chciał. Jednak tak jak przed chwilą mówiłem, priorytetem jest dla mnie PGE Ekstraliga, gdzie ścigają się najlepsi żużlowcy na świecie. Tak więc, jeżeli będę skutecznie się spisywał w polskiej lidze, to na międzynarodowych arenach również sobie lepiej poradzę.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

– Dziękuję.

fot. Jakub Malec

MAGAZYN ŻUŻLOWY – kliknij TUTAJ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *