Żużel. Unia Tarnów krok od katastrofy! „Jednym telefonem zniszczono cały klub!”
Unia Tarnów znów pogrąża się w chaosie. Agnieszka Ratowska ujawnia kulisy: gigantyczne długi, brak licencji i szokujące decyzje władz klubu.
Unia Tarnów na krawędzi upadku. Brak licencji, brak prezesa i milionowe długi
Unia Tarnów znów w potężnym kryzysie. Z klubu odeszła dyrektorka Agnieszka Ratowska, która wróciła do „Jaskółek”, by pomóc postawić drużynę na nogi po latach chaosu. Dziś mówi jednak wprost: wszystko, co udało się wypracować, zostało zniszczone w jeden dzień. „Dzień później jednym telefonem runęło tak naprawdę wszystko” – podkreśla dla radiakrakow.pl
Ratowska objęła funkcję kilka miesięcy temu. Po latach pracy w Toruniu i Wrocławiu wróciła do Tarnowa, bo – jak mówi – chciała mieć realny wpływ na to, jak klub traktuje swoich zawodników. W tle była tragedia Tomasza Jędrzejaka, która bardzo nią wstrząsnęła. – Zdecydowałam się na pracę w Unii, żeby nigdy więcej nie powtórzyła się taka sytuacja. Jeśli będę tu pracować, nie dopuszczę do tego, żeby zawodnik ze względu na sprawy klubowe skończył samobójstwem – mówi.
W trzy miesiące udało się posprzątać wiele zaległości. Klub prezentował nową drużynę na sezon 2026, trwały negocjacje z miastem i sponsorami. – Powypłacaliśmy części zaległości. Zrobiliśmy w klubie ogromny porządek po pięciu latach zaniedbań. To była ciężka robota, ale wszystko szło do przodu – wspomina.
I wtedy nadszedł telefon, który zmienił wszystko. Dzień po zakontraktowaniu drużyny odwołano prezesa Artura Kędziorę. – Powiedziałam przewodniczącemu Rady Nadzorczej, że bez prezesa na papierach nie ruszymy licencji. Usłyszałam: jutro dostaniesz prezesa „na sztukę”. Minęły kolejne dni, a prezesa nie było – opowiada Ratowska. Jej zdaniem cała sytuacja była uderzeniem w proces licencyjny. – Nie wiem, czy pan Lewandowski działał świadomie, ale powtarzałam mu kilkakrotnie: bez prezesa nie pojedziemy.
Żużel. Stal Gorzów z nowymi władzami! To oni przejmują stery klubu
Żużel. Junior GKM-u wzmocni czołowy zespół KLŻ
W pewnym momencie pojawiło się polecenie, którego – jak mówi – wykonać nie mogła. Chodziło o podpisywanie dokumentów „za zwolnionego prezesa”. – To już było obarczone złamaniem prawa. Odmówiłam – relacjonuje. W środę zapadła decyzja o odejściu. – Nagle skończył się prąd. Nie było jak pracować. Nie miałam komu przekazać procesów, które mogły przynieść klubowi ponad pół miliona złotych – mówi. Dodaje, że pracowała tego dnia z gorączką i bez nadziei, że sytuacja się odmieni.
Kulisy, jakie ujawnia, pokazują obraz klubu pogrążonego w długach i chaosie. – Codziennie pojawiali się nowi wierzyciele z fakturami z początku roku. Dwa miesiące zajęło nam ustalenie realnego długu – opisuje. Okazało się, że sam internet… nie był opłacany przez 30 miesięcy. – To była jedna z sześćdziesięciu pilnych spraw. Pracowaliśmy w bardzo trudnych warunkach, ale po ludzku – z uśmiechem – zapewnia.
Jednak atmosfera w klubie od pierwszego dnia była bardzo ciężka. – W klubie było gęsto. Ludzie przychodzili, ale nie zawsze w celu pomocy – mówi. Według niej konieczne było rozstanie się z częścią osób, które nadużywały alkoholu nawet w obecności nieletnich wolontariuszy. – Rodzice wysyłają te dzieci z pasją, a oni trafiają pod opiekę starego alkoholika? Nie godziłam się na to – dodaje. Podczas jednego z meczów zaplecze techniczne nie przyszło do pracy albo przyszło niezdolne do działania. – Plandekę z toru ściągałam ja, trener Stanisław Burza i jego córka – opisuje.
Ratowska ocenia, że dziś Unia Tarnów nie ma żadnych szans na uzyskanie licencji. Tylko wobec zawodników zaległości wynoszą 2,2 mln zł. Klub nie ma umowy dzierżawy stadionu, brakuje pełnej dokumentacji finansowej, nieuregulowane są podatki, rachunki i ZUS. A w klubie… zostały tylko cztery osoby zatrudnione, choć przepisy wymagają minimum ośmiu. – Pan Artur Lewandowski tytułuje się właścicielem klubu, więc powinien spłacić zaległości swojego klubu. Ja bym użyła tutaj cytatu: po owocach nas poznacie – podkreśla.
Najbardziej boli ją jednak los drużyny i kibiców. – Skład był przemyślany, zarówno finansowo, jak i charakterologicznie. Miał być początkiem odbudowy. Serce mi pęka, patrząc na to, co się dzieje – mówi Ratowska. I znów wraca do słów, które stały się symbolem tej historii: „Dzień później jednym telefonem runęło tak naprawdę wszystko”.



- Żużel. Krzysztof Sadurski o powodach zmiany barw klubowych
- Żużel. Pres Toruń znów na szczycie? Te dane mogą zwiastować powtórkę bolesnej historii
- Żużel. Zmarzlik i Plebiscyt Sportowy. Ten werdykt mówi więcej, niż się wydaje
- Żużel. Bohater PRES Toruń już trenuje! Duńczyk znów będzie brylował w PGE Ekstralidze?
- Żużel. Unia Leszno odkrywa karty. Sparingi z gigantami i data Memoriału już znane