Przejdź do treści
Aktualności/PGE EKSTRALIGA

Lech Kędziora: „Z matematycznego punktu widzenia, finał nam ucieka…”

Lech Kędziora
fot. Paweł Wilczyński

Autor: Norbert Giżyński

Lech Kędziora: „Z matematycznego punktu widzenia, finał nam ucieka…”

W dalszym ciągu nie milkną od pierwszych tegorocznych meczów półfinałowych PGE Ekstraligi, przede wszystkim tego, który został rozegrany w sobotę (26 sierpnia) w Częstochowie. Tam miejscowy Tauron Włókniarz podejmował lubelski Platinum Motor. „Koziołki” zawitały pod Jasną Górę w osłabieniu, brakiem Jack’a Holdera. Nie przeszkodziło im to jednak w odniesieniu pewnego zwycięstwa 54:36.

Przed tym spotkaniem wydawać się mogło, że w szeregach częstochowskich „Lwów” panowało ogromne nastawienie. Wszak „Biało-Zieloni” stawali przed szansą wygrania tego starcia i zyskania przyzwoitej zaliczki przed rewanżem. Zwłaszcza że – jak już wspomnieliśmy – przyjezdni w sobotni wieczór startowali bez młodszego z braci Holderów. Tymczasem gospodarze musieli obejść się smakiem.

Z matematycznego punktu widzenia wygląda na to, że finał nam niestety ucieka. Nie ma co ukrywać, że postawa naszych zawodników sobotę nie była zbytnio budująca, oprócz w zasadzie Leona Madsena i młodzieżowców. Parę punktów dorzucił jeszcze Mikkel Michelsen. Pozostali pojechali, jak pojechali. Wszyscy to widzieliśmy na własne oczy. Kacper Woryna nie zdobył punktów, a dodatkowo zaliczył dwa wykluczenia. Maksym Drabik też nie błyszczał tak jak wcześniej. Co do Jakuba Miśkowiaka, była spora szansa na to, że w biegu jedenastym razem z Leonem Madsenem przywiozą przeciwników na 5:1, ale skończyło się na 4:2 dla nas – mówił nam trener Włókniarza, Lech Kędziora.

Częstochowianie dopiero w drugiej części potyczki podjęli rękawice. W gonitwach 10-12 trzy razy pod rząd tryumfowali 4:2. Tym samym udało im się odrobić straty z 16-stu do 10-ciu „oczek”. Na trzy biegi przed końcem zawodów lublinianie prowadzili 41:31. Jaka była przyczyna – zdaniem szkoleniowca Kędziory – stanu rzeczy, że dopiero w późniejszej fazie batalii ta różnica punktowa zaczęła być niwelowana?

Myślę, że najlepiej tutaj powinno spytać się zawodników. Trzeba wygrywać starty i ścigać się jak najmocniej. Z punktu widzenia kibica można podejrzewać, że mogło być słabe dostrojenie sprzętu. Jednak Madsen potrafił dopasować się do warunków torowych, a pozostali mieli problemy. Myślę, że tutaj tkwi główna przyczyna – kontynuował.

Na przedmeczowej konferencji prasowej, menadżer „lwiej” ekipy, Jarosław Dymek, podkreślał, iż – według jego opinii – Mikkel Michelsen był dobrze przygotowany do rywalizacji z żużlowcami z Lubelszczyzny. Jednak Duńczyk zdobył jedynie 9 punktów w sześciu startach. Mało tego nie wygrał indywidualnie żadnego z wyścigów.

Uważam, że Mikkel powinien więcej tych punktów zdobyć, a nie około połowy tego, co Leon. To troszkę mało. Jeśli zatem mamy tylko jednego lidera w drużynie, to ciężko jest wygrać mecz – stwierdził nasz rozmówca.

Jak można było zauważyć, w tzw. „pomeczowej kuchni”, ukazanej w niedzielnym (27 sierpnia) Magazynie PGE Ekstraligi, emitowanym na antenie Canal + Sport 5, pierwsza rezerwa taktyczna szykowana była już w dziewiątym biegu. Wówczas za Kacpra Worynę miał wystąpić Leon Madsen. Ostatecznie, po sugestiach Sebastiana Ułamka, który tuż przed pojedynkiem półfinałowym dołączył do częstochowskiego sztabu szkoleniowego, zdecydowano się dać jeszcze szansę popularnemu „Worynowi”. Taktycznej zmiany dokonano zaś w dziesiątej gonitwie, kiedy Miśkowiaka zastąpił Michelsen.

Trzeba wszystkim zawodnikom pozwolić, aby każdy z nich odjechał przynajmniej po dwa wyścigi. Żeby sprawdzić, czy coś pasuje lub nie, czy jest się odpowiednio dopasowanym. Koniec końców sztab szkoleniowy tak, a nie inaczej postanowił. Poszło, jak poszło. Trzeba było dokonać tych rezerw, gdyż cały czas ma się nadzieję, że coś w postawie u zawodników może się jeszcze zmieni, tym bardziej że niektórzy mają dodatkowy czas na dokonanie jakichś korekt, zmianę przełożenia. A jednak nic z tego nie wyszło… – wyjaśnił Lech Kędziora.

Po pierwszym spotkaniu ubiegłoroczni brązowi medaliści DMP tracą osiemnaście „oczek” do obrońców tytułu. Z jakimi nadziejami częstochowski team wybierze się 10 września na rewanż do Lublina? – Z punktu widzenia sportowego, jedziemy jeszcze powalczyć. Przygotowujemy się i pojedziemy. Czekają nas mecze jeszcze w kolejnej fazie rozgrywek. Trzeba będzie przynajmniej medal przywieźć dla Częstochowy. Szansa na to jest. Dalej pracujemy – zakończył.

MAGAZYN ŻUŻLOWY – kliknij TUTAJ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

×