Żużel. Motoarena może zobaczyć coś więcej niż turniej pożegnalny
Motoarena może zobaczyć coś więcej! Pożegnalny turniej Adriana Miedzińskiego w Toruniu. Derby z Bydgoszczą jako symbol zamknięcia kariery
Miało być spokojne zamknięcie kariery, a robi się wydarzenie z emocjonalnym ciężarem. Adrian Miedziński planuje pożegnalny turniej, który zamiast sentymentalnej klamry może obudzić stare derby i dawne historie. Pytanie brzmi: czy to będzie tylko symbol, czy coś, co jeszcze raz poruszy żużlową Polskę?
To nie jest zwykły turniej pożegnalny, jaki żużel widział już wiele razy. Wstępna data – 27 marca – i miejsce – toruńska Motoarena – od razu nadają temu wydarzeniu inny wymiar. Miedziński wraca tam, gdzie wszystko się zaczęło, ale w formule, która dotyka całej jego kariery. Toruń kontra Bydgoszcz. Dwa miasta, dwa kluby i jedna historia, zamykana w jednym meczu.
Tu nic nie jest przypadkowe. Derby mają być nie tylko ukłonem w stronę kibiców, ale też symbolicznym domknięciem drogi zawodnika, który zaczynał w Toruniu, a kończył w Bydgoszczy. I właśnie ten wybór sprawia, że trudno patrzeć na to wydarzenie wyłącznie jak na sentymentalną ciekawostkę przed sezonem.
Dlaczego pożegnanie Miedzińskiego ma większy sens niż zwykły benefis
Adrian Miedziński zakończył karierę pod koniec 2024 roku, po długiej i trudnej rehabilitacji po poważnym wypadku. Nie było hucznej fety ani wielkiego finału na torze. Zamiast tego – cisza i niedopowiedzenie. Pożegnalny turniej ma być odpowiedzią na pytania, które pojawiały się od miesięcy, także ze strony kibiców.
Sam zawodnik przyznaje, że pomysł dojrzewał w nim od dawna. Chodziło o to, by zrobić coś „na swoich zasadach”, bez przypadkowych nazwisk i bez pustych gestów. Derby Toruń–Bydgoszcz idealnie wpisują się w ten plan – jako emocja, jako wspomnienie i jako historia, która zatacza koło.
Żużel. Turniej Grzegorza Walaska wymknął się spod kontroli. Ta obsada mówi wszystko
Derby, których dziś brakuje. I emocje, które wracają
Miedziński nie ukrywa, że w polskim żużlu brakuje dziś prawdziwych derbów – takich, które niosą napięcie sportowe i kibicowskie. Właśnie dlatego formuła meczu Toruń–Bydgoszcz ma być czymś więcej niż tylko towarzyskim ściganiem. To powrót do emocji, które definiowały jego początki.
Nieprzypadkowo to właśnie przeciwko Polonii Bydgoszcz zadebiutował w ligowym meczu w Toruniu w 2002 roku. Po ponad dwóch dekadach ta sama oś Toruń–Bydgoszcz ma zamknąć całą opowieść. Jednym wydarzeniem, na jednym torze.
Żużel. Kolejarz Rawicz wraca na żużlową mapę. Ale jest jeden poważny warunek
Od małego toru do Motoareny. Historia, która zaczęła się bardzo wcześnie
Podczas wizyty w studiu Radia GRA Miedziński wrócił pamięcią do momentów, które ukształtowały go jako zawodnika. Pierwsze treningi na Broniewskiego, mały tor, mini motocykle i decyzja dwunastoletniego chłopaka, że chce spróbować. Sprzęt był klubowy, często składany z tego, co było pod ręką, a początki dalekie od profesjonalizmu.
Dużą rolę odegrała rodzina. Ojciec – mistrz Polski, później trener – sprawił, że park maszyn od najmłodszych lat był dla Miedzińskiego czymś naturalnym. Motorynka, na którą czekał latami, stała się początkiem drogi, która zaprowadziła go do reprezentacji Polski, ligowych medali i wieloletniej obecności w czołówce krajowego żużla.
Na razie szczegóły turnieju są jeszcze dopinane, a lista uczestników nie jest znana. Jedno jest pewne: jeśli 27 marca faktycznie dojdzie do meczu Toruń–Bydgoszcz na Motoarenie, nie będzie to zwykłe pożegnanie. To może być wieczór, który przypomni, dlaczego żużel potrafi opowiadać historie silniejsze niż same wyniki. I dlaczego niektóre kariery naprawdę zasługują na godną klamrę.



- Żużel. Motoarena może zobaczyć coś więcej niż turniej pożegnalny
- Żużel. Turniej Grzegorza Walaska wymknął się spod kontroli. Ta obsada mówi wszystko
- Żużel. Wraca do ROW Rybnik, choć mógł iść wyżej. Ten wybór mówi więcej, niż się wydaje
- Żużel. Kolejarz Rawicz wraca na żużlową mapę. Ale jest jeden poważny warunek
- Żużel. Znany gigant dołącza do Ostrovii Ostrów! To będzie walka o awans