Przejdź do treści
Aktualności/PGE EKSTRALIGA

Bartosz Zmarzlik nie miał ochoty na żużel

Bartosz Zmarzlik
Fot. Kazimierz Kożuch

Autor: Edyta Wojdeł

Bartosz Zmarzlik nie miał ochoty na żużel

Paltinum Motor Lublin obronił wczoraj tytuł Drużynowego Mistrza Polski. Chociaż dla niektórych sympatyków sportu może nadal być to zaskakujące, w jakże prężnej seniorskiej karierze Bartosza Zmarzlik, było to pierwsze tego rodzaju trofeum.

Obrona tytułu Drużynowego Mistrza Polski na Żużlu, to wyczyn godny podziwu. Eksperci w dziedzinie czarnego sportu zgodnie przytakują, że jest to zawsze zadanie trudniejsze, niż wywalczenie, tego najwyższego rangom polskiego trofeum, po raz pierwszy. Ci z sympatyków żużla, którzy statystyk nie siedzą, mogli być wczoraj zaskoczeni faktem, że dla jednej z najbardziej znanych polskich gwiazd speedwaya, było to pierwsze takie osiągnięcie na seniorskim etapie zawodniczej kariery. Mowa oczywiście o Bartoszu Zmarzliku, który wczoraj bardzo wyraźnie cieszył się nowym osiągnięciem, co z resztą sam potwierdził w pomeczowym magazynie Canal +.

– Dokładnie tak i z tego się bardzo cieszę, bo bardzo mi zależało na tym, ponieważ tak jak mówisz, jako pierwszy raz w roli seniora z klubem zdobyłem złoty medal.

Po jedenastu latach spędzonych w barwach Stali Gorzów, Bartosz Zmarzlik podjął, bez wątpienia niełatwą decyzję o zmianie żużlowego klubu. Stało się tak, że dołączył on do broniącego w tym sezonie tytułu Drużynowego Mistrza Polski – Platinum Motoru Lublin. Zmiany nigdy nie przychodzą łatwo, a po tegorocznej jeździe Zmarzlika widać było, że pierwszy sezon wśród Koziołków bez wątpienia nie pretendował do tytułu jednego z najlepszych. Jak wynika jednak z wypowiedzi żużlowca, nie czuje się on tym faktem w żadnym stopniu zrażony.

– Można tak powiedzieć, aczkolwiek jakby wziąć pod uwagę jakieś liczby, statystyki i tak dalej. Nie widać tak po tym, bo to jakby też miesza nam wewnętrznie, aczkolwiek nikt nie mówi, że będzie łatwo i lekko i taki jest żużel, taki jest sport. Próbujemy cały czas tym zadaniom sprostać. Raz wychodzi lepiej, raz gorzej, ale to jest, to za co po prostu kocham swoją pracę, że po prostu nigdy nie wiesz, czego możesz się spodziewać i cały czas musisz dążyć do jednego.

Przed pierwszym finałowym spotkaniem Platinum Motoru Lublin z Betard Spartą Wrocław, Bartosz Zmarzlik zmuszony był poradzić sobie z bardziej osobistymi trudnościami. Jak wszystkim doskonale wiadomo, wynikały one z sytuacji zaistniałej podczas przedostatniej rundy Speedway Grand Prix w duńskim Vojens. Chociaż temat kevlaru, pretendenta do kolejnego tytułu Indywidualnego Mistrza Świata na Żużlu, przeszedł już wszystkie możliwe fazy. Wliczając w to nawet dogłębne tłumaczenia dyrektora cyklu, to sam główny zainteresowany przyznał, że ten jakże kosztowny błąd z początku mocno dał mu się we znaki. Na szczęście dla lubelskich Koziołków emocje udało się opanować i wrócić w odpowiednim momencie na właściwe tory.

– Przyznaję, że tak, że ten niedzielny mecz jakby, na dwa dni ode chciało mi się żużla i ciężko mi biło się skupić samym w sobie i gdzieś tam puściło mnie koło środy i dzisiaj jakby mam do tego dystans i się z tego śmieję. Ale gdzieś tamta niedziela, to był naprawdę trudny czas i jakby też doskonale nic nie pasowało, męczyłem się okrutnie, a z drugiej strony jak spojrzę na to, to i tak się cieszę, bo byłem stawiany nie raz już w sporcie w różnych sytuacjach, ale jakby radziłem sobie z tym, pomimo że nie zrobiłem kompletu punktów i tak dalej, ale wynik był jakby przyzwoity i mimo okoliczności wszystkich dookoła, coś zrobiłem.

W przypadku niektórych, reprezentantów sportu żużlowego, „zrobienie czegoś”, w całości, daje już wystarczający efekt. Grafiki zawodników zawsze są napięte od początku sezonu, aż po sam jego koniec. Dla Bartosza Zmarzlika te ostatnie tygodnie równoznaczne są z dwoma najbardziej istotnymi celami w tym sezonie. Jeden udało się zrealizować, ale drugi wciąż trzeba postarać się dopełnić. Taka sytuacja bez wątpienia budzi napięcie. Nic zatem dziwnego, że sam główny zainteresowany chciałby już mieć z głowy również walkę o swoje Indywidualne Mistrzostwo.

– Zdecydowanie tak, bo gdzieś tam te daty, dzisiejsza i 30 września tylko i wyłącznie są w mojej głowie i chciałbym najlepiej pojechać, to dzień po dniu i mieć to wszystko już za sobą. Mocne przygotowania były też przede wszystkim pod kątem dzisiejszego dnia, żeby dołożyć cenne punkty dla klubu i żeby ten rok drużynowy zakończyć tak, jak sobie tego wymarzyliśmy.

Magazyn Żużlowców – kliknij TUTAJ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *