Przejdź do treści
Aktualności/PGE EKSTRALIGA

Prezesi patrzą na ręce? Absurdalne telefony do sędziego

Marcin Musiał
Fot. Paweł Wilczyński

Autor: Jakub Bielak

Prezesi patrzą na ręce? Absurdalne telefony do sędziego

Sędziowie żużlowi nie mają łatwej pracy. Podczas meczu dzieje się bardzo dużo, a podejmowanie trudnych decyzji dotyczących wykluczania zawodników czy rozdawania ostrzeżeń za utrudnianie startu to nie jest ich jedyne zadanie. Muszą oni również odbierać telefony z parku maszyn, a te potrafią czasem być naprawdę absurdalne.

Kiedyś bardzo popularne były telefony zawodników do sędziego podczas trwania zawodów. Z reguły do budki, z której można było zadzwonić do arbitra wybierali się zawodnicy, którzy czuli się skrzywdzeni przez decyzję wykluczającą ich z powtórki wyścigu. Na nic jednak zdawały się próby przekonania sędziego do swoich racji, ponieważ nigdy podjęta już decyzja nie została zmieniona.

Krzysztof Meyze, a więc ekstraligowy arbiter, był gościem podcastu Jacka Dreczki „Mówi się żużel”. Poruszył w nim właśnie temat telefonów, które niekiedy musi odbierać. Przyznał, że teraz są to głównie rozmowy z kierownikami drużyn, jednak i one potrafią przybrać zupełnie niespodziewany obrót.

Najczęściej do mnie dzwonią kierownicy drużyn. Czasami śmieszne są te rozmowy. Dzwoni do mnie kierownik drużyny i mówi, że się ze mną zgadza, tylko dzwoni, bo patrzy prezes. […] A jakby prezes nie patrzył, to by nie dzwonił. To o czym my mamy rozmawiać? – mówi Meyze w „Mówi się żużel”.

Oczywiście z ust sędziego nie padły konkretne przykłady. Można się tylko domyślać, o których kierownikach może wspominać. Sam zwyczaj jest jednak co najmniej dziwny. Jak widać sędziowie muszą niekiedy brać udział w farsie spowodowanej absurdalnymi oczekiwaniami w klubie.

MAGAZYN ŻUŻLOWY Best Speedway TV

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *