Żużel. Odkłada „wielki świat”, by ratować Polonię. Wiktor Przyjemski wybrał sercem, nie pieniądze
Wiktor Przyjemski o powrocie do Polonii Bydgoszcz. „Ten herb znaczy dla mnie więcej niż kontrakt”
Dla wielu młodych zawodników taki moment w karierze oznacza jedno – pakowanie walizek i szukanie miejsca w „większym świecie”. Lepsza liga, większe pieniądze, głośniejsze nazwiska w parku maszyn. Wiktor Przyjemski idzie jednak w inną stronę. I robi to bardzo świadomie.
Choć ma już na koncie najważniejsze juniorskie tytuły i mógłby przebierać w ofertach, zdecydował się wrócić do miejsca, w którym wszystko się zaczęło – do Polonii Bydgoszcz. Nie dlatego, że nie ma alternatyw. Nie dlatego, że ktoś go zmusił. Tylko dlatego, że czuje, że ma wobec tego klubu coś do zrobienia.
W rozmowie dla redbull.com/pl podkreślał wprost, że jazda dla Polonii to dla niego coś więcej niż kolejny kontrakt w CV. – Ten herb dla mnie naprawdę sporo znaczy i wszystko, co zdobyłem dla Polonii bardzo sobie cenię. Tu zaczynałem i znów tu jestem. Zrobię wszystko, żeby mój klub wrócił na należne miejsce – mówił. I to zdanie dobrze pokazuje, jak myśli dziś Przyjemski.
Żużel. Bilet na Grand Prix w Łodzi obejmuje dwie imprezy! To sprawia, że jednak warto?
Nie jako nastolatek, który chce jak najszybciej „wyskoczyć” do topu. Bardziej jak zawodnik, który rozumie, że prawdziwa wartość kariery nie zawsze buduje się skrótami.
Bydgoszcz wciąż żyje swoją żużlową historią. Nazwisko Tomasza Golloba, dawne medale, pełne trybuny – to wszystko jest w tym mieście obecne. Przyjemski doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Wie też, że kibice nie oczekują cudów. Oczekują kierunku, stabilności i realnej walki o powrót do PGE Ekstraligi.
Żużel. Ważny powrót do ROW Rybnik. Duńczyk znów w sztabie „Rekinów”
Dlatego mówi o odpowiedzialności, a nie o presji. O sercu zostawianym na torze, a nie o liczbach w kontrakcie. Tu pojawia się ciekawy, momentami kontrowersyjny wątek: czy tak silne emocjonalne przywiązanie do klubu pomaga w rozwoju, czy może go spowalnia?
Jedni powiedzą: młody talent powinien iść tam, gdzie są najlepsi trenerzy, najmocniejsze ligi i największe wyzwania. Inni odpowiedzą: budowanie drużyny, bycie liderem i ciągnięcie projektu na swoich barkach to bezcenna szkoła charakteru. Przyjemski najwyraźniej należy do tej drugiej grupy.
Zamiast natychmiastowego skoku do „wielkiego świata”, wybiera rolę twarzy odbudowy Polonii. Chce być zawodnikiem, który nie tylko zdobywa punkty, ale też współtworzy fundament pod przyszłość klubu. – Na pewno czuję, jak bardzo wszystkim zależy na powrocie do PGE Ekstraligi. Bardzo chciałbym w tym pomóc i awans jest oczywistym celem – podkreślał w rozmowie.
To pokazuje, że jego ambicje nie są mniejsze niż u rówieśników marzących o Grand Prix. Są po prostu inaczej rozłożone w czasie. Najpierw Bydgoszcz. Najpierw Polonia. Dopiero potem reszta świata.
Czy to strategia idealna? Tego nikt dziś nie wie. Ale jedno jest pewne – w czasach, gdy młodzi zawodnicy często zmieniają kluby jak rękawiczki, taka deklaracja lojalności i odpowiedzialności robi wrażenie.
I może właśnie dlatego coraz więcej osób patrzy na Przyjemskiego nie tylko jak na wielki talent, ale jak na przyszłego lidera polskiego żużla. Nie tylko na torze, ale i poza nim.



- Żużel. Zielona Góra wchodzi na salony. Madsen twarzą miasta w Grand Prix na żużlu
- Żużel. Odkłada „wielki świat”, by ratować Polonię. Wiktor Przyjemski wybrał sercem, nie pieniądze
- Żużel. Ważny powrót do ROW Rybnik. Duńczyk znów w sztabie „Rekinów”
- Żużel. Bilet na Grand Prix w Łodzi obejmuje dwie imprezy! To sprawia, że jednak warto?
- Żużel. Reaguje na obniżkę nagród! Michael Jepsen Jensen chce wygrywać, nie liczyć pieniądze