Przejdź do treści
Aktualności/PGE EKSTRALIGA

Stanisław Chomski: „Nie płaczę nad tym, że nas taki los dotknął”

Stanisław Chomski
Fot. Natalia Gotter

Autor: Dawid Ociepa

Stanisław Chomski: „Nie płaczę nad tym, że nas taki los dotknął”

ebut.pl Stal Gorzów była bardzo blisko awansu do półfinału PGE Ekstraligi. Mimo dwóch przegranych w dwumeczu przeciwko TAURON Włókniarzowi Częstochowa zabrakło dwóch punktów do czwartego miejsca i zaszczytnego miana „lucky losera”. Po niedzielnym pojedynku wysłuchaliśmy trenera ebut.pl Stali Gorzów – Stanisława Chomskiego.

Żużel. Poznaliśmy awizowane składy na pierwszy półfinał! Motor osłabiony?

Hucznie powtarzane hasło „istnieje życie bez Bartosza Zmarzlika” bardzo dobrze się zestarzało. ebut.pl Stal Gorzów bardzo dobrze radziła sobie w fazie zasadniczej i cały czas liczyła się w walce kontuzji. Nawet pomimo kontuzji Andersa Thomsena.

– Takie były zmiany po odejściu Bartka, które dały ten efekt w postaci trzeciego miejsca po fazie zasadniczej, ale to jest tylko preludium. Finał jest, jaki jest. Trochę szkoda, ale co zrobić. Brakło zdrowia i trochę punktów. Skład jest, jaki jest. Bartek podjął taką decyzję, jaką mógł podjąć. Szukał nowych wyzwań. A my realizowaliśmy plan działania, który realizowaliśmy wbrew niektórym opiniom, że nie damy rady. A jednak w tej fazie zasadniczej daliśmy radę. Nie od nas zależne było to, w którym miejscu teraz jesteśmy. Taki los kulawy nas dotknął. Los jest losem, życie jest życiem. Trzeba brać, co daje nam dzień dzisiejszy. Zawsze może być gorzej. przekazał nam Stanisław Chomski.

W Częstochowie zabrakło naprawdę niewiele do awansu. O ile kwestia dwumeczu była już rozstrzygnięta przed biegami nominowanymi, w tle trwał korespondencyjny pojedynek z For Nature Solutions KS Apatorem Toruń. Ostatecznie zawodnicy z grodu Kopernika zdobyli dwa punkty więcej i to oni są w grze o medale.

Każdy mówi, jak ocenia. Każdy wiedział, że 40 punktów chyba nie będzie nas, czy innych zespołów predysponowało, żeby być „lucky loserem”. Brakło dwóch punktów. Uważam, że to były te punkty, których nie można było zdobyć ze względów taktycznych w Gorzowie, ze względu na kontuzje Andersa Thomsena. A tu też można gdybać. A gdyby Szymon przywiózł jeden punkt więcej?

A gdyby niezrozumienie Vaculika z Szymonem w biegu 11, gdzie praktycznie powinno być 5:1.? Tam wyciągnęło trochę Vaculika, zablokował pod bandą rozpędzonego Szymona, to jest tylko gdybanie. Z drugiej strony też częstochowianie mogą tak mówić „a gdyby nie taśma?”. To trzeba zostawić, to są dywagacje na długie, zimowe wieczory przy jakiejś dobrej herbatce zimowej. – kontynuował trener.

W tym roku władze ligi ponownie ograniczyły możliwość stosowania zastępstwa zawodnika. Obecnie tylko najlepszy zawodnik drużyny pod względem średniej biegopunktowej może być zmieniony w ramach „ZZ”. Na tym ucierpiała właśnie Stal, która traciła na tym kilka kluczowych punktów. Martin Vaculik i Szymon Woźniak mieliby większe możliwości, żeby zasypać wyrwę punktową, jaka się wytworzyła po kontuzji lidera. A tak to musiał startować niedoświadczony Mathias Pollestad.

Jest niedosyt, ale taki los ślepy nas dopadł. W ubiegłym roku też mieliśmy pecha, jeszcze większego. Były inne regulacje, teraz są takie. Trudno, trzeba się pogodzić z tym. Nie ma co płakać. Nie rozumiem, że niektórzy komentują, ci anonimowi ludzie i opacznie rozumieją moje niektóre wypowiedzi. Ja nie płaczę nad tym, że nas taki los dotknął, tylko mówię, że chodzi o atrakcyjność widowiska i nic więcej.

Pech dotknął wcześniej Leszno. Też problemy w ubiegłym roku miał przecież Grudziądz. Każdy z nas wiedział, jaki jest regulamin i tu nie ma co rozpatrywać, tylko chodzi o widowisko, które mogłoby być bardziej atrakcyjne, ale z jakim skutkiem to nie wiadomo. Przyjeżdżaliśmy tutaj z mocniejszym składem, z Bartkiem Zmarzlikiem i też przegrywaliśmy. Trzeba to zaakceptować. opowiadał szkoleniowiec.

Zwykle Gorzowianie w Częstochowie dobrze sobie radzą. W ostatnich latach jest to szczególnie widocznie, gdyż w tym roku Stal tam zremisowała, a rok temu wyrwała tam awans do finału elity. Stanisław Chomski zdradził nam, dlaczego jego ekipa osiąga tam regularnie dobre wyniki:

Zespół ludzi, który na sukces pracuje. To nie jest tak, że to jest tylko moja zasługa. Otaczam się ludźmi, którzy w danych dziedzinach życia, w danych dziedzinach sportu mentalnego, fizycznego więcej wiedzą ode mnie. Ja staram się to wprowadzać. Poza tym komunikacja to jest podstawa w sportach, w życiu, we wszystkim. Jeżeli chce się coś osiągnąć, to musi być wyznaczony cel, kierunek działania, środki, metody i komunikacja. Jeżeli zespół ludzi się w tym aspekcie rozumie, to można powiedzieć, jak to się mówi, to można góry przewracać. 

Wiele mówi się o tym, że to właśnie dzięki Stanisławowi Chomskiemu wyniki Stali w tym roku były tak dobre. Nie jest łatwo zbudować ekipę tak, że nawet po utracie kluczowego zawodnika jest monolitem i nadal rywalizuje na najwyższym poziomie. 66-latek wyjaśnił nam, w jaki sposób buduje zgranie i pozytywny nastrój w zespole:

Nie ma ludzi niezastąpionych. Cały czas uważam, że trzeba wiedzieć, kiedy się przychodzi i po co się przychodzi do klubu. Jakie ma się zadania. Trzeba stworzyć tę atmosferę chęci pracy. Mnie interesowało zawsze to, żeby zawodnik przyjeżdżał z uśmiechem na ten stadion, a nie na tej zasadzie, że znowu musi przyjechać na trening czy na jakieś tam spotkanie, eventy, bo też teraz takie są. To się buduje zespołem ludzi od różnych dziedzin, od przygotowania fizycznego, mentalnego. Ludzi, którzy się więcej znają w tych aspektach, a ja próbuję to tylko wprowadzać. I przede wszystkim komunikacja. To jest klucz do wszystkiego. Zawodnik musi być świadomy miejsca, w którym jest i czego od niego się oczekuje, i co może od siebie dać. – zakończył.

MAGAZYN ŻUŻLOWY Best Speedway TV

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *