Przejdź do treści
Aktualności/PGE EKSTRALIGA/Wywiady

Vaclav Milik – „Już w tym sezonie, jakby dopisywał nam ten tor, to powiem, że bylibyśmy mocną drużyną.”

Vaclav Milik
Fot. Mateusz Biskup

Autor: Edyta Wojdeł

Vaclav Milik – „Już w tym sezonie, jakby dopisywał nam ten tor, to powiem, że bylibyśmy mocną drużyną.”

Z pewnością nie tak Cellfast Wilki Krosno wyobrażały sobie swój tegoroczny udział w PGE Ekstralidze. Krośnieńską drużynę czeka powrót do 1. Ligi Żużlowej. Jednakże na koniec fazy zasadniczej Wataha uszczęśliwiła swoich kibiców domową wygraną z Fogo Unią Leszno.

Marek Cieślak mocno skrytykował czołowych polskich żużlowców “Jakby jeździła czołówka Polski, to by był problem, ale tu dla tych chłopaków nie będzie problemu”

Ostatnie tegoroczne spotkanie w PGE Ekstralidze, Cellfast Wilki Krosno zwieńczyły triumfem nad Fogo Unią Leszno. Chociaż nie zmieniło to już straconej pozycji Watahy, jednak bez wątpienia było honorowym pożegnaniem z najwyższą polską klasą rozgrywek żużlowych. Po spotkaniu swoje pozostanie na kolejny, tym razem pierwszoligowy, sezon w krośnieńskim zespole, ogłosił Vaclav Milik, który wypowiedział się również, zarówno na temat meczu, swojej dyspozycji, jak i toru.

Ponowna walka o awans

Cellfast Wilki Krosno, tak jak wcześniej Ostrów Wielkopolski, nie nacieszyły się zbyt długo startami w PGE Ekstralidze. Z tą różnicą, że krośnianie na sowim koncie odnotowali chociaż trzy zwycięstwa. Pomimo tego, że do utrzymania sporo zabrakło i zespół ten czeka powrót do 1. Ligi Żużlowej, na pozostanie z Watahą zdecydował się Vaclav Milik. Jak podkreślił 30-letni żużlowiec, cel na przyszły rok jest jasny i zależy mu na tym by przyczynić się do jego osiągnięcia.

– No po to zostałem. Mówiłem, że mi przykro, że spadliśmy z Ekstraligi i jak mają Wilki w przyszłym roku awansować do Ekstraligi, to bym im bardzo chętnie pomógł. Więc dlatego zdecydowałem, że trzeba zostać.

Trzy lata w Watasze

Vaclav Milik spędził w drużynie Cellfast Wilków Krosno już trzeci sezon, a teraz zadeklarował również chęć na kolejny. Czeski żużlowiec jest zadowolony z współpracy z krośnieńskim klubem, a jedyny mankament jaki dostrzega, to nieszczęsny tor. Według zawodnika był, to główny czynnik, który przyczynił się do braku utrzymania Watahy w PGE Ekstralidze.

– Pewnie, bo przez te trzy lata zrobiło się tu bardzo fajne otoczenie. Kibice są niesamowici, działacze też. Wszystko jest ok, tylko doprowadzić tor do stanu tego żeby był powtarzalny i byłby korzyścią dla domowego zespołu i będzie wszystko ok, tak mi się wydaje. Już w tym sezonie, jakby dopisywał nam ten tor, to powiem, że bylibyśmy mocną drużyną.

Ah ten tor!

W tym sezonie krośnieński owal, to dosłownie temat rzeka. To co działo się przez całą serię zasadniczą w Krośnie daje bardzo wiele do myślenia i bywało tematem niejednej polemiki. Piętrzące się problemy, protesty zawodników, przerywane, bądź odwoływane zawody, wstrzymanie licencji. Chyba żaden klub w Polsce nie ma równie „sławetnego” owalu. Zdaniem Vaclava Milika podczas środowego meczu z Lesznem tor był najtrudniejszy, a znaczącą rolę odegrała leżąca na nim przez tydzień plandeka.

– Tor dzisiaj był najtrudniejszy ogólnie, na którym tu jeździłem i na paru torach których jeździłem, które były bardzo wymagające i jak był bardzo wymagający i trudny tor tu, to był wszędzie równy. Dzisiaj tak na prawdę było, to suche, bo od tygodnia musiała leżeć plandeka, no przez tę plandekę naprawdę ten tor zrobił się bardziej trudny i wydaje mi się, że niepotrzebnie było wtedy odwoływać mecz z Gorzowem, bo wtedy był dużo łatwiejszy niż dzisiaj.

Pomimo opinii Czecha, w środę na owalu w Krośnie padły aż dwa rekordy. Vaclav Milik niezależnie od swoich osobistych odczuć nie był tym jednak zdziwiony, ponieważ oglądał swoich żużlowych kompanów podczas przedmeczowej próby.

– Słyszałem. Andrzej chyba i Jason Doyle, no ale wcale się nie dziwię, bo nawet jak widziałem próbę toru, to już wiedziałem, że to będzie pod rekord.

Najtrudniejszy owal w sezonie, a jednak rekordy nie budzą zaskoczenia? Wyjaśnieniem dla całej sytuacji okazał się całkowicie przerobiony i nieprzetestowany sprzęt. Po wielu torowych zawirowaniach Vaclav Milik zdecydował się na daleko idące zmiany w swoich silnikach. Jak podkreślił, nie miał jednak możliwości sprawdzenia ich wcześniej, a co za tym idzie zdobyte osiem punktów z bonusem, oparte na kombinowaniu z dostosowaniem sprzętu, wcale nie było dla niego satysfakcjonujące.

– Lubię, ale właśnie sobie przerobiłem silniki na twarde tory i nawet nie miałem okazji tutaj na nich potrenować. Chciałem na próbę toru, ale dostali chłopacy szanse, więc tak faktycznie, trzy, cztery biegi testowałem i sam nie wiedziałem o co chodzi. Więc ja rozczarowany ogólnie jestem tym meczem, bo nie podobało mi się jak jechałem. Mam dobre starty tutaj w Krośnie i przez to, że przerobiłem te silniki ogólnie straciłem starty i trudno mi się jechało, ale zadowolony jestem z tego, że wygraliśmy.

Oddanym krośnieńskim kibicom sympatyczny Czech obiecuje walkę w przyszłym roku. Vaclav Milik słusznie zaznaczył oczywiście, że najpierw trzeba przeczekać zimę, ale po niej jego zdaniem ma nadejść wielki powrót do PGE Ekstraligi.

– Żeby przeczekali zimę i wrócimy i będziemy walczyć, o to żeby wrócić do Ekstraligi, więc wydaje mi się, że w przyszłym roku wygramy pierwszą ligę i będziemy z powrotem.

MAGAZYN ŻUŻLOWY Best Speedway TV

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *