Przejdź do treści
Aktualności/Metalkas 2. Ekstraliga

Piotr Protasiewicz nie zamierza przedwcześnie świętować „To jest dalej piętnaście wyścigów od upragnionego celu”

Piotr Protasiewicz
fot. Marta Astachow

Autor: Edyta Wojdeł

Piotr Protasiewicz nie zamierza przedwcześnie świętować „To jest dalej piętnaście wyścigów od upragnionego celu”

W piątek Enea Falubaz Zielona Góra jedną nogą stanęła już w Ekstralidze. Wszystko dzięki dziesięciopunktowej wygranej w Rybniku. Przewaga jest, ale pamiętać trzeba, że żużel, to sport w, którym wszystko może się zdarzyć, a przed ewentualnym świętowaniem Myszy czeka jeszcze piętnaście biegów na własnym owalu.

Zielonogórzanie w pierwszym finałowym spotkaniu 1. Ligi Żużlowej zapewnili sobie dziesięć punktów przewagi nad rybnickimi Rekinami. W żużlowym świecie to tak naprawdę ani mało, ani wiele, bo sport ten nie raz pokazywał swoim sympatykom, że zmienny jest jak pogoda, od której zawsze zależy rozgrywanie zawodów. W pełni świadomy tego, że jeszcze wszystko może się zdarzyć jest dyrektor sportowy Enea Falubazu Zielonej Góry, Piotr Protasiewicz, który po meczu w Rybniku wypowiedział się dla Radia INDEX TV.

Chociaż Moto Myszy z Zielonej Góry wywalczyły na rybnickim owalu dziesięć punktów przewagi, to nie przyszło im, to wcale łatwo. Według Piotra Protasiewicza kluczową rolę odegrały defekty i wykluczenia, jakie żużlowcy Falubazu odnotowali podczas tego spotkania.

– Trudne zawody. Spodziewałem się, że troszeczkę będzie, no może nie lżej, ale jakoś tak bardziej przewidywalnie. Defekty, upadki, wykluczenia. Tutaj na końcu prawie zawał serca z upadkiem Krzysztofa.

Łatwo nie było, ale jednak do domu udało się wrócić z zapasem punktów na kolejne spotkanie, a to według dyrektora sportowego Enea Falubazu Zielonej Góry, jest najważniejsze. Piotr Protasiewicz zwrócił również uwagę na znany wszystkim sympatykom czarnego sportu, lecz często mimo wszystko często pomijany, fakt, że brak podstawowego zawodnika, czy też zawodników, w drużynie nie zawsze jest osłabieniem. Oczywiści wszystko zależy od tego, czy ma go kto godnie, a czasem nawet efektywniej, zastąpić.

– Inaczej, co by nie było, to jest jednak dziesięć punktów zapasu. Nie zawsze osłabienie, mając zetkę i taktyczne rezerwy, musi być osłabieniem. No bo, jeśli ma się dwóch zawodników, którzy jadą, wygrywają wyścigi, to ten wynik można trzymać. Podobnie było dzisiaj w przypadku Wojdyły i Kurtza, którzy jechali świetne zawody i tutaj te biegi, które jechali, to wygrywali indywidualnie i ten wynik był gdzieś cały czas w miarę w jakimś tam kontakcie. U nas mówię defekty jakieś tam też były, które zabrały pewne punkty. No ale suma summarum cieszymy się z tych dziesięciu punktów.

O tym, że w kontekście finałów lepiej mieć zapas niż stratę, od Piotra Protasiewicza, chyba nikt lepiej nie wie. Ubiegły sezon, podczas którego był on jeszcze czynnym żużlowcem zielonogórskiego zespołu, pokazał to doskonale. Zanany wszystkim Pepe zdecydowanie o tym nie zapomina. Jednakże, chociaż lekcje warto wyciągać, to najważniejsze są czasem też inne kwestie.

– Lepiej mieć dziesięć punktów zapasu, niż dziesięć punktów straty, co możemy spojrzeć przez pryzmat zeszłego roku i finału w zeszłym roku. Ja to będę tak w 30-40% spokojny w poniedziałek, jeśli po tych dwóch meczach, czyli po Grand Prix i po Mistrzostwach Europy Par, gdzie jadą nasi zawodnicy, ukończą cało i zdrowo i wtedy będę już taki w miarę spokojny, pod tym kątem, że mam całą drużynę, bo to jest jakby priorytet do tego meczu niedzielnego.

Ten priorytet z pewnością nikogo, nie dziwi, bo chociaż zet zetki i rezerwy taktyczne potrafią się wyjątkowe dobrze sprawdzić, to każdy wolałby mieć jednak pełny skład, w szczególności przed ostatnim spotkaniem sezonu. Zdolność żużlowców Falubazu do jazdy, jest też bardzo istotna w kontekście piątkowego wypadku Krzysztofa Buczkowskiego. Piotr Protasiewicz podkreśla jednak, że Buczkowi powinien wystarczyć jedynie odpoczynek.

– Było uderzenie mocne głową, także no nie czuje się najlepiej. Kości całe, ale potrzebuje parę dni spokoju i relaksu, to jest jakby najważniejsze.

Podczas pierwszego finałowego meczu w Rybniku, jeszcze przed rozpoczęciem spotkania, padły stwierdzenia dotyczące „nieregulaminowości” toru. Piotr Protasiewicz wyjaśnił jednak treściwie tę kwestię i podkreślił, że rybnicki owal, już w trakcie zawodów był bardzo dobrze przygotowany.

– Nieregulaminowy, był taki pas po prostu przy krawężniku, bardziej przyczepny, a to nie jest tak ,jak powinno być, to nie jest zgodne z regulaminem i tam komisarz miał troszeczkę zastrzeżenia, ale tor był w meczu bardzo równy, dobrze przygotowany. Nie było żadnych tam niespodzianek, ale to też pewnie ciężka praca, która była włożona przed, dała taki efekt. Tor był twardy, ale bardzo dobrze przygotowany.

Nie ulega wątpliwości, że goście z Zielonej Góry bardzo szybko odczytali i dopasowali się do owalu w Rybniku. Zastanawiać może natomiast fakt, że tor powinien być raczej atutem gospodarzy i bez wątpienia rybniczanie długo cieszyli się takim stanem rzeczy. Jakiś czas temu zaszły pewne zmiany, które, jak słusznie zauważył Piotr Protasiewicz, można uznać za korzystne dla niektórych żużlowców. Dyrektor sportowy Falubazu podkreślił też, że jego zdaniem pozostali zawodnicy mieli czas by również dopracować jazdę na domowym owalu.

– Żadnych tam jakichś zagwozdek nie było, a uważam, że drużyna rybnicka jechała dwa mecze na podobnym torze, czyli mieli gdzieś tam czas, żeby sobie pojeździć i się dopasować, co było widać po tych dwóch zawodnikach, którzy jechali bardzo dobrze.

Enea Falubaz Zielona góra spotkanie w Rybniku rozpoczął od dwóch wygranych w stosunku pięć do jednego i choć taki początek może budzić optymizm, to obecny w parku maszyn Protasiewicz wcale nie popadał w euforię. Był on bowiem w pełni świadom tego co mogło nastąpić i nastąpiło, później.

– Ja byłem spokojny, bo wiedziałem, że później pójdą taktyczne, pójdą zastępstwa zawodnika. Pod warunkiem, że dwóch zawodników jechało świetnie i takich było, bo i Wojdyło i Kurtz jechali świetnie. Tak, że jechali po siedem razy, no to jakby nie patrzeć tych trójek troszeczkę naprzywozili i to powodowało, przy naszych jakiś tam kłopotach sprzętowych, no bo defektach na punktowanych pozycjach i tych wkluczeniach, że to nie było aż takiego odjazdu. Takiego, jak może bym sobie tego życzył. Ale z drugiej strony dziesięć punktów to dziesięć punktów.

Chociaż bez wątpienia, dla wielu fanów Myszy z Zielonej Góry, Falubaz jest już jedną nogą w PGE Ekstralidze, Piotr Protasiewicz, jednak nie zamierza przedwcześnie świętować. Doświadczony były żużlowiec jest również pewien, że pełne skupienie zachowają też jego zawodnicy. To właśnie bowiem, może okazać się najbardziej istotne podczas ostatniego finałowego spotkania 1. Ligi Żużlowej w Zielonej Górze. Na ewentualne świętowanie przyjdzie jeszcze czas.

– Bo nie jesteśmy i tutaj nie trzeba nikogo uspakajać. W drużynie są zawodowcy i wiedzą, o co jedziemy. To jest dalej piętnaście wyścigów od upragnionego celu.

Magazyn Żużlowy – kliknij TUTAJ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *