Przejdź do treści
Aktualności/PGE EKSTRALIGA

Wzruszony Andrzej Lebiediew dziękuje i się broni -„Jakieś pojedyncze pajace są w Internecie i teraz na pewno też pojadą po mnie”

Lebiediew
fot. Mateusz Biskup

Autor: Krzysztof Choroszy

Wzruszony Andrzej Lebiediew dziękuje i się broni -„Jakieś pojedyncze pajace są w Internecie i teraz na pewno też pojadą po mnie”

Środowy mecz PGE Ekstraligi, w którym Cellfast Wilki Krosno podejmowały u siebie Fogo Unię Leszno, był ostatnim spotkaniem kapitana krośnian, Andrzeja Lebiediewa w barwach miejscowej drużyny. Po zakończeniu zawodów przed trybuną główną Lebiediew ogłosił, że kończy swoją obecną przygodę w klubie.

W wywiadzie, którego Łotysz udzielił nam po meczu, zapytany on został, jak ocenia on pojedynek z leszczynianami. 29-letni zawodnik odpowiedział, że mecz nie należał do łatwych, ale udało się wywalczyć to pożegnalne zwycięstwo. Goście nie jechali najlepszym składem, ale nie ułatwiło to bardzo zadania Wilkom, gdyż oni sami muszą walczyć w osłabieniu. Andrzej dodał, że ten sezon może pomóc bardzo w przyszłości tym, że dał sporo doświadczenia klubowi i całemu krośnieńskiemu środowisku żużlowemu.

Kajetan Kupiec o swojej jeździe po kontuzji: „Na pewno jakiś plus jest, ale wiemy nad jeszcze pracować”

„Trudny mecz i fajnie, że udało się wygrać. Choć goście nie jechali optymalnym składem od środka meczu, także trochę nam to ułatwiło zadanie, czy ułatwiło, też nie mamy tak naprawdę pełnego składu i musimy sobie radzić, no każdy wie. Cieszy, że jest ta wygrana na koniec i jakieś punkty dopisane do tabeli, które już nic nie znaczą, ale to jest dużo doświadczenia dla klubu, dla organizacji, dla wszystkiego, także ja myślę, że nikt nie może żałować tego sezonu” – mówił w wywiadzie dla nas Andrzej Lebiediew.

Lider Wilków Krosno był pytany również o tor, który w ostatnim czasie budzi wiele kontrowersji. Żużlowiec odpowiedział, że nawierzchnia nie była łatwa, ale wszystko przez to, że była ona przez tydzień czasu pod plandeką, pod którą odparzała się, a nie było możliwości polania, przez co widać było, jak bardzo się kurzyło podczas wyścigów. Łotysz stwierdził jednak, że na każdym torze trzeba jechać i kto chciał, to w meczu jechał, a kto nie, to jazdę odpuścił.

„Był ciężki, naprawdę co tu mówić, stał przez tydzień czasu pod plandeką, parzył się, nie dało się go napić wodą, każdy widział, jak się kurzyło i tak dalej, także ciężki tor do jazdy, co tu ukrywać, ale na każdym torze trzeba jechać i ktoś chciał, to chciał i jechał, kto nie chciał, ten nie jechał, tak to można określić dzisiejszy mecz” – odpowiedział Lebiediew.

Padł również temat przyszłości 29-letniego żużlowca, wokół którego pojawia się ostatnio dużo plotek transferowych. Na pytanie o to, w jakiej ekstraligowej drużynie pojedzie w przyszłym sezonie, odpowiedział, że wszystko się okaże, za jakiś czas, a póki co negocjuje on w paru miejscach.

„Tak naprawdę cały czas trwają rozmowy, gdzieś bliżej, gdzieś dalej, to się okaże” – powiedział 29-latek.

Pod koniec Lebiediew zwrócił się do krośnieńskich kibiców, z którymi pożegnał się po ostatnim biegu. Powiedział on, że bardzo dobrze będzie wspominał czas spędzony w Krośnie. Kibice kochali Andrzeja, a on sam odwzajemniał to i tak już pozostanie, a Łotysz nie powie ani jednego złego słowa na miasto i na cały klub. Zawodnik dodał, że ludzie w Internecie i tak skrytykują go za jego odejście, ale nie są oni w stanie wejść w buty sportowca, który chce coś osiągnąć i się rozwijać.

„Jesteście wspaniali, kochani i zawsze będę bardzo fajnie wspominał ten czas. Ja myślę, że nawzajem kochali się i tak to pozostanie, dla mnie to złego słowa nie powiem ani na miasto, ani na klub, ani na zarząd, ani na kibiców i tak dalej. Jakieś pojedyncze pajace są w Internecie, ale nie przejmuje się za bardzo, bo to są tacy kibice sukcesu. Teraz na pewno też pojadą po mnie, ale nie mogą wstawić nogi w buty profesjonalnego sportowca, który chce jeszcze coś osiągnąć, niech dalej piszą, że jestem taki, siaki i w ogóle się nie nadaje, że sezon zawaliłem, ale ja będę robił swoje” – stwierdził Andrzej Lebiediew.

Kapitan Wilków pozdrowił również większość Krosna, wszystkich wspaniałych kibiców, będących z klubem na dobre i na złe, niezależnie w jakiej sytuacji się on znajdzie, ale przeżył on z nimi również piękne chwile, jakimi bez wątpienia był między innymi awans wywalczony w Zielonej Górze. Zawodnik dodał, że każdy klub może pozazdrościć takich fanów, stojących murem za każdym razem, bez względu na okoliczności.

„Pozdrawiam też większość Krosna, 99 procent tych wspaniałych kibiców, którzy wspierają ten klub, nie ważne, w jakiej sytuacji są murem za nim, w ciężkiej, w fatalnej, ale też przeżywaliśmy piękny i wspaniałe, chwilę razem, także to jest coś pięknego. Na takiego kibica mi się wydaję, czeka każdy stadion i może tylko pozazdrościć, że tak się fajnie żyje się klubowi z tymi kibicami, bo są na dobre i na złe. Także wszystkich pozdrawiam, lubię i dziękuję za te wspaniałe czasy” – kontynuował zawodnik.

Na koniec na pytanie o to, czy można powiedzieć do zobaczenia, Lebiediew odpowiedział, że nie wiadomo tego, bo życie różne scenariusze pisze, ale życzy on sobie pozostania w PGE Ekstralidze, a Wilkom, jak najszybszego awansu, aby w 2025 roku znowu się spotkać.

„Czy ja wiem, to różne scenariusze pisze to życie, na pewno życzę do zobaczenia, sobie życzę zostać w Ekstralidze, a Krośnie życzę awansować, jak najszybciej o, żeby zobaczyć się w 2025 roku na torach Ekstraligi” – skończył Łotewski żużlowiec.

MAGAZYN ŻUŻLOWY – kliknij TUTAJ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *