Przejdź do treści
Aktualności/Metalkas 2. Ekstraliga/Wywiady

Żużel. Wciąż oczekują na obiecaną renowację! „Nic nie gwarantuję, bo póki nie jest na piśmie, to nie ma nic” mówi prezes PSŻ

żużel
fot. Sandra Rejzner

Autor: Edyta Wojdeł

Żużel. Wciąż oczekują na obiecaną renowację! „Nic nie gwarantuję, bo póki nie jest na piśmie, to nie ma nic” mówi prezes PSŻ

By był żużel, trzeba mieć gdzie jeździć, to jasne i oczywiste. Każdy żużlowy klub posiada swój własny obiekt, na którym rozgrywane są zawody. Jednakże by śledzenie tych fascynujących potyczek mogło dojść do skutku, na każdym poziomie polskich rozgrywek żużlowych spełnione muszą zostać określone warunki infrastrukturalne. Nie dla wszystkich realizacja nałożonych odgórnie oczekiwań jest jednak tak prosta, jak by się tego spodziewano. Do klubów mających problem z rozwojem swojej żużlowej bazy należy chociażby Orzechowa Osada PSŻ Poznań.

Włodarze ligowi się zmieniają, a wymagania rosną. Jednakże pomysły, uwzględnione kiedyś w planie rozwoju polskich rozgrywek żużlowych przez Polski Związek Motorowy, w niemałym stopniu pokrywają się z tym, czego oczekuje nowy zarządca średniego szczebla żużlowych zmagań w naszym kraju. Istnieje bowiem spora szansa, iż PGE Ekstraliga wprowadzi już w przyszłym roku zasady dotyczące konieczności posiadania odwodnienia liniowe, a może nawet i plandek, co miałoby za zadanie obniżyć liczbę spotkań odwoływanych z uwagi na złe warunki atmosferyczne. Obecnie w Metalkas 2. Ekstralidze odwodnienia liniowego nie posiadają jeszcze trzy kluby.

Brak odpowiedniego systemu dehydratacyjnego dotyczy między innymi klubu Orzechowa Osada PSŻu Poznania. Prezes Jakub Kozaczyk, podczas rozmowy na łamach naszego Magazynu, stanowczo podkreśla, że chociaż obietnice są, to nic nie jest formalnie zatwierdzone, a bez tego, trudno dawać wiarę w deklaracje składane przez miejskie władze.

– Mamy cały czas puste zapewnienia, że ta infrastruktura powstanie, jednak nie mam niczego na piśmie dlatego nic nie gwarantuję, bo póki nie jest podpisane, póki nie jest na piśmie, to nie ma nic. Samo ustne zapewnienie, że takie coś będzie, „No w razie czego, to postaramy się to zrobić”. Na tą chwilę miasto po prostu ma to zrobić, takie są zapewnienia ustne oczywiście. Na piśmie tego nie mamy.

442418222 966211398843140 5646331971864643520 n
fot. Sandra Rejzner

Nieistniejące odwodnienie liniowe, to nie jedyny problem władz PSŻu Poznania. Klub od roku toczy również zaciekły bój o renowację stadionowego oświetlenia, które jak wiadomo, również należy do ligowych wymogów, a na obiekcie Skorpionów pozostawia jednak wiele do życzenia. Bez wątpienia największym problemem drużyny może okazać się fakt, iż niespełnienie kryteriów określonych przez PGE Ekstraligę, w przyszłym sezonie, nawet w przypadku utrzymania, może być równoznaczne z brakiem przyznania licencji na starty na średnim szczeblu polskich rozgrywek żużlowych. Zarządca Jakub Kozaczyk otwarcie mówi o tym, że byłby to definitywny koniec czarnego sportu na poznańskiej ziemi.

– Wie Pan co, ja już deklaracje miałem przed poprzednim sezonem od Pana Wróblewskiego, od Enea’i. Nawet miałem podpisane dokumenty, dlatego póki nie ma podpisów pod umową, nie ma tego zrobionego, to ja już nic nie obiecuję, nic nie mówię. Jeśli po prostu, to nie zostanie wybudowane, nie zostanie spełnione, to drużyna PSŻu nie dostanie licencji na starty w 1. Lidze, no i tym samym, żużel zakończy swój żywot w naszym mieście.

Chociaż w tym najczarniejszym scenariuszu wybrzmiewa pełen realizm, to jednak prezes PSŻu nie traci nadziei. W tego rodzaju sytuacjach, niepokój jest jak najbardziej zrozumiały, tak samo zresztą, jak uwzględnianie nawet najgorszych możliwych opcji. Do wszystkiego trzeba bowiem podchodzić racjonalnie, tym bardziej, gdy przebieg spraw, nie jest w pełni zależny od głównych zainteresowanych.

– Mam nadzieję, że nie ma takiego ryzyka i nie chciał bym żeby coś takiego się stało, no ale nie jest to mój obiekt i miasto Poznań musi, nie musi, taką infrastrukturę zapewnić, żeby klub mógł startować w rozgrywkach 1. Ligi Żużlowej. Obawy zawsze będą, póki nie jest coś podpisane i nie stoi, nie jest zrobione, to obawy są i będą.

Wiele klubów żużlowych musi w znacznej części polegać na finansowaniu płynącym z miasta. W większości bowiem sportowe obiekty przeznaczone dla czarnego sportu są własnością danej aglomeracji. Wszyscy bardziej zainteresowani tematem zdają sobie doskonale sprawę z tego, że tematyka ta często budzi wiele kontrowersji i nie jest prosta. Chociaż wokół wszystko idzie naprzód, to wiele ośrodków żużlowych boryka się z archaicznym wręcz wyposażeniem. W opinii Jakuba Kozaczyka, nie inaczej kwestia ta wygląda w przyapadku PSŻu Poznania. Chociaż na przełomie ostatnich lat wprowadzono drobne modyfikacje na stadionie użytkowanym przez Skorpiony, to daleko mu jednak do możliwej reprezentacyjności, wymaga bowiem wciąż wiele pracy, a co za tym idzie nakładów finansowych.

– Relacje są poprawne, to o co prosimy, to mniej więcej mamy. No, ale tak jak mówię, po prostu w ten obiekt należy zainwestować trochę środków, bo pamiętajmy, że on tak jak był w 80′, 90′ latach, to wiele się na nim nie zmieniło. Wymieniono ławeczki na krzesełka, troszkę te betony odświeżono, no ale. Jest pięknie położony i na pewno może być piękną wizytówką tego miasta, no ale potrzeba oczywiście na to środków.

Żużlowe ośrodki, jak to na tym świecie bywa, dzielą się na te, które prosperują lepiej, a co za tym idzie mogą pozwolić sobie na więcej oraz te, które pozostawione w znacznej mierze same sobie muszą walczyć na różne możliwe sposoby o polepszenie swojego bytu. Prezes Kozaczyk nie ukrywa, że poznański klub zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii, a to z pewnością nie ułatwia wcale jego rozwoju. Nie wszystko bowiem można osiągnąć samymi chęciami. Wpływ na znaczące zróżnicowanie wśród żużlowych siedzib ma również finansowanie ze spółek Skarbu Państwa, co od pewnego czasu budzi bardzo wiele kontrowersji i staje się nie lada burzliwym tematem.

– W tej chwili w Poznaniu nie ma takich środków wielkich żeby być na równi z Rybnikiem, czy z Wilkami Krosno, bo Rybnik ma budżet około 10 mln., Wilki około 12 mln., Ostrów 9 mln. Te kluby mają dużo wyższe dotacje miejskie, są finansowane przez spółki Skarbu Państwa. My takich dotacji nie mamy. Nasza dotacja miejska wynosi 800 tys., 700 tys. to może są wpływy z biletów, 200 tys. to jest sponsor tytularny Ligi, także musimy jakieś 3 mln. uzbierać sami.

MAGAZYN Best Speedway Tv ONLINE NA KANALE YouTube!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

×