Żużel - Best Speedway Tv

Protasiewicz o swoich początkach: Tata zniechęcał mnie do żużla | Żużel
Skip to content Skip to sidebar Skip to footer
Protasiewicz

Protasiewicz o swoich początkach: Tata zniechęcał mnie do żużla

Protasiewicz o swoich początkach: Tata zniechęcał mnie do żużla

Piotr Protasiewicz tuż po ostatnim spotkaniu ligowym w swojej żużlowej karierze udzielił półgodzinnego wywiadu w Radio Zielona Góra. W audycji opowiedział o całej przygodzie z czarnym sportem, zaczynając od samego początku. 

W przypadku utytułowanego 47-latka głosem sprzeciwu w sprawie jazdy na motocyklu żużlowym był… ojciec zawodnika, który sam próbował swoich sił na motocyklu. Protasiewicz opowiedział o tym, jak trudno było przekonać tatę do wyrażenia zgody na karierę żużlową syna. 

“Tata ścigał się trochę w innych czasach. Nie było to zawodowstwo, chodził do pracy. Nie było kokosów z tego. Nie było także takiego bezpieczeństwa, jak teraz. Znał tą czarną stronę sportu i nie widział zbyt wielu pozytywów bycia żużlowcem, dlatego był osobą, która mnie najmocniej odsuwała od żużla. Nie dawał się przekonać. Z mamą poszło o wiele prościej. Po długich próbach, płaczach i namowach poszliśmy z tatą na taki układ, że jeśli uda mi się zdać egzaminy do technikum samochodowego, to pozwoli mi się raz przejechać. Po tym jednym razie chciałem dalej jeździć. Gdy tata wyczuł, że nie ma sposobu, aby mnie od tego odsunąć, tata dał się ostatecznie przekonać”.

Piotr Protasiewicz zapytany o swoją pierwszą jazdę na motocyklu żużlowym, odparł że pamięta ją bardzo dobrze. Jak dowiadujemy się z audycji w Radio Zielona Góra, wieloletniemu kapitanowi Falubazu nie od początku szło kolorowo. 

“Przyjechałem na trening szkółki. Pożyczyłem kombinezon, buty, laczek, okulary i kask, bo nic nie miałem. Wydawało mi się, że to będzie łatwe i przyjemne, bo próbowałem wcześniej swoich sił na wielu innych motocyklach. Okazało się, że jazda motorem żużlowym nie jest taka prosta. Lekko mnie to przystopowało i wychłodziło. Pierwsze myśli były takie, że to jednak nie jest coś, co będę dobrze robił. Jednak potem szybko zaliczałem progres. Po kilku treningach zacząłem już jeździć ślizgiem i jakoś to poszło”.

7 maja 1991 w barwach Morawskiego Zielona Góra młody Piotr Protasiewicz podchodził do egzaminu na licencję „Ż”. Na wymagającym torze w Zielonej Górze objawiły się nieprzeciętne umiejętności Protasiewicza, który radził sobie dużo lepiej od swoich rówieśników. 

“To było na torze w Zielonej Górze. Nie pamiętam, z kim jechałem. Pamiętam tylko, że przyjechałem ze szkoły. Tor był po opadach deszczu, wymagający jak na nasze umiejętności. Wyjechałem jako pierwszy, cztery kółka bez zamknięcia gazu – byłem wtedy w dobrej formie. Pojechałem bardzo szybko, czas miałem o 3 sekundy lepszy od pozostałych zawodników. Później spod taśmy wygrałem swój bieg, ale nie mam pojęcia, z kim rywalizowałem. Teoria też była zdana, także wydawało mi się, że jestem już żużlowcem i prawdziwym zawodnikiem. Natomiast kolejne tygodnie i miesiące pokazały, że tak nie jest”.

Fot. Mateusz Biskup

Zostaw komentarz

×