Żużel. Falubaz Zielona Góra ma poważny problem. Kapitan mówi o tym wprost
Falubaz Zielona Góra bez atutu własnego toru. Przemysław Pawlicki wskazuje problem z szybkością
Mimo wygranej Stelmet Falubazu Zielona Góra, pojawiają się pewne zmartwienia. W tym sezonie kapitan drużyny, Przemysław Pawlicki ma ogromne problemy na zielonogórskim torze. W meczu derbowym również można było to zauważyć
Po meczu Przemysław został zapytany o przyczyny swoich problemów oraz o to, co próbował zmienić, aby się z nimi uporać. Przyznał, że zdecydował się na drugi motocykl, jednak nie zadziałał on tak, jak oczekiwał, dlatego szybko z niego zrezygnował.
Zawodnik nie ukrywał również, że problemy z prędkością trwają już od pewnego czasu. Wspólnie z teamem intensywnie pracuje nad ich rozwiązaniem, testując między innymi różne przełożenia. Na razie nie przyniosło to wyraźnej poprawy, ale Przemysław liczy, że efekty wykonanej pracy z czasem będą widoczne.
Przemysław Pawlicki testuje motocykle i przełożenia. „Trochę się męczę”
– Tak, raz spróbowałem drugiego motocykla, a ten motocykl w ogóle nie zadziałał, więc został odstawiony. Potem wróciłem do pierwszego i próbowaliśmy tego dograć. Od jakiegoś czasu nie czułem jakiejś takiej szybkości. Trochę się męczę, ale teraz pracujemy i spędzamy czas na to, że dużo testujemy. Generalnie nie widać konkretnych efektów, ale mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu zobaczymy konkretniejsze ruchy. Wszystko będzie działało. – mówi Przemysław Pawlicki po meczu z Gorzowem.
Następnie kapitan został zapytany o zielonogórski tor, a właściwie o brak wyraźnego atutu własnego obiektu. Przez cały sezon gospodarze mieli problemy z wykorzystaniem znajomości swojej nawierzchni, a momentami to zawodnicy przyjezdni wypowiadali się o niej bardziej pozytywnie.
Przemysław ponownie nawiązał do problemów z prędkością, zaznaczając jednak, że nie dotyczą one wyłącznie jego. Jego zdaniem drużyna musi wspólnie usiąść i na spokojnie przeanalizować sytuację. Brak odpowiedniej szybkości w połączeniu z niewielkim atutem własnego toru może być poważnym problemem. Po chwili zwrócił jednak uwagę na pewien paradoks – w tym sezonie zielonogórzanie często lepiej prezentują się na wyjazdach niż przed własną publicznością.
Tor w Zielonej Górze znów sprawiał problemy. Start i pierwszy łuk miały ogromne znaczenie
– Tak jak wspomniałem, już od początku roku mamy problem z szybkością na swoim torze. I to nie tylko ja, tylko każdy. Nie wiem z czego to się bierze. Musimy dobrze analizować, wszyscy razem. Jak najszybciej dojść do tego, co robimy źle. Przede wszystkim nie mając atutu swojego toru, kiedy nie jesteś szybki u siebie, to nie jest łatwo nigdy na wyjazdach, ale na tych wyjazdach częściej będzie nam to lepiej jak tutaj.
Dodatkowo Przemysław został zapytany o nawierzchnię podczas tego spotkania i o to, jak należało po niej jechać. Wskazał przede wszystkim na krawężnik. Mimo pojawiających się tam kolein to właśnie jazda przy wewnętrznej części toru pozwalała nabierać największej prędkości.
Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja pod bandą. Pawlicki próbował korzystać z zewnętrznej części toru, jednak nie przynosiło to oczekiwanych efektów. Jak przyznał, w ostatnim czasie w Zielonej Górze kluczowe stały się start oraz odpowiednie rozegranie pierwszego łuku. To szczególnie problematyczne dla drużyny, która w tym sezonie wyraźnie zmaga się ze słabszymi wyjściami spod taśmy.
– W większości zawodów najkorzystniejszy był krawędź, gdzie były kolejne. W tych kolejnach było najszybciej. Kilkukrotnie gdzieś tam próbowałem tej zewnętrznej, która w ogóle nie dawała tyle prędkości. Dlatego dzisiaj bardzo ważny był start. Jak ostatnio często widać, że u nas na torze głównie decyduje start i rozegranie pierwszego łuku i tak było też dzisiaj. Tylko dzisiaj ta ścieżka była na krawężniku tak korzystna, że było widać. Wszyscy się wypchali, jechaliśmy wszyscy w kontakcie.
będzie to się poprawiało.
Żużlowcy mieli również spore problemy na pierwszym łuku, gdzie motocykle często gwałtownie prostowało. Sam kapitan przyznał, że nie była to najbezpieczniejsza linia jazdy. Zawodnikom potrafiło wyrywać motocykle, co zmuszało ich do bardziej asekuracyjnej jazdy i utrudniało płynne pokonywanie łuku.
Pawlicki podkreślił jednak wprost, że jest to ich domowy tor i niezależnie od warunków powinni potrafić sobie na nim radzić. Dostrzega momenty, w których jego koledzy dobrze wychodzą spod taśmy, ale wciąż zdarzają się również znacznie słabsze starty. Kapitan ma nadzieję, że w kolejnych spotkaniach ten element będzie wyglądał coraz lepiej.
– Ona też nie była super bezpieczna, bo motocykle wyrywało na niej. Dlatego też nie jechało się łatwo, bo pierwszy zawodnik jechał asekuracyjnie, a każdy kolejny za nim w tych kolejnach jeszcze bardziej asekuracyjnie. No co, no taki dzisiaj był tor. To jest nasz tor i powinniśmy tutaj przede wszystkim radzić sobie ze startu bardzo dobrze na nim. No i gdzieś tam były momenty, że z tego startu dobrze wychodziliśmy, a były momenty, że trochę gorzej. Więc mam nadzieję, że to wszystko się teraz jeszcze też będzie z czasem poprawiało i te starty przede wszystkim będą zdecydowanie lepsze.



- Żużel. Start Gniezno podjął radykalną decyzję! Zawodnik odsunięty do końca sezonu
- Żużel. Falubaz Zielona Góra ma poważny problem. Kapitan mówi o tym wprost
- Żużel. Bartosz Zmarzlik znowu tego nie zrobił
- Żużel. Jack Holder przeżywa dramat. „To bardzo przerażające”
- Żużel. Motor Lublin przed meczem prawdy. Cierniak zdradził swój największy problem
