Żużel: Kołodziej szczerze o meczu z Gorzowem. Tor wszystko zmienił
Janusz Kołodziej Unia Leszno – Stal Gorzów. „Tor tak się zmienił, że trzeba było iść w inną stronę”
Na początku wyglądało to pod kontrolą, ale z biegu na bieg robiło się coraz trudniej. Janusz Kołodziej Unia Leszno Stal Gorzów nie ukrywał po meczu, że kluczowy był moment, w którym tor przestał pasować do wcześniejszych ustawień. A wtedy zaczęły się problemy.
Unia Leszno wygrała, ale nie był to mecz, który można po prostu odhaczyć i iść dalej. W wypowiedzi Janusza Kołodzieja wyraźnie słychać, że to spotkanie miało kilka zupełnie różnych faz – i nie każda układała się po jego myśli.
Początek dawał podstawy do optymizmu. Zawodnik Leszna czuł się pewnie na torze i trzymał się obranej drogi sprzętowej. Problem pojawił się później – wtedy, gdy warunki zaczęły się zmieniać szybciej, niż można było na to zareagować.
„Na początku trzymałem się ustawień, ale tor na tyle się zmienił, że musiałem iść w innym kierunku” – mówił dla klubowych mediów.
To zdanie dobrze oddaje, z czym mierzyli się zawodnicy. Nie chodziło o jeden błąd czy jeden nieudany bieg. Chodziło o moment, w którym wszystko, co działało wcześniej, nagle przestało mieć znaczenie. Kołodziej przyznał, że gdy w końcu znalazł właściwy kierunek, było już lepiej. Problem w tym, że nie udało się utrzymać tego do samego końca.
„Gdy się obudziłem, to zadziałało. Ale w końcówce już troszeczkę źle jechałem i nie przywiozłem tych punktów, jak bym chciał”
Fogo Unia Leszno wygrała, ale Stal postawiła twarde warunki na początku [RELACJA]
To właśnie końcówka zostawiła niedosyt. Wynik drużyny się zgadzał, ale indywidualnie nie wszystko poszło tak, jak powinno. A przy tak wyrównanych meczach każdy punkt zaczyna mieć znaczenie.
Dodatkowym problemem były warunki na torze. Kurz momentami ograniczał widoczność, a sytuacje na torze robiły się coraz bardziej stykowe. Jeden z takich momentów mógł skończyć się znacznie gorzej.
„Na wejściu zabrakło dla mnie miejsca. Przymknąłem gaz, żeby utrzymać linię. Wiedziałem, że jak pojadę szerzej, to ktoś wjedzie – i wjechał”
To pokazuje, jak cienka była granica między kontrolą a chaosem. Przy ograniczonej widoczności i zmieniającej się nawierzchni decyzje trzeba było podejmować w ułamkach sekund. Kołodziej zwrócił też uwagę na to, jak bardzo kurz wpływał na jazdę. Momentami trudno było ocenić, co tak naprawdę dzieje się na torze.
„Ciągle się kurzyło, niewiele było widać. Nawet myślałem, że mam coś na goglach, a to po prostu kurz w powietrzu”
To nie był więc tylko pojedynek drużyn, ale też walka z warunkami. I choć Stal Gorzów przyjechała osłabiona, wciąż potrafiła postawić trudne warunki.
Ostatecznie Unia dowiozła zwycięstwo, ale wypowiedź Kołodzieja jasno pokazuje, że to nie był spokojny wieczór. Raczej taki, który zostawia kilka znaków zapytania – zwłaszcza jeśli podobne problemy wrócą w kolejnych spotkaniach. Bo jeśli tor znów zacznie „uciekać” spod zawodników, nie każdy zdąży się w porę dostosować.



- Żużel: Kołodziej szczerze o meczu z Gorzowem. Tor wszystko zmienił
- Żużel. Liga zaczyna się rozjeżdżać. Jedni uciekają, inni już pod ścianą
- Żużel. Nie wytrzymał po meczu. Te słowa mówią wszystko
- Żużel. Sceny grozy w Opolu. Motocykl wpadł w trybuny
- Żużel. Zaskoczyli Spartę Wrocław! Janowski powiedział wprost