Przejdź do treści
Aktualności/PGE EKSTRALIGA

Oskar Fajfer po potyczce w Częstochowie: Remis na terenie Włókniarza chyba każdy by wziął „w ciemno”

Oskar Fajfer
fot. Sonia Kaps

Autor: Norbert Giżyński

Oskar Fajfer po potyczce w Częstochowie: Remis na terenie Włókniarza chyba każdy by wziął „w ciemno”

Dopiero w ostatnich biegach ebut.pl Stal Gorzów wyrwała w Częstochowie remis 45:45 przeciwko tamtejszemu Tauron Włókniarzowi w piątek (21 kwietnia). Do takiego stanu rzeczy przyczyniła się m.in. postawa Oskara Fajfera. Nowy nabytek klubu z lubuskiego zgromadził łącznie 5 punktów z bonusem.

Jakub Miśkowiak po meczu ze Stalą Gorzów: Musimy jechać dalej i pozytywnie patrzeć do przodu

Jak to spotkanie wyglądało z punktu widzenia wychowanka Startu Gniezno? – Przyznam, że rzeczywiście ten mecz był trochę dziwny. Zaczęliśmy, w miarę „OK”, wyrównanie. Później zaś nieco pobłądziliśmy, pogubiliśmy się w ustawieniach. Ja sam za dużo grzebałem, kopałem w swoim sprzęcie. Nie będę ukrywał, że w czasie meczu trochę dałem się oszukać. Bo jak się potem okazało, wystarczyło zmienić jedną błahą sprawę i całkowicie inaczej jechałoby się przede wszystkim ze startów. Ten „złoty sekret” odkryłem dopiero w ostatniej gonitwie, gdzie już było naprawdę fajnie – mówił nam Fajfer.

Zdaniem niespełna 29-latka końcowy rezultat z Częstochowy, przed pojedynkiem na „Arenie zielona-energia.com”, można było brać „w ciemno”. – Włókniarz jest stawiany w roli faworyta do jazdy w finale przez wielu ekspertów. Tak więc piątkowy remis na jego terenie chyba każdy by wziął „w ciemno”. Podzieliliśmy się z częstochowianami punktami w tabeli. Myślę, że ten mecz, jeśli chodzi o jazdę drużynową, był dla nas na plus. Jesteśmy więc zadowoleni – stwierdza żużlowiec.

Indywidualny rezultat Oskara był nieco słabszy niż w poprzednich dwóch ligowych potyczkach. Jednakże zdobyte przez niego „oczka” były z pewnością ważne w kontekście końcowego wyniku całej, piątkowej, rywalizacji częstochowsko-gorzowskiej.

Zgadza się. Tą małą plamę zdecydowanie zmazałem swoim ostatnim biegiem, bo dowiozłem cenny punkt. Niewiele brakło, abym wydarł „dwójkę” Maksymowi (Drabikowi – przyp. red.). Cóż, na pewno chciałbym zdobywać więcej punktów. Myślę, że w Częstochowie wywalczyłbym dodatkowe dwa lub trzy, gdybym szybciej połapał się z ustawieniami. Tak jak mówiłem, dopiero w ostatnim wyścigu odkryłem, że już wcześniej z innymi zawodnikami przeciwnej drużyny mogłem ścigać się jak równy z równym. Tutaj miałem też troszkę żalu do siebie, że nie zaryzykowałem i nie postawiłem wcześniej na „jedną kartę” – powiedział Fajfer.

Co było więc tą „jedną kartą”, o której wspominał nasz rozmówca? – To jest tajemnica. Nie będziemy więc kolejnym, potencjalnym rywalom ułatwiać (uśmiech). Zwłaszcza, że o punkty w tabeli może być łatwo dla niektórych. To była tak naprawdę błahostka. Wcześniej starałem się tego w regulacji nie dotykać. Zaryzykowałem dopiero pod koniec. Zmieniliśmy tą rzecz i zadziałało – wyjaśnia jeden z obecnych jeźdźców drużynowego wicemistrza Polski sprzed roku.

W piątek (28 kwietnia) do Gorzowa przyjedzie obrońca tytułu, Platinum Motor Lublin. W aktualnym sezonie „Koziołki” udowodniły, że potrafią wygrywać na obcym terenie, choćby w pojedynku drugiej kolejki PGE Ekstraligi, pokonując Włókniarza 41:49. Czy w związku z tym w teamie, dowodzonym przez Stanisława Chomskiego, mogą pojawiać się obawy, co do ostatecznego rozstrzygnięcia starcia z zespołem z ziemi lubelskiej?

Do tego meczu podejdziemy, jak do każdego innego. Na pewno będziemy organizować próbne jazdy. Czy dojdzie do jednego czy dwóch treningów, zależeć będzie to od potrzeb każdego z nas. Na pewno będziemy dawać z siebie wszystko. Pojedziemy u siebie i chcemy ten mecz wygrać. Nie ma więc tutaj o czym dyskutować. Trzeba zadbać o sprzęt, który po pojedynku w Częstochowie „poszedł” do serwisu, a także posprawdzać ustawienia w czasie treningów – zakończył optymistycznie Oskar Fajfer.

fot. Sonia Kaps

MAGAZYN ŻUŻLOWY – kliknij TUTAJ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *